poniedziałek, lipca 17

Nowości w mojej toaletce: Pierre Rene

Nowości w mojej toaletce: Pierre Rene
Dzień dobry, kochani!
Dziś przyszedł czas na małe nowości w mojej toaletce. Tym razem są to kosmetyki marki Pierre Rene. Markę znam od dawna i jest to jedna z tych firm, które przy niskiej cenie oferują wysoką jakość. Jesteście ciekawi, co wpadło w moje łapki? Jeśli tak, to chodźcie ze mną dalej! :)


Bohaterami dzisiejszej recenzji są trzy nowości: matowa pomadka, eyeliner w pędzelku oraz kremowa paleta do konturowania. Matowych pomadek u mnie nigdy mało, a konturowanie powoli staje się jednym z moich ulubionych kroków podczas wykonywania makijażu, więc jestem bardzo zadowolona, że właśnie takie kosmetyki trafiły w moje ręce. Przejdźmy do recenzji wszystkich produktów po kolei.

*Zdjęcia wykonałam przed użyciem produktów, dlatego fotki są "niemacane" ;)




W opakowaniu palety do konturowania Cream Contour, otrzymujemy dwa kolory- brąz do przyciemniania oraz odcień jasny do rozjaśniania. Odcień bronzera jest dość ciepły- co jednak absolutnie mi nie przeszkadza- nie lubię całkiem zimnych kolorów, mam wtedy wrażenie, że moja skóra wygląda bardzo staro i trupio, zdecydowanie wolę zdrowy wygląd. Odcień jasny z kolei- zawiera w sobie pięknie żółte tony, które świetnie wtapiają się w moją skórę.

KONSYSTENCJA
Zdecydowanie na plus. Produkty są miękkie, bardzo kremowe i pięknie się blendują. Nie pozostawiają smug ani plam. Są dość delikatne- można budować ich pigmentację, dzięki czemu nie musimy się bać, że zrobimy sobie krzywdę.

TRWAŁOŚĆ
Również bardzo dobra. Po przypudrowaniu produkty bez problemu wytrzymują cały dzień. Nie rozmazują się, ani nie znikają z twarzy.

OCENA OGÓLNA
Zdecydowanie 10/10!


Eyeliner Royal Liner bardzo przypadł mi do gustu. Uwielbiam tego rodzaju aplikatory. Gąbeczka jest miękka i giętka, dzięki czemu bez problemu możemy wykonać precyzyjną kreskę.

KONSYSTENCJA
Eyeliner jest średnio płynny i bardzo mocno czarny. Zastyga na lekki mat. Jedyny minus, jaki zauważyłam jest taki, że po około 8-10 godzinach zaczyna się delikatnie kruszyć w okolicy przedłużenia kreski, tam, gdzie w ciągu dnia mogą nam lekko łzawić oczy.

TRWAŁOŚĆ
Jak wyżej- bardzo dobra, poza minimalnym kruszeniem w okolicy zewnętrznego kącika oka. Czerń jest bardzo wyrazista i nie blaknie podczas noszenia.

OCENA OGÓLNA
8/10- odjęłam dwa punkty za lekkie kruszenie.



Pomadka Royal Mat Lipstick w przepięknym odcieniu w stylu barbie pink z niecierpliwością oczekuje w mojej toaletce na sezon wiosna/lato! Wspominałam Wam na InstaStory, że tego typu odcienie to moi bezkonkurencyjni faworyci na ciepłe pory roku. Odcień, który otrzymałam to numerek 02 Pink Cashmere. Samo opakowanie wygląda bardzo luksusowo- dla mnie bomba, na toaletce prezentuje się bosko!

KONSYSTENCJA
Z założenia pomadka powinna być matowa. Moim zdaniem jednak jest taka w połowie. Nie jest to produkt zastygający i ma zupełnie inną formułę niż rozsławione pomadki w płynie. Po nałożeniu na usta po około minucie staje się lekko matowa, jednak nazwałabym ten mat satynowym. Absolutnie nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek. Pigmentacja również jest bardzo dobra.

TRWAŁOŚĆ
Pomadkę oceniłabym na raczej dzienną- nie wytrzyma z nami całej nocy szaleństw. Jednak kolor moim zdaniem jest typowo dzienny, więc nie jest to dla mnie problem. Szminka zjada się ładnie- nie odznacza się żadna brzydka linia, chodzi naturalnie i równomiernie.

OCENA OGÓLNA
9/10- punkt odejmuję za "mat". Moim zdaniem zdecydowanie lepiej pasowałaby nazwa "Royal Velvet Mat".

A Wy, znacie kosmetyki Pierre Rene? Ja po raz kolejny jestem pod wrażeniem i przyznam, że znalazłam kilka perełek, które bardzo chciałabym przetestować :)
Buziaki!

poniedziałek, czerwca 19

O tym, jak moja cera dostała drugie życie! | NaturalsPharm

O tym, jak moja cera dostała drugie życie! | NaturalsPharm
Witajcie, kochani!
W kwietniu skończyłam 20 lat. W mojej głowie zaczęły pojawiać się pytanie- kiedy moja skóra zacznie wiotczeć, kiedy pojawią się pierwsze zmarszczki, czy jestem już stara? Jednak szybko odpowiedziałam sobie na to pytanie- jeśli właśnie teraz odpowiednio zadbam o pielęgnację mojej cery, w przyszłości będę mogła patrzeć w lusterko z uśmiechem na twarzy. Przez moją łazienkę przez okres ostatnich kilku lat przewinęły się dziesiątki kremów na dzień, na noc, tych z kwasami, nawilżających, wyrównujących koloryt, redukujących przebarwienia i wiele, wiele innych. Za każdym razem, kiedy wydawało mi się, że w końcu znalazłam ten jeden, idealny zestaw- coś się psuło. A to skóra się za bardzo przyzwyczajała, to kiedy kupiłam kolejne opakowanie okazywało się, że formuła jest zupełnie inna, niż w tym poprzednim. Ostatecznie migrowałam między różnymi markami, kremami, w pewnym momencie zaczęło mnie to doprowadzać do szału. Wszystko, co udało mi się kupić, robiło efekt "wow" przez pierwszy tydzień, góra dwa stosowania. Później czar pryskał, a ja znowu nie wiedziałam, co robić.
W maju wybrałam się na konferencję dla blogerek urodowych Meet Beauty oraz targi Beauty Days, gdzie odwiedziłam stoisko Naturals Pharm. Przemiłe i totalnie pozytywne dziewczyny z ekipy firmy wręczyły mi paczkę pełną nowości do testowania, udało nam się też zamienić kilka słów- było naprawdę miło :) Kiedy wracałam do domu nie spodziewałam się, że w paczce-niespodziankę znajdę coś, co sprawi, że moja kosmetyczna dusza już zawsze będzie spokojna. Ale udało się! Znalazłam zestaw idealny, w końcu! Na dzień i na noc. Nareszcie osiągnęłam wewnętrzny pielęgnacyjny spokój. Jesteście ciekawi, za sprawą jakich produktów? Tym razem nie napiszę, że jeśli tak, to zostańcie ze mną. Tym razem po prostu musicie zostać i poznać coś, co dało mojej skórze drugie życie.


Zacznijmy od tego, jaki jest typ mojej cery. Gdybym miała określić go własnymi słowami, napisałabym po prostu- dziwny. Aczkolwiek chcę Wam nieco profesjonalniej przybliżyć siebie, więc powiem tak: mieszana ze skłonnością do wysuszania na policzkach i czole, a przetłuszczania się (ogromnego przetłuszczania się!) w strefie T. Ciężko, prawda? Prawdopodobnie dlatego tak trudno było mi znaleźć coś, co spełniłoby wszystkie wymagania mojej cery.
Kremy, których używałam wcześniej nadawało się albo do strefy przetłuszczającej się, albo tej, która się wysusza. Tym razem dzięki Naturals Pharm odkryłam coś, co daje mi wszystko, czego potrzebuję.



Marka Lab One jakiś czas temu pojawiła się na polskim rynku i od razu zdobyła rzeszę fanek. Dużo osób chwaliło te produkty, recenzowało je mówiąc, że w końcu w Polsce możemy dostać produkty z rzeczywistym stosunkiem jakości do ceny. I ja podpisuję się pod tym stwierdzeniem rękami i nogami. Trafiałam już na produkty, które kosztowały nawet 300/400zł, a sprawdzały się gorzej, niż pierwszy lepszy krem z rossmannowskiej półki. Na szczęście w przypadku Lab One rzeczywiście płacimy za jakość.
W mojej paczce znalazły się dwa produkty tej marki: intensywnie nawilżający krem na dzień oraz długotrwale i głęboko rewitalizujący krem na noc. Od razu byłam zadowolona z faktu, że to taki gotowy zestawik. Opowiem Wam teraz o każdym z nich bardzo dokładnie, ponieważ jest to jedna z recenzji, gdzie gdybym mogła, krzyknęłabym do Was: musicie to mieć!



Na pierwszy ogień pójdzie krem na dzień. Zanim poznacie moją opinię, zerknijmy na to, co obiecuje nam producent:

"N°1 Hydration Day to nowy wymiar w nawilżaniu skóry twarzy. Głęboko nawilżający krem na dzień zapewni odpowiedni poziom nawilżenia nawet bardzo przesuszonej skóry twarzy i szyi. N°1 Hydration Day dodatkowo regeneruje skórę, przez co staje się ona bardziej jędrna, elastyczna, widocznie gładsza i młodsza. Wyjątkowa formuła produktu zabezpiecza skórę przed niekorzystnym wpływem środowiska i wolnych rodników. Krem świetnie sprawdza się jako aktywna baza pod makijaż."

W skrócie, krem powinien: zapewniać totalne nawilżenie, poprawiać elastyczność skóry, łagodzić podrażnienia spowodowane przesuszaniem, wzmacniać barierę ochronną naszej skóry, zmniejszać utratę wody i zapewniać wysoką wchłanialność substancji aktywnych. Wydawałoby się, że to strasznie dużo zadań, jak dla jednego produktu, prawda? 

Krem zaczęłam stosować już następnego dnia po powrocie z Warszawy. Słońce przez te dni mocno podrażniło moją skórę, więc był to wręcz idealny moment na mocną dawkę nawilżenia. Już pierwsze użycie wywołało u mnie pozytywne emocje- skóra mięciutka jak tyłeczek niemowlęcia i to nie tylko do czasu, aż znowu nie umyję twarzy. Po około dwóch tygodniach stosowania zauważyłam wyraźną poprawę stanu mojej skóry. Koloryt wyrównał się, suche skórki, które dotychczas dość często pojawiały się na mojej twarzy zniknęły, a cera promieniała. Nie ukrywam, że byłam przeszczęśliwa widząc, jak w końcu coś tak świetnie na mnie działa. Skóra stała się sprężysta, miękka, ujednolicona i uspokojona. Ku mojemu zdziwieniu- dokładnie tak, jak obiecał mi producent. Wśród marek kosmetycznych rzadko zdarza się, że wszystko z "obietnic" sprawdza się w rzeczywistości. Jednak tutaj rzeczywiście tak jest.


Poruszając jeszcze kwestię tego, jak krem sprawdza się pod makijaż- jest naprawdę rewelacyjny. Nie roluje się, nie miesza się z podkładem, świetnie współgra z różnymi formułami i fantastycznie łączy się z produktami kremowymi. Nawet przy ciężkim podkładzie skóra wygląda promiennie i zdrowo, jestem zachwycona!

Skoro już wiecie, jak genialny jest krem na dzień, pora opowiedzieć Wam trochę o wersji na noc. Przyznaję, że od zawsze większą uwagę przykuwałam do pielęgnacji wieczornej. Być może dlatego, że przed spaniem mam po prostu trochę więcej czasu, niż rano. Nienawidziłam uczucia, kiedy kładłam się spać z miękką buźką, a rano znów widziałam te okropne suche skórki i strefę T wyglądającą, jakbym oblała się olejem. Po pozytywnym zaskoczeniu "kremem dziennym" z przyjemnością przed pójściem spać, uraczyłam swoją skórę wersją nocną... I przepadłam...



W tym przypadku również jako pierwsze przedstawię Wam słowa producenta:

"N°1 Hydration Night to wyjątkowa formuła gwarantująca skuteczne nawilżenie skóry twarzy, szyi i dekoltu. Głęboko i długotrwale nawilżający krem na noc zapewnia idealne nawilżenie nawet odwodnionej skóry. N°1 Hydration Night rewitalizuje skórę, sprawiając, że staje się ona gładka, zdrowa i widocznie młodsza. Wyjątkowa receptura produktu chroni skórę przed negatywnym wpływem środowiska i chroni przed działaniem wolnych rodników. Jeżeli skóra wymaga dogłębnej regeneracji przez cały dzień, krem można stosować również na dzień. Jego lekka konsystencja oraz szybka wchłanialność sprawiają, że dobrze sprawdza się także jako aktywna baza pod makijaż."

Znowu dużo obietnic i czarowania. Ale prawdziwego czarowania! Konsystencja kremu rzeczywiście jest bardzo lekka i przyjemna, pomimo tego że kremy na noc bardzo często niestety są ciężkie i tłuste oraz wchłaniają się w tempie ślimaka. Nigdy tego nie lubiłam, bo z jednej strony fajnie czuć, ze coś rzeczywiście jest treściwe i może pomóc naszej skórze, ale co jeśli po nałożeniu kremu szybko musiałam iść spać i większość tego, co wsmarowałam w swoją buzię zostawało na poduszce, a z wielkiej regeneracji nici? Na szczęście tutaj nie mam tego problemu, krem pomimo sytego składu, wchłania się bardzo szybko i nie pozostawia tłustego filmu na skórze. Niby drobnostka, a dla mnie ogromny plus, zaoszczędza to naprawdę dużo czasu na czekaniu, aż produkt wejdzie w naszą cerę. Pierwsze efekty zauważyłam po niespełna dwóch tygodniach stosowania. Były one poważnie mocno widoczne, ponieważ zauważyłam je nie tylko ja. Moja mama i chłopak jako pierwsi zapytali, czy zrobiłam coś nowego z twarzą. Uznałam to za ogromny komplement, moim zdaniem o wiele lepiej usłyszeć coś takiego od kogoś innego, niż każdego dnia spoglądać w lusterko z nadzieją na wyczekiwane efekty. Moja skóra całkowicie się ujednoliciła, przebarwienia praktycznie zniknęły.



Podsumowując działanie kremów!
Jestem w stanie powiedzieć, że dzięki tym dwóm produktom moja skóra z niesamowicie trudnej, stała się normalna. Strefa T nie przetłuszcza się już tak mocno- prawdopodobnie dlatego, że w końcu otrzymała odpowiednią dawkę nawilżenia; suche skórki poszły precz, a koloryt jest równiutki, jak od linijki. Wspomnę o jeszcze jednej ważnej kwestii- generalnie nigdy nie miałam problemu z trądzikiem, czy zaskórnikami, ale jednak zawsze pojawiały się jakieś nieprzyjacielskie pojedyncze okazy, szczególnie wtedy, kiedy zbliżały się te kobiece dni. Mimo że kremy nie mają za zadanie niwelowania niedoskonałości zauważyłam, że pojawiają się zdecydowanie rzadziej i w znacznie mniejszej ilości. 



A! Jeszcze jedno! Kremy są nieziemsko wydajne- miesiąc stosowania, a widzicie, jak małe jest zużycie? Dodam, że nie oszczędzam w ilości nakładanej na buzię! 

Kończąc, mogę powiedzieć Wam tylko tyle, że są to produkty najbardziej warte swojej ceny, jakie znam! Produkty do najtańszych nie należą, ponieważ jeden krem kosztuje blisko 400zł, ale ze swojej strony mogę Wam zagwarantować, że będzie to najlepsza inwestycja w samą siebie. Jestem zdania, że w kwestii naturalnego piękna nie powinnyśmy oszczędzać- naprawdę, lepiej na takie produkty odłożyć troszkę dłużej i cieszyć się totalnie boskim działaniem, niż wydać te same pieniądze na dziesięć kremów w drogerii! :)

Kochani, co sądzicie o tych produktach? Mam nadzieję, że udało mi się nieco przybliżyć Wam ich fenomen. 
Jeśli moja recenzja sprawiła, że pokochałyście je od pierwszego wejrzenia tak, jak ja, to pamiętajcie, że możecie kupić je na stronie Naturals Pharm.
Buziaki!

niedziela, czerwca 18

Co nowego w czerwcu? | Inspiroshop.pl

Co nowego w czerwcu? | Inspiroshop.pl
Hej, kochani!
W końcu za oknem trochę ładniejsza pogoda! Ostatni tydzień był prawdziwym koszmarem, jeśli chodzi i ilość deszczu i ciemności. Na szczęście dziś jest pięknie i mam wielką ochotę trochę dla Was popisać! W ostatnim czasie testuję sporo nowości kosmetycznych- staram się znaleźć idealny zestaw na lato- nie za ciężki, rozświetlający i taki, który wytrzyma nawet mocny upał. W dzisiejszym poście pokażę Wam produkty zarówno takie, które już od dawna się u mnie sprawdzają, jak również powiem kilka słów o nowościach, które zawładnęły moim sroczym sercem.


Tym razem wybrałam produkty zarówno do makijażu, jak i pielęgnacji. Wszystkie z nich już "zaczęłam" i mogę o nich troszkę powiedzieć.


Puder ryżowy Ecocera, jak wiele z Was wie- mój wielki ulubieniec. Na chwilę obecną nie wyobrażam sobie makijażu bez tego produktu, jest po prostu świetny. Ładnie zmielony, pięknie utrwala, matuje i nadaje się do bakingu. Za tę cenę? Nie ma co się zastanawiać, bezwzględny faworyt :)


Moje włosy w ostatnim czasie zaczęły lekko się przesuszać, więc postanowiłam poszukać czegoś, co przywróci im dawną świetność. Przeglądając asortyment sklepu trafiłam na 100% naturalny olejek arganowy firmy Marion. Pojemność to zaledwie 25ml, jednak produkt bardzo mi się spodobał. Stosuję go tylko i wyłącznie na końcówki moich włosów i zauważyłam, że problem przesuszania powoli zaczyna się nieco zmniejszać. Myślę, że olejek ten z pewnością zasłuży na to, by go wypróbować, chociażby ze względu na cenę, która nie przekracza dziesięciu złotych.


Coś, co już zawsze będzie nieodłącznym elementem pielęgnacji mojej cery- tonik różany od Evree. Produkt znany i uwielbiany przez tysiące kobiet i ja absolutnie jestem wśród nich! Nic tak pięknie nie odświeża mojej cery po przebudzeniu, jak i również przed położeniem się do łóżka. Moja cera naprawdę bardzo polubiła się z nim i wiem, że zawsze musi być w mojej pielęgnacyjnej kosmetyczce.


W ostatnim poście z nowościami wspominałam, że jestem maniaczką mgiełek utrwalających. I mam kolejną! Sprawdzoną mgiełkę utrwalającą od Golden Rose. To już moje kolejne opakowanie i jestem z niej niesamowicie zadowolona. Sprawdza się u mnie dokładnie tak samo jak ta z Inglota, a w przeliczeniu na pojemność jest mniej więcej o połowę tańsza. Całkowicie eliminuje efekt pudrowości na twarzy, znacząco utrwala makijaż, atomizer wydziela idealną ilość produktu, a jakby tego było mało- pięknie pachnie. Ten produkt to również jeden z moich stałych ulubieńców.


Często dostaję od Was pytania, jakiego podkładu używam, że moja cera wygląda tak ładnie. Zawsze odpowiadam, że idealny wygląd naszej buzi, to nie tylko kwestia podkładu, czy pudru, ale również odpowiedniej pielęgnacji i bazy pod makijaż. Osobiście mam ich bardzo dużo- lubię je często zmieniać, dbam o to, aby moja skóra nie przyzwyczajała się do konkretnych kosmetyków. Dużo słyszałam o zaletach bazy rozświetlającej z Golden Rose, więc gdy tylko zobaczyłam ją w asortymencie Inspiroshop.pl, postanowiłam ją wypróbować. Póki co jestem zadowolona- efekt rozświetlenia jest bardzo naturalny i subtelny, skóra gładka, a trwałość makijażu przedłużona. Myślę, że na dłuższą metę bardzo się polubimy! :)


O sławie płynnych matowych pomadek od Golden Rose nie trzeba pisać. Kiedy tylko pojawiły się na naszym rynku- od razu bezwzględnie go podbiły. Sama w swojej kolekcji mam już sporo kolorów i na pewno nie zamierzam poprzestać! Tym razem wybrałam odcień 08, czyli piękny neonowy róż- moim zdaniem idealny na lato. Formuła, jak to we wszystkich innych kolorach, u mnie sprawdza się cudownie- nie wysusza ust, daje piękny matowy efekt i utrzymuje się bez poprawek praktycznie cały dzień. Odkąd dorwałam 08, maluję nim usta średnio co drugie wyjście z domu, naprawdę bardzo przypadł mi do gustu :)


Korektor pod oczy to dla mnie bardzo ważny element makijażu- kiedy skóra pod oczami nie będzie wyglądać perfekcyjnie- cały makijaż oczu, nawet ten bardzo piękny, gdzieś zniknie. O płynnym korektorze z Catrice w internecie można znaleźć różne opinie. Jedni go kochają, a inni nienawidzą. U wielu osób ciemnieje, u innych natomiast pod oczami wygląda pięknie. Osobiście bardzo go lubię- ładnie się u mnie trzyma, przykrywa cienie pod oczami i delikatnie rozświetla tę okolicę. Nie zauważyłam, żeby u mnie ciemniał. Cena jest bardzo niska, a produkt dostępny w większości drogerii, więc myślę, że jeśli jeszcze nie miałyście z nim do czynienia- warto spróbować!


Pamiętam, że kiedy zaczynałam przygodę z makijażem, produkty takich marek jak L'oreal były dla mnie spełnieniem marzeń. Do dziś mam wielki sentyment do kilku produktów tej firmy, w tym korektora True Match. Myślę, że na drogeryjnych półkach nie znajdziemy drugiego korektora w tak pięknie żółtym odcieniu. Pod oczami wygląda przepięknie- ładnie kryje, świetnie rozjaśnia i nie wchodzi w załamania. Do tego ma przyjemną konsystencję i ładnie wtłacza się gąbeczką.



Nie istnieję bez maseczek w płachcie, naprawdę! Odkąd podbiły polski rynek, nigdy nie zdarzyło mi się nie mieć jakiejkolwiek na półce. Praktycznie nie korzystam już z maseczek, które samodzielnie musimy rozprowadzać na twarzy, a następnie zmywać. Koreańska pielęgnacja jest wspaniała i już wiele razy miałam okazję się o tym przekonać. Wybrałam cztery maseczki w płachcie: trzy marki Holika Holika i jedną BioAqua. Póki co używałam truskawkowej, którą z całego serca mogę Wam polecić- buzia po niej jest miękka jak tyłeczek niemowlęcia i bardzo mocno nawilżona! Na pewno dam Wam znać co do reszty :)

Kochani, to już wszystkie nowości, które znalazły się w moich łapkach w pierwszej połowie czerwca. Znacie któryś z tych produktów? Lubicie? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki! :)

poniedziałek, czerwca 12

Nowości w mojej toaletce | Cocolita.pl

Nowości w mojej toaletce | Cocolita.pl
Dzień dobry, kochani!
Dziś przychodzę do Was z postem kosmetycznym- wiem, wiem- takie najbardziej lubicie i teraz będzie ich o wiele więcej, w końcu będę miała wystarczająco wolnego czasu, żeby przygotowywać wpisy :)
Ostatnio doszło do mnie zamówienie z drogerii Cocolita.pl, czyli jednej z moich ulubionych. Wybrałam sporo produktów, których nie miałam jeszcze okazji testować. Jesteście ciekawi, co nowego tym razem udało mi się znaleźć? Jeśli tak, to zapraszam na dalszą część wpisu :)


Pierwszym produktem jest rozświetlacz od Makeup Revolution "Ice Kiss". Kiedy pokazywałam całe zamówienie na moim Instastory- od razu zauważyłam uderzające podobieństwo do rozświetlacza Skin Frost od Jeffree Star'a w odcieniu "Ice Cold". Już sama nazwa i opakowanie jest bardzo podobne. Z tą różnicą, że MUR kosztuje około 30 złotych, a Jeffree 150. Odcienie są praktycznie identyczne. Ale, ale! Makeup Revolution moim zdaniem naprawdę bardzo się popisało. Rozświetlacz jest świetny. Pigmentacja, konsystencja i trwałość bije na kolana inne produkty w tej kategorii cenowej. Ostatnio używam go nawet częściej niż Skin Frosta. Tak więc- mamy idealny zamiennik kultowego Ice Cold, w cenie prawie pięciokrotnie niższej!


Puder ryżowy Ecocera, czyli produkt, który w mojej toaletce gości niezmiennie praktycznie odkąd wszedł na polski rynek. Jest tylko kilka sypkich pudrów, które szczerze polubiłam. Ecocera zdecydowanie znajduje się wśród nich. Puder kosztuje niecałe 30zł, a sprawdza się u mnie na poziome Ultra HD od Makeup For Ever. Świetnie nadaje się zarówno do matowienia cery, jak i do bakingu. Nie jest ciężki, jest ładnie zmielony i trwały. Nie bez powodu cieszy się tak dużą popularnością wśród Polek. U mnie na pewno nigdy go nie zabraknie.


Kolejny wybór padł na klej do rzęs DUO w pędzelku. Zawsze używałam tego oryginalnego: biało-niebieskiego, jednak ostatnio znalazłam sporo dobrych opinii na temat wersji ze zdjęcia. Postanowiłam go wypróbować i przyznaję, że jestem z niego o wiele bardziej zadowolona, niż z wersji podstawowej. Po pierwsze- o wiele szybciej schnie, więc nie muszę czekać ponad minuty, żeby móc zacząć doklejać rzęsy. No i oczywiście sama aplikacja jest o wiele wygodniejsza- wcześniej zdarzało mi się "chlapnąć" klejem na toaletkę i całą ją ubrudzić, tutaj ten problem zniknął. W trwałości nie zauważyłam większej różnicy, jednak aplikacja i szybkość zdecydowanie sprawiły, że przerzucam się na niego na stałe.


Na punkcie mgiełek do utrwalania makijażu mam fioła. Aczkolwiek wcześniej używałam tylko tych matujących- właściwie odkąd pamiętam, starałam się jak najmocniej matowić moją buzię. Ostatnio doszłam do wniosku, że być może tego lata pora coś zmienić. W związku z tym wybór padł na rozświetlającą mgiełkę utrwalającą od Makeup Revolution. Pierwsza rzecz, która pozytywnie zwróciła moją uwagę, to atomizer- na twarz leci naprawdę leciutka mgiełka, żadne duże krople! Niby nic, a jednak dla mnie bardzo ważne, ponieważ w przypadku innych mgiełek, zdarzało mi się mieć z tym problem. Co do utrwalania makijażu- na pewno nie jest to tak mocne utrwalenie jak np. All Nighter z UD, jednak jak za cenę niespełna 30zł, bezapelacyjnie- polecam!


Kolejna miłość mojego życia do kolekcji, czyli płynna matowa pomadka MUA w odcieniu Zest. Moje uwielbienie do płynnych matowych pomadek jest przeogromne, dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy ta ze zdjęcia trafiła do kategorii moich ulubionych i tych "na wierzchu" toaletki, po które sięgam najczęściej. Kolor jest po prostu obłędny- coś pomiędzy maliną, a czerwienią, pięknie podkreśla zieloną tęczówkę, wybiela zęby i jest prze-bos-ki na sezon letni! Dodatkowo ma cudowny zapach, pięknie się trzyma i nie wysusza ust- czy można chcieć czegoś więcej? Chyba nie. Ja natomiast wiem, że koniecznie muszę mieć w mojej kolekcji więcej kolorów z tej serii!


Lakiery hybrydowe- błyszczące, z drobinkami, z efektami chromu- miłość. Jestem typową sroką i wszystko, co błyszczące jest dla mnie piękne. Na Semilaca w odcieniu 94 czaiłam się już długo. Pierwszy raz widziałam go w czyjejś stylizacji paznokci na Instagramie i od razu zapragnęłam. Lakierów od Semilac przedstawiać nie trzeba- wiodąca marka na polskim rynku, którą chwalą sobie tysiące kobiet. Na poniższym zdjęciu z mojego Insta możecie zobaczyć, jak lakier prezentuje się na paznokciach.




Ostatni produkt, to czarna kredka do oczu Golden Rose. Kredki do oczu w moim życiu to burzliwy temat- chciałabym mieć świetną, która spokojnie utrzyma się przez cały dzień, ale z drugiej strony zawsze przeraża mnie perspektywa wydania 50/60zł na kredkę. GR pomogło mi rozwiązać ten problem- kredka ze zdjęcia kosztuje ok. 6zł, a wytrzymała u mnie (bez żadnych poprawek!) od godziny 19:00 do 7:00 rano. Szok, prawda? Ja również byłam w szoku, wracając rano do domu i przed zmyciem makijażu zobaczyć, że moja linia wodna wciąż jest całkowicie czarna. Coś pięknego!

Kochani, to już wszystko, co tym razem przyszło do mnie w zamówieniu od Cocolity. Udało mi się znaleźć kilka perełek, w dodatku w świetnych cenach. Który produkt spodobał Wam się najbardziej? Koniecznie dajcie mi znać w komantarzach! Zapraszam Was również do odwiedzenia Instagrama Cocolity oraz ich strony internetowej- może pora na małe zakupy? :)
Buziaki!

środa, czerwca 7

Nowości: Gamiss i Zaful

Nowości: Gamiss i Zaful
No i kolejny pościk! :)
Tym razem kolejne dwa sklepy- również ze sklepowymi zdjęciami, z czego mimo wszystko nie jestem zadowolona. Pamiętajcie o poklikaniu w linki!


1. Białe trampki ze złotymi elementami.
Link: KLIK


2. Delikatna narzutka z koronką.
Link: KLIK

I tutaj, jak w poprzednim sklepie- dwa produkty niestety zostały "sprzedane" więc zostawiam Wam same linki do poklikania :)

Koszula: KLIK
Biały top: KLIK


3. Akrylowy organizer na kosmetyki.
Link: KLIK


4. Kanciaste okulary w odcieniu rose gold.
Link: KLIK


5. Choker z diamencikami.
Link: KLIK


6. Czarne okulary.
Link: KLIK

Kochani, to już wszystko. Mam nadzieję, że wybaczycie mi dwa tak nietypowe posty. Mam nadzieję, że kolejne będę mogła już dla Was wstawić normalnie. Poklikajcie!
Buziaki!






Nowości: Sammydres i Rosegal

Nowości: Sammydres i Rosegal
Dzień dobry, kochani!
Ostatnio na blogu było mnie trochę mniej, jednak obiecuję wszystko nadrobić! Miałam masę spraw i wyjazdów, więc ciężko było mi znaleźć czas na cokolwiek.
W pierwszym z dzisiejszych postów- ponieważ drugi pojawi się tuż po tym, pokażę Wam nowości z chińskich stron. Niestety tym razem nie miałam możliwości zrobienia własnoręcznie zdjęć wszystkich produktów, ten jeden raz przedstawię Wam zdjęcia z internetu. Mam nadzieję, że nie będzie Wam to zbytnio przeszkadzać :)
Nie przedłużając- zaczynajmy!


1. Akrylowy organizer na kosmetyki.
Link: KLIK


2. Bluza z jeleniem (dla chłopaka).
Link: KLIK


3. Czarne, wygodne trampki.
Link: KLIK


4. Czarna bokserka z wiązaniem z przodu.
Link: KLIK

Dodatkowo wybrałam jeszcze bluzę i plecak- niestety na stronie widnieje napis "sold out" i nie mogę pokazać Wam zdjęcia, dlatego mam nadzieję, że klikniecie w linki- za co oczywiście będę bardzo wdzięczna przy wszystkich produktach :)

Bluza: KLIK
Plecak: KLIK

To już wszystko z wyżej wymienionych sklepów, a już za momencik zapraszam na kolejny post! Pamiętajcie- kliknęłaś/eś w linki? Podaj przykładowe ceny w komentarzu, a na pewno wpadnę do Ciebie! :)
Buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger