wtorek, kwietnia 18

Lakiery hybrydowe La Femme- nowe kolory na wiosnę!

Lakiery hybrydowe La Femme- nowe kolory na wiosnę!
Dzień dobry, w ten jakże cudowny obrzydliwie pochmurny dzień! :)
Kochani! Ostatnio trochę nie było mnie na blogu, mimo że byłam bardzo szczęśliwa z powodu wielkiej zmiany- od około dwóch tygodni mój blog przeniósł się na własną domenę i funkcjonuje pod adresem www.killukitty.pl :)
Jestem z tego powodu niesamowicie szczęśliwa- zebranie się do przeniesienia zajęło mi ładne pół roku. Niby wszystko pięknie, ładnie, ALE! Zauważyłam, że zniknęły komentarze z prawie dziesięciu ostatnich postów... Przyznaję, że tak niesamowicie mnie to zdemotywowało, że nie miałam ochoty nawet siadać do laptopa i tego wszystkiego widzieć... Jednak zła passa minęła i wracam do Was z wiosennym postem!
Od około roku przerzuciłam się ze zwykłych lakierów na lakiery hybrydowe. W związku z czym staram się poznawać i testować nowe marki- nie należę do osób, które lubią zostawać przy jednej marce. Niedawno poznałam lakiery marki La Femme. Wybrałam 5 kolorów, które rzetelnie przetestowałam- a w tym poście dowiecie się, czy są warte zachodu. Ciekawi? To zapraszam!


W moich łapkach znalazły się lakiery z serii Non Stop Color. Są to standardowe lakiery hybrydowe o pojemności 8ml. Konsystencja jest bardzo przyjemna- nie za gęsta, ani nie za rzadka. Pigmentacja również jest bardzo dobra- praktycznie we wszystkich odcieniach taka sama. Za chwilkę zobaczycie zdjęcia kolorów na wzornikach- znajdują się na nich dwie warstwy + top.



Jak widzicie, wybrałam kolory zarówno jasne, jak i ciemne oraz brokatowe. Moim totalnym ulubieńcem jest odcień bananowy- bezgranicznie zakochałam się w tym kolorze! Odkąd pierwszy raz pomalowałam nim paznokcie, stwierdziłam, że mogłabym mieć wszystko w takim odcieniu. Lakiery nie "rozpływają" się po paznokciu, nie rozwarstwiają się, są jednolite. 30 sekund w lampie spokojnie im wystarcza.


Na zdjęciu widzicie numerki kolorów, które wybrałam.
H011- cudowny, bananowy odcień. Pięknie napigmentowany, Zdecydowanie mój ulubieniec!
H025- odcień moim zdaniem lekko duochromowy. Łososiowy róż połączony ze złotem oraz pięknymi drobinkami. Na pewno nie raz wyląduje na moich paznokciach latem- podejrzewam, że kolor ten pięknie będzie odbijał słońce.
H052- mocny, ciemny odcień. Granat, wpadający w butelkową zieleń. Bardzo niepowtarzalny kolor. Na paznokciach z daleka sprawia wrażenie czerni, jednak z bliska jest naprawdę piękny.
H080- idealny odcień mięty. Wydaje się wręcz neonowy. Długo szukałam perfekcyjnego miętowego koloru i wydaje mi się, że w końcu znalazłam.
H098- letni, rażący, neonowy róż. Coroczny hit mojego lata- nigdy nie mogę się powstrzymać przed ciągłym noszeniem tego typu odcieni.



Dużym plusem jest dla mnie to, że na opakowaniu widzimy kolor lakieru. Nie raz trafiałam na firmy, które na zakrętce podawały nam tylko numerek, co bez wzornika może być naprawdę uciążliwe, a wiem, że wiele z Was takowego nie posiada. Podoba mi się również to, że kolor na opakowaniu w 100% odpowiada temu, co znajduje się w środku. Opakowania są minimalistyczne, co dla mnie również działa na plus.



Wyżej możecie zobaczyć, jak najpiękniejszy kolor świata prezentuje się na paznokciach :)
Jeśli chodzi o same lakiery- bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie trwałość. Z ręką na sercu według mnie pobija wiodące marki. Często pojawia się również problem żółknięcia lub brudzenia się jasnych odcieni. Jakaż szczęśliwa byłam, kiedy mój cudowny bananek przed 3 tygodnie był czyściutki jak łza! Nic, kompletnie nic złego nie dzieje się z lakierami. Pozostają w niezmienionym stanie dopóki nie postanowimy zmienić stylizacji.


Lakiery La Femme zdecydowanie wskoczyły w czołówkę moich ulubieńców. Koniecznie sprawdźcie kolekcję wiosenną- jest po prostu cudowna! Najchętniej przygarnęłabym wszystkie jej odcienie :) Jeśli nie znacie firmy- musicie ją poznać, ponieważ ceny również są ciekawsze, niż innych, znanych marek. No i musicie mieć w swojej kolekcji H011! Bez tego odcienia nie da się przeżyć ciepłych pór roku, mówię Wam!

Kochani, słyszeliście już o marce La Femme? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki! :)

poniedziałek, kwietnia 3

Nowości kosmetyczne od Ladymakeup: BeautyBlender, The Balm, Paese, Milani, Loveto.pl, Sleek

Nowości kosmetyczne od Ladymakeup: BeautyBlender, The Balm, Paese, Milani, Loveto.pl, Sleek
Dzień dobry!
Mamy już kwiecień, uwierzycie? Ten rok leci wyjątkowo szybko... Ale na szczęście w końcu przyszła wiosna i można głęboko schować wielkie szaliki i czapki! :)
W dzisiejszym poście chcę pokazać Wam sporo nowości, które niedawno otrzymałam od drogerii internetowej Ladymakeup. Jak wiecie, kocham kosmetyki, więc każde nowe cudeńko to dla mnie wielka, wielka radość! Czy to już uzależnienie? Nie przedłużając- zapraszam na dalszą część postu!


Pierwszą rzeczą jest nowa gąbeczka BeautyBlender. Tak, jestem od nich uzależniona. Nie wyobrażam sobie aplikowania podkładu czymkolwiek innym niż BB. Aczkolwiek- oryginalną różową wersję mam po raz pierwszy! Podobno oryginał jest najlepszy- już niedługo na pewno dam Wam znać, a może nawet zrobię post z porównaniem różnych kolorów? Co myślicie?


Następną rzeczą jest puder ryżowy od Paese. Zastanawiałam się między nim, a Kryolanem, jednak znalazłam o tym drugim sporo negatywnych opinii i postanowiłam nie ryzykować. Paese ma bardzo ładny zapach, jest bardzo drobno zmielony i świetnie matuje. Po pierwszym tygodniu stosowania jestem z niego bardzo zadowolona. Naprawdę warty wypróbowania :)


Płynna matowa pomadka- nie mogło obyć się bez niej! Jestem absolutną fanką tego typu pomadek, a te z Milani kusiły mnie od dawna.Odcień, który wybrałam to 23 Babe. Jest to dla mnie idealny kolor na dzień. Konsystencja jest przyjemna, niewysuszająca. Dodatkowo zapach- obłędny! Nawet opakowanie mocno przyciąga wzrok. Pomadka trzyma się cały dzień, a mimo to pozostaje komfortowa na ustach. Nie wchodzi w załamania ani nie podkreśla suchych skórek. Chętnie wypróbowałabym inne odcienie i czuję, że na tym jednym na pewno się nie skończy!


Kultowy bronzer Bahama Mama od The Balm. Okrzyknięty jednym z najlepszych, znany i lubiany przez wszystkich- oprócz mnie. Z tym produktem mam do czynienia pierwszy raz. Ale wiecie co? To chyba miłość od pierwszego wejrzenia! Jest po prostu cu-do-wny! Dawno tak szybko nie polubiłam się z żadnym produktem. Ma idealny chłodny odcień, pięknie się blenduje i jest niesamowicie trwały. Jest również bardzo mocno napigmentowany- co dla osób z niewielką wprawą może być uciążliwe, jednak w moim przypadku wszystko idzie jak po maśle. Kochane, jeśli dotychczas tak jak ja nie miałyście nic wspólnego z tym produktem- musicie jak najszybciej to zmienić!


Pędzelki do makijażu twarzy Loveto.pl- T30, T60 oraz T10, czyli: do pudru, podkładu i rozświetlacza. Już jakiś czas temu słyszałam dużo dobrego o pędzlach tej firmy i cieszę się, że w końcu mam okazję je wypróbować. Są bardzo miękkie i przyjemne w użyciu. Póki co nie zauważyłam żadnych wad- jestem pod wrażeniem, tym bardziej, że ich cena jest naprawdę świetna- sprawdźcie koniecznie!




Zestaw 12 pędzli do makijażu oczu od Loveto.pl. Zestaw ten kusił mnie od dawna- pierwszy raz widziałam go w filmikach u Nataliebeautyyy. W końcu mam i ja! Odkąd około tydzień temu użyłam ich pierwszy raz- nie zamieniam na nic innego, pędzle dosłownie robią robotę same :) Są mięciutkie, dobrze wyprofilowane, świetnie radzą sobie zarówno z mocno, jak i słabo napigmentowanymi cieniami. Myślę, że zrobię dla Was post z makijażem, w którym użyję wszystkich produktów i pędzli.\\


Najpiękniejsza paletka na świecie- Solstice od Sleek'a. W zestawie otrzymujemy 4 rozświetlacze- 3 pudrowe i jeden kremowy. Odcienie są powalające- tak samo z resztą jak pigmentacja, trwałość i niezwykły blask. Tworzą piękną, jednolitą taflę- nie zawierają w sobie drobinek! Jestem zakochana po uszy! A to opakowanie- coś cudownego :)

Kochani, to już wszystko, co znalazło się w moich łapkach. W Ladymakeup macie naprawdę ogromny wybór kosmetyków, a dodatkowo znajdziecie tam perełki takie jak pędzle Loveto.pl, których nie dostaniecie w innych drogeriach.
Co spodobało Wam się najbardziej? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

niedziela, marca 26

Sephora: Too Faced Candelight Glow

Sephora: Too Faced Candelight Glow
Dzień dobry, kochani!
Dziś przyszedł czas na kolejny post z serii moich zakupów w perfumeriach. Tym razem wybór padł na rozświetlacz Candelight Glow od Too Faced. Przyznam, że mam go już dość długo, jednak jak wiecie- zanim wystawię o czymś opinię, lubię produkt mocno wymęczyć. Jestem wielką fanką rozświetlaczy- naprawdę. Mogłabym mieć ich tysiące, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Jesteście ciekawi, jak sprawdził się u mnie ten z TF? Jeśli tak, to zostańcie ze mną!


Każda miłośniczka makijażu z pewnością wie, w jak cudowne opakowania Too Faced pakuje swoje kosmetyki. Jest to jeden z aspektów, dzięki któremu TF zdecydowanie jest moją ulubioną marką makijażową. Oczywiście- nie kocham ich tylko za wygląd! Jakość ich kosmetyków jest dla mnie powalająca- wśród ich oferty jeszcze nie udało mi się znaleźć niewypału.


Widzicie? Aż się prosi, żeby wziąć go w łapki! :) A teraz spójrzmy na niego dokładniej.

CO OBIECUJE PRODUCENT?
Według Too Faced produkt ma wykorzystywać technologię Photolite, dzięki której uzyskujemy efekt załamania i rozproszenia światła. Technologia ta ma powodować, że nasza skóra wygląda promiennie i świeci wewnętrznym blaskiem w każdym możliwym oświetleniu. 

DWA KOLORY- RAZEM CZY OSOBNO?
Moim zdaniem wykorzystanie dwóch połówek kolorów jest fenomenalne. Możemy używać ich zarówno razem, jak i osobno. Używając odcienia szampańskiego uzyskamy mocną, jasną taflę. Natomiast przy użyciu koloru brzoskwiniowego, nadamy naszej skórze zdrowego, dziennego blasku. Oba odcienie połączone razem z kolei, dają piękne, wyraziste glow. 




Mój odcień to Warm Glow.

KONSYSTENCJA
Produkt jest jak masło, sprawia wrażenie kremowego. Uwielbiam tego typu kosmetyki, więc to już drugi wielki plus, zaraz po podziałce na dwa odcienie. Można odnieść wrażenie, że rozświetlacz rozpływa się pod palcami. Podczas przejeżdżania pędzlem bądź palcem po całej powierzchni produktu- oba kolory nie mieszają się w opakowaniu, zostaje zachowania ich granica.

NA SUCHO CZY NA MOKRO?
I tak, i tak. Na sucho- uzyskujemy efekt bardziej dzienny, dający zdrowy blask. Na mokro- ogromne, wieczorowe glow, totalna tafla! Osobiście lubię spryskać pędzel fixerem, a następnie nałożyć Candelight. Generalnie wygląda pięknie pokaż każdą "postacią".

TRWAŁOŚĆ
Spotkałam się już z wieloma rozświetlaczami- nawet wysokopółkowymi, które za nic nie umiały dobrze trzymać się na twarzy. Tutaj trwałość w skali od 1 do 10, oceniłabym na 8. Często sięgam po niego, kiedy w weekend wybieram się na jakąś imprezę lub spotkanie ze znajomymi. Zauważyłam, że kiedy wracam do domu po całej nocy- na mojej twarzy jest o połowę mniej błysku niż wtedy, kiedy wychodziłam z domu- gdzie przy rozświetlaczu od Jeffree Star'a totalne glow widać nawet po całej nocy spędzonej na parkiecie. 



DOSTĘPNOŚĆ I CENA
W Polsce rozświetlacz dostaniemy w Sephorze, w cenie 119zł. Cena może wydawać się wysoka, jednak tutaj zdecydowanie płacimy za jakość, która jest świetna. Osobiście na chwilę obecną, co do kosmetyków- wychodzę z założenia, że lepiej zainwestować w jeden/dwa dobre, często droższe produkty, niż iść do zwykłej drogerii i kupić całą siatkę kolorówki, z której połowa okaże się bublem. Oczywiście- wśród tanich kosmetyków są dziesiątki perełek, jednak jak dla mnie w przypadku drogerii tzw."handlowych" bardzo często jakość jest bardzo zła.

A Wy, używacie rozświetlaczy? Znacie ten produkt? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

czwartek, marca 23

Liferia Love | Romantyczna odsłona pudełka pełnego kosmetyków | Kod rabatowy

Liferia Love | Romantyczna odsłona pudełka pełnego kosmetyków | Kod rabatowy
Dzień dobry, kochani! :)
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, w którym przyjrzymy się bliżej zawartości lutowego pudełka Liferia. Jak wiele z Was wie, jest to obecnie jedyny box subskrypcyjny, który otrzymuję i testuję. Przyznam, jak w poprzednich postach, że robi na mnie dużo większe wrażenie niż te, które znaliśmy dotychczas. Jesteście ciekawi, jak zaprezentowała się walentynkowa odsłona? Jeśli tak, to koniecznie zostańcie ze mną w dalszej części postu :)


Zawartość Liferii z miesiąca na miesiąc coraz bardziej mnie zaskakuje. Z każdym pudełkiem, w mojej osobistej ocenie otrzymujemy coraz bardziej wartościowe i zróżnicowane produkty. Zacznijmy po kolei!


1. Krem do twarzy POSE, 50ml/100zł (pełnowymiarowy!).
Dla mnie król tego pudełka. Przyznaję, że sporo słyszałam o kremach tej marki, jednak nigdy nie skończyło się na wrzuceniu któregoś z nich do koszyka. W pudełku możemy znaleźć jeden z trzech wariantów- Texturizing Face Cream, SPA Herbal Care Face Cream lub Protective Face Cream. Ja trafiłam na ten ostatni. Jest to krem przeznaczony do codziennej ochrony przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Zawiera w składzie aloes, wartościowe oleje oraz kwas hialuronowy. Już samo opakowanie daje nam poczucie luksusu. Krem sam w sobie jest świetny. Pięknie nawilża, rozjaśnia przebarwienia i utrzymuje naszą skórę w świetnej kondycji. Jestem zdecydowanie na TAK!


2. Woda termalna Termissa, 150ml/19zł (pełnowymiarowa).
Nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez wody termalnej, więc jestem bardzo zadowolona, że tego typu produkt znalazł się w pudełku. U kilku znajomych blogerek widziałam opinię, że woda ma dziwny zapach- jak dla mnie jednak jest on praktycznie niewyczuwalny i znika po kilku sekundach. Woda nawilża i uspokaja naszą skórę. Przynosi cudowne ukojenie- na przykład po demakijażu, kiedy nasza skóra często jest napięta i zmęczona. Jestem na TAK!


3. Jedwabny puder wykończeniowy-rozświetlający lub utrwalająco-matujący, 0,5g/12zł (jedyna miniatura w całym pudełku).
W tym przypadku również mogliśmy trafić na dwie rożne opcje. Mnie trafił się puder utrwalająco-matujący, z czego jak najbardziej jestem zadowolona. Miniatura jest dość mała, dlatego moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem będzie wykorzystanie jej do utrwalania korektora pod oczami. Puder jest bardzo drobno zmielony, co oczywiście idzie na duży plus oraz bardzo delikatny. Jedynym minusem jest to, że próbka mogłaby być troszeczkę mniejsza, ponieważ u mnie wystarczyła na maksymalnie 5 użyć.


4. Odżywka z kolagenem Wax Pilomax, 200ml/21zł (pełnowymiarowa).
Kolejny bardzo udany produkt. Przyznam, że do marki Pilomax mam duży sentyment, ponieważ poznałam ją na moim pierwszym w życiu dużym blogowym wydarzeniu- Meet Beauty. Kosmetyki te sprawdzają się na moich włosach świetnie- a ta wersja jest fenomenalna! Moje włosy są miękkie, błyszczące i sypkie. Jestem na TAK!


5. Pomadka Professional Pierre Rene, 17zł (pełnowymiarowa).
Ostatni już produkt w lutowej wersji, aczkolwiek również bardzo udany! W boxach kosmetycznych, kiedy już otrzymujemy pomadki, są to z reguły odcienie czerwieni- w związku z tym spora część z nas ma później całe szuflady zawalone czerwonymi szminkami. Tutaj otrzymujemy piękny, jasno-różowy odcień. Jestem z tego faktu bardzo zadowolona. Świetnie, że Liferia wychodzi poza szereg innych boxów i oferuje nam coś innego niż kolor czerwony! Jestem na TAK!

Kochani, to już wszystko, co znalazło się w edycji "Love" pudełka Liferia.
Dodatkowo! Na hasło "killukitty_MIZON" Liferia dołączy do Waszego lutowego pudełka żel aloesowy marki Mizon! :)
Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, co sądzicie o tym pudełeczku!
Buziaki!

poniedziałek, marca 20

Nowości: Dresslily & Sammydress

Nowości: Dresslily & Sammydress
No i witam Was ponownie!
Ten post jak już przeczytaliście w poprzednim- jest kontynuacją chińskich zakupów :)
Tak więc nie przedłużając- zobaczcie, co w tym miesiącu dorwałam w sklepach Dresslily oraz Sammydress.


Pierwsza rzecz, to cudowna czerwona bluzka z baskinką oraz odkrytymi ramionami. Przyznam, że jestem w niej po prostu zakochana! Prezentuje się bosko! :) Polecam każdej dziewczynie, która tak jak ja, może pochwalić się bardzo kobiecą figurą i kształtami :)
Bluzkę możecie kupić tutaj: KLIK


Następną rzeczą jest długa biała koszula, która powędrowała do mojej mamy. Jest z niej bardzo zadowolona- koszula jest bardzo elegancka i pięknie się układa :)
Koszulę możecie kupić tutaj: KLIK


Trzecia rzecz, to czarna bluza z wytłoczonymi kwiatami i złotym zameczkiem. Szukałam czegoś, co będzie nadawało się po prostu do szybkiego narzucenia przed wyjściem z domu, a jednocześnie wyglądało ładnie. Udało się- bluza jest śliczna, bardzo porządnie wykonana i wygodna :)
Bluzę możecie kupić tutaj: KLIK


Ostatnia rzecz, to cudowna torebka z kwiatami. Pierwszy raz zauważyłam ją u jednej z blogerek- właśnie w poście z chińskimi zakupami. Od razu się w niej zakochałam i wiedziałam, że przy następnym zamówieniu musi być moja. Torebka jest wykonana porządnie, spokojnie zmieści portfel, klucze, telefon i kosmetyczkę.
Torebkę możecie kupić tutaj: KLIK

Teraz czas na kolejny sklep :)


Pierwsza rzecz- czarny plisowany sweterek z baskinką. Z niego również jestem bardzo zadowolona- świetne wykonanie i jakość, a dodatkowo pięknie się układa i podkreśla figurę :)
Sweterek możecie kupić tutaj: KLIK


I następna bluzeczka- z tą nie mogę się rozstać, odkąd tylko pierwszy raz ją zmierzyłam. Jest po prostu śliczna. Wykonana porządnie, z pięknego materiału i bardzo ładnymi wstawkami.
Bluzkę możecie kupić tutaj: KLIK

Ostatnimi dwiema rzeczami są biustonosze, których niestety również nie miałam możliwości sfotografować. Jednak to, co mogę Wam powiedzieć- są naprawdę piękne!
Czarny biustonosz: KLIK
Beżowy biustonosz: KLIK

To już wszystko, kochani!
W tym poście również mam do Was prośbę- będzie mi bardzo miło, jeśli poklikacie w linki :)
A my widzimy się już w kolejnym poście!
Buziaki! :)

Nowości: Zaful & Rosegal

Nowości: Zaful & Rosegal
Dzień dobry, moi kochani!
Dziś będę miała dla Was dwa nowe posty- nowości, które dotarły do mnie z zagranicznych sklepów. Wiem, że mimo tego, że póki co nie pokazuję ubrań na sobie- wiele z Was lubi te posty i chętnie inspiruje się tym, co zamawiam :)
W związku z tym, zacznijmy od sklepów Zaful oraz Rosegal.
Niestety w zamówieniu z pierwszego sklepu brakuje jednej torebki- dałam ją mamie i nie będę kazała wszystkiego wyjmować do zdjęć- co nie zmienia faktu, że oczywiście podam Wam do niej link- jest świetna!
Nie przedłużając- zaczynajmy!


Pierwszy produkt to coś, co przyznam szczerze- od dłuższego czasu bardzo mocno mnie intrygowało. Potocznie nazywany "odkurzaczem do zaskórników" sprzęt, który rzekomo ma całkowicie i perfekcyjnie wyczyścić nasze pory oraz całą twarz. Jestem po dwóch pierwszych użyciach i szczerze przyznaję, że widać różnicę. Jeśli jesteście zainteresowani pełną recenzja tego urządzenia- koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! :)
Sprzęt możecie kupić tutaj: KLIK


Kolejną rzeczą są sztuczne tulipany. Zamówione oczywiście jako dekoracja do zdjęć na bloga, czy Instagrama. Nie byłam przekonana, co do jakości, z jakiej mogą być wykonane, jednak na szczęście pozytywnie się zdziwiłam. Kwiaty są zrobione z czegoś przypominającego gumę i naprawdę ładnie się prezentują.
Kwiaty możecie kupić tutaj: KLIK


Następne produkty- cała masa sztucznych rzęs! Przyznaję się bez bicia, że po prostu uwielbiam chińskie rzęski! Wyżej możecie zobaczyć, że wybrałam trzy różne modele. Z każdego jestem jak najbardziej zadowolona. Paski są bardzo elastyczne, cieniutkie, a same rzęsy cudownie prezentują się na oczach!
Rzęsy możecie kupić tutaj: KLIK1 KLIK2 KLIK3

Pozostały mi również dwie rzeczy, których niestety nie mam zdjęć. Jest to selfiering oraz kolorowe tasiemki do paznokci. 
Selfiering: KLIK
Tasiemki: KLIK

Czas na kolejny sklep! Tak, jak mówiłam, mam dla Was zdjęcia jednej torebki, natomiast do drugiej zostawię Wam tylko link- uprzedzam, jest cudowna!


Jedyny zawód moich zakupów w tym miesiącu. Torebka ze zdjęcia miała być o wiele większa, w odcieniu pudrowego różu, z pięknym długim paskiem i przede wszystkim- wężowe wstawki nie miały być tak tandetne.
Torebkę możecie znaleźć tutaj: KLIK

Tak, jak mówiłam, zostawiam Wam tylko link do drugiej torebki oraz zestawu chokerów:
Torebka: KLIK
Chokery: KLIK

Kochani, w tym poście to już wszystko- za kilka minut pojawi się kolejna część!
Jak zwykle, mam do Was ogromną prośbę- bardzo proszę o poklikanie w linki, to dla mnie bardzo ważne :)
Widzimy się za chwilkę, buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger