niedziela, stycznia 31

Kolorowa Rewolucja Rimmel, czyli nowe pomadki The Only 1- swatche, test box, opinia.

Kolorowa Rewolucja Rimmel, czyli nowe pomadki The Only 1- swatche, test box, opinia.
Hej!
Dzisiaj w końcu mogę napisać dla Was post, ponieważ mój laptop odmówił mi posłuszeństwa i musiałam czekać na jakiś zastępczy. W najbliższym czasie posty mogą pojawiać się troszkę rzadziej, niż co pięć dni, myślę, że raz w tygodniu. Aczkolwiek będzie to chwilowe, swój komputer oddałam już do naprawy, wymienią dysk i wszystko z powrotem będzie sprawne :)

Pewnie wielu z Was gdzieś w internecie przewinęła się informacja o nowej akcji firmy Rimmel, a mianowicie "Kolorowa Rewolucja Rimmel". W dniach od 25. do 27. stycznia, o godzinie 12:00 na stronie www.kolorowarewolucjarimmel.pl można było wygrać jeden z łącznie 600 test boxów, zawierających dwie nowe pomadki "The Only 1". Każdego dnia akcji do rozdania było 200 pudełek. Nie trudno się domyślić, że nagrody rozpłynęły się jak świeże bułeczki, a dorwanie swojego boxa bez wybicia z serwerów i błędu 503 graniczyło z cudem. Nie był to zasadniczo konkurs, ponieważ producent nie oczekiwał od nas odpowiadania na żadne pytania, żadnych zdjęć, czy czegokolwiek. Było to bardziej rozdanie- wypełniasz formularz- jak zdążysz, to fajnie, a jeśli nie, to trudno. Osobiście sporo się namęczyłam, zanim dałam radę przejść przez zablokowane serwery, szczerze mówiąc nie wiedziałam, że się udało, dopiero dwa dni później mile zaskoczył mnie kurier :)
Kiedy otworzyłam paczkę, zobaczyłam takie oto pudełeczko:


Nie ukrywam, że na mojej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha, kiedy je zobaczyłam :)



Zaraz po otwarciu w boxie znajdujemy ulotkę o całej akcji, spis kolorów wraz z numerkami i wszystko to, co producent obiecuje nam, jeśli chodzi o pomadki. A czy jest to zgodne z prawdą? O tym przekonacie się w dalszej części postu, jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do czytania :)




Kolory pomadek w pudełkach dobierane były losowo, co moim zdaniem jest bardzo fajnym rozwiązaniem, bo po co każdy miałby testować to samo? W moim test boxie znalazły się odcienie: 510 Best of The Best, czyli klasyczna wieczorowa czerwień oraz 600 Peachy Beachy, czyli brzoskwiniowy, wpadający w róż. Kolorki jak dla mnie trafione idealnie- klasyki nigdy za wiele, a odcień 600 to po prostu bajka, nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim kolorem, jedyny podobny, który przychodzi mi na myśl to pomadka Bourjouis Rouge Edition Velvet 09 Happy Nude Year, jednak jest ona o wiele bardziej różowa i zimniejsza. 

Może zanim przejdę do oceny samych pomadek, zajmijmy się opakowaniem :) Nie od dziś wiadomo, że Rimmel gustuje w smukłych, długich i bardzo kobiecych klimatach, co można zauważyć patrząc na wiele z ich produktów. Jednak opakowanie The Only 1 wyjątkowo mi się podoba. Jest takie... Niesamowicie kobiece. Długa, wąska szminka ścięta pod bardzo ostrym kątem idealnie wpasowująca się w srebrną otoczkę. Na toaletce prezentują się przepięknie. Dodam, że ich wykonanie jest bardzo solidne, nic nie lata, a sama pomadka jest dobrze usytuowana w opakowaniu. 

Teraz zajmijmy się tym, co obiecuje nam Rimmel :)


Pierwsze, co widzimy po odpakowaniu boxa, tuż obok samych pomadek. 
- Kolor
- Trwałość
- Nawilżenie
- Komfort
Lecz czy te określenia są zgodne z prawdą?


Moim zdaniem tak! ;)
Moja kolekcja pomadek jest dość spora i o każdej mam już wyrobioną jakąś konkretną opinię. Jedne są bardzo dobre, inne po prostu przyzwoite, a jeszcze inne to totalne buble, którymi można sobie tylko i wyłącznie popsuć makijaż. W której grupie umieszczam The Only 1? Zdecydowanie w pierwszej!
Zacznę od tego, że pomadki są bardzo mocno napigmentowane, co aż przeraziło mnie przy pierwszym użyciu. Wystarczy raz przejechać po dolnej i górnej wardze, żeby nasze usteczka pokryły się bardzo wyraźnym i mocnym kolorem. Ich konsystencja jest niesamowicie kremowa i przyjemna dla nawet mocno wysuszonych ust. Jest ona tak miękka i miła, że trzeba nakładać ją bardzo uważnie, bo łatwo o zrobienie sobie plam naokoło warg. Co do trwałości- szminka absolutnie się nie zjada, chwilę po nałożeniu zastyga. Odcień 600 użyłam przed wyjściem z domu o godzinie 7:30 rano, a wróciłam około 16:00. Przez ten czas wypiłam kawę, mały sok pomarańczowy i zjadłam kanapkę. Wiadomo, do tego kilkakrotnie oblizałam, przygryzłam usta. Co przez ten czas działo się z produktem? Wiele pomadek w ciągu dnia lub nocy dość intensywnie czuć na ustach lub po dwóch godzinach wysuszają nasze usta i stają się wręcz uciążliwe. Kiedy zobaczyłam, że The Only 1 zastyga, pomyślałam, że z nią również tak będzie. Ale się pomyliłam. Nowość od Rimmela mocno nawilża usta, co dla mnie w okresie zimowym jest bardzo ważne, nie zostawia na ustach uczucia, że w ogóle mamy ją na sobie. Praktycznie w ogóle jej nie czuć. Dla mnie ten fakt sprawia, że ma u mnie ona baaardzo duży plus. A jak z trwałością? Wyżej napisałam, co robiłam w ciągu dnia, co piłam i co  jadłam. Po tym wszystkim pomadka lekko zniknęła tylko ze środkowej, bardziej wewnętrznej części ust. Ani razu jej nie poprawiałam, mimo że co jakiś czas spoglądałam w lusterko, żeby zobaczyć, co i jak. W składzie szminki znajdziemy olejek różany i witaminę E, co cieszy mnie niezmiernie, ponieważ moim ustom w ostatnim czasie potrzebna jest odpowiednia pielęgnacja. 

Może zróbmy sobie małe rozeznanie plusów i minusów ;)

Plusy:
- szeroka gama kolorystyczna
- konsystencja
- trwałość
- nawilżenie
- komfort
- łatwość aplikacji
- mocna pigmentacja
- piękne opakowanie
- dostępność

Minusy:
- jeśli na naszych ustach znajdują się suche, odstające skórki- pomadka nie do końca je zakrywa. Z racji swojej silnie kremowej konsystencji nie maskuje ona niedoskonałości ust. 
Jest to jedyny minus, który zauważyłam.

Reasumując, pomadka jest dla mnie idealna, zdecydowanie polecam! ;)
Na koniec pokażę Wam, jaką gamę kolorystyczną proponuje nam Rimmel:


Odcieni jest dużo, moim zdaniem każda kobieta znajdzie coś dla siebie :)

A Wy słyszałyście Rewolucji Rimmela? Udało Wam się przetestować boxa z pomadkami The Only 1? Co o nich sądzicie, spodobały się Wam? ;)
Piszcie w komentarzach, jakie macie odczucia po przeczytaniu mojego postu ;)
+ zapraszam na Instagram: killukitty

Buziaki!

piątek, stycznia 22

Moja pielęgnacja włosów- regeneracja, wzrost oraz co się z nimi działo.

Moja pielęgnacja włosów- regeneracja, wzrost oraz co się z nimi działo.
Hejka!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, o który kilka osób do mnie pisało :) Mianowicie: codzienna pielęgnacja moich włosów, ich wzrost oraz cała historia.
Zacznę od tego, że jeszcze kilka miesięcy temu moje włosy były w stanie dosłownie tragicznym. Traktowałam je co ok. 3 tygodnie farbą rozjaśniającą, którą nakładałam na całe włosy. Był to bardzo jasny blond. Dodatkowo nie podcinałam ich i moje końcówki były po prostu martwe. Jakieś dwa lata temu wpadłam również na super pomysł- bardzo mocne pocieniowanie włosów. I jak to bywa u fryzjera- miało mi zostać obcięte kilka centymetrów, a z salonu wyszłam z włosami o długości niewiele za uszy. A oprócz tego moje włosy nie rosły  równo, ponieważ na mojej głowie było chyba z pięć różnych długości, co kompletnie uniemożliwiało ich równy wzrost. Przez częste rozjaśnianie rosły bardzo powoli, praktycznie w ogóle. Po latach eksperymentów z moimi włosami postanowiłam wrócić do swojego naturalnego koloru. Z racji nieziemskiego sentymentu do blondu, z początku wpadłam na pomysł zrobienia sobie ombre, miało ono polegać na moim naturalnym kolorze włosów, czyli średni brąz od góry, blond na dole. Wytrzymałam- nie farbowałam włosów ok. 3 miesiące i nakładałam na nie masę odżywek, masek i wszystkiego, co wydało mi się odpowiednie. Prawdziwy przełom nastąpił w październiku- przed urodzinami mojego chłopaka wybrałam się do fryzjera i zrobiłam pasemka- mój naturalny kolor połączony z lekko jaśniejszymi złotymi akcentami. Od tamtego czasu ich nie farbowałam, jakiś czas temu sama podcięłam sobie końcówki. W okresie od października do dnia dzisiejszego moje włosy urosły ok. 15cm. Stały się mocniejsze, końcówki się nie rozdwajają, są miękkie, lśniące, nie puszą się i łatwo rozczesują. A jak to zrobiłam? Jeśli chcesz wiedzieć, zapraszam na dalszą część postu :)

Pokażę Ci moją codzienną pielęgnację włosów, począwszy od szamponu, odżywek, maski, olejków; kończąc na tym, w jaki sposób i jak często wszystkiego używam. Zacznijmy od szamponów. Dodam, że często używam różnych, tak więc dzisiaj wybrałam dwa, które według mnie najlepiej działają na moje włosy.


Szampon do włosów "Laboratorium Pilomax" do ciemnych farbowanych włosów.
Produkt ten znalazłam w styczniowym beglossy i tak- w tym maksymalnie krótkim czasie zdążył przekonać mnie do siebie na tyle, że bez chwili zastanowienia postanowiłam umieścić go w dzisiejszym poście. Produkt jest niesamowity. Do umycia całej głowy wystarczy dosłownie kropelka, jest bardzo delikatny zarówno dla włosów, jak i dla skóry głowy. Nie wyczuwam w nim jakiegoś konkretnego zapachu, ale jeśli chodzi o wybór szamponu, to nie ma to dla mnie praktycznie żadnego znaczenia. Moje włosy bardzo mocno odżyły po rozpoczęciu stosowania tego produktu.



Szampon do włosów Artego "Rain Dance" intensywnie nawilżający.
Nie raz pisałam o tym produkcie i na pewno jeszcze nie raz napiszę. Zdziałał cuda z moimi włosami. Jest niezwykle delikatny, nie podrażnia skóry głowy, nie pieni się za mocno, czego wręcz nie znoszę. Ma delikatny przyjemny zapach. Faktycznie świetnie nawilża włoski, rozczesują się po nim z dużą łatwością, przy regularnym stosowaniu mogę zauważyć widoczną regenerację końcówek. Zdecydowanie jest to mój szampon numer 1 i jeszcze niejednokrotnie do niego powrócę.

Jeśli chodzi o szampony, to byłoby to na tyle. Używam ich na zmianę. Warto wiedzieć, że jeśli używamy cały czas jednego produktu do mycia włosów, to w pewnym momencie przestaje on po prostu na nas działać. Włosy "przyzwyczajają" się do konkretnego kosmetyku i nie reagują na jego działanie :)

Następna kategoria to odżywki.


Odżywka do włosów Alberto Balsam "Sun kissed raspberry".
W tej kategorii pojawi się tylko jeden produkt, właśnie ta odżywka. Jest to mój niekwestionowany i absolutnie niezastąpiony numer 1. Odkąd odkryłam ten kosmetyk moje włosy przeszły metamorfozę nie do opisania. Wspominałam o niej w ulubieńcach roku- jest to odżywka marki Tesco za 6,99zł. Jest to jednak niesamowity produkt. Testowałam wiele odżywek do włosów, zarówno tych tańszych, jak i droższych firm. I żadna, naprawdę żadna nie wywarła na mnie tak dobrego wrażenia i nie poczyniła na moich włosach takich efektów jak ta. Jest ona dla mnie kluczem to regeneracji i naprawy nawet bardzo mocno zniszczonych włosów, czy końcówek. Jeśli dalej zastanawiasz się nad wyborem dobrej odżywki, a nie chcesz przepłacać- polecam zrobić sobie wycieczkę do najbliższego Tesco i zaopatrzyć się właśnie w tej kosmetyk.

Kolejną kategorią są maski do włosów.


Maska do włosów GlissKur Oil Nutrise.
Mój nowy absolutny hit. Długo zastanawiałam się nad wyborem maski, o której opowiem w dzisiejszym poście. Z początku oprócz tej myślałam nad czekoladową maską z Kallosa. Bardzo dużo osób w internecie się nimi zachwyca, jednak jak dla mnie są słabe i pozostawiają na włosach sztuczny film. Jednak ta ostatnio mega pozytywnie mnie zaskoczyła. Ma bardzo gęstą konsystencję- co sprawia, że jest bardzo wydajna. Dodatkowo bardzo przyjemnie pachnie, a jej działanie jest powalające. Moje włosy po jej stosowaniu stają się mięciutkie, lśniące, lekkie, nawilżone i widocznie zregenerowane. Rozczesują się dosłownie jak masło, falują na wietrze, nie są opadnięte i matowe- jak dla mnie działanie tej maski jest dosłownie jak z reklam :)

No i teraz przejdziemy do najbardziej rozbudowanej kategorii- olejki i wcierki do włosów. Właśnie poznanie tej kategorii sprawiło, że moje włosy rosną jak szalone, są zdrowe, mocne i totalnie się zregenerowały. 


Odżywka Jantar do włosów i skóry głowy. 
Gdyby nie ten produkt, nie wiem, co działoby się z moimi włosami. Według mnie jest to absolutny must have, jeśli chcesz, żeby Twoje włosy zaczęły szybko rosnąć i się zregenerowały. Odżywkę wcieram codziennie lub co drugi dzień w skórę głowy przed pójściem spać. Jest ona jak woda, więc nawet jeśli na drugi dzień po wstaniu z łóżka nie umyjesz włosów, to nic się nie stanie. Odkąd stosuję ten kosmetyk, moje włosy rosną ok. 3-4cm na miesiąc. Koszt: 10zł, czyli porównywalnie do efektów jest to nic.


Olej lniany Mokosh.
Jest to 100% olej lniany- bez żadnych dodatków. Jest to produkt totalnie uniwersalny. Nie używam go codziennie, tylko raz w tygodniu. Nakładam go mniej więcej od połowy włosów w dół. Fajnie scala końcówki i nadaje włosom lekkość. Jest to taki mój dodatek do pielęgnacji :)


Olejek kokosowy do włosów Loton "Oil Therapy". 
Kupiłam go za jednym zamachem razem z odżywką Jantar i do dziś stosuję co drugi dzień. Olejek jest bardzo tani, a naprawdę świetny. Jedynym minusem dla mnie jest zapach- pachnie trochę jak syrop albo inne lekarstwo. Jest bardzo gęsty i lepki, przez co bardzo wydajny- od października do dziś zużyłam ledwo połowę. Bardzo, bardzo, bardzo fajny kosmetyk i niezwykle go lubię. Polecam, jeśli masz problem ze zniszczonymi włosami i rozdwojonymi końcówkami :)


Olej awokado od Delawell.
Mieszam ten olejek razem z olejem lnianym i nakładam na włosy raz w tygodniu. Razem mają naprawdę fajne działanie, używane raz na jakiś czas fajnie odświeżają włosy, nadają im lekkość i blask. 


Olejek do włosów z czarnuszki Kardashian Beauty.
Moje ostatnie odkrycie i na szczęście bardzo pozytywne. Żałuję, że zamówiłam tylko jedno opakowanie, ale w końcu przecież musiałam najpierw przekonać się o jego działaniu. No i się przekonałam. Porównałabym go trochę do jedwabiu, ma nawet takie samo opakowanie, tylko w innym kolorze. Konsystencja i zapach również jest podobny. Ale nie działanie. Olejek ten nakładam na włosy raz na 3-4 dni. Fajnie nawilża i wygładza włosy. 

Ostatnia rzecz, to produkt, który nie jest kosmetykiem, ale bardzo wpłynął na wygląd moich włosów.


Sproszkowany młody jęczmień.
Jest to produkt, o którym jeszcze rok temu nie miałam pojęcia. Ma wpływać na metabolizm, chronić przed zachorowaniem na raka, regulować pracę wątroby, pomagać w zrzuceniu zbędnych kilogramów, ale również działa na włosy i paznokcie. Rano i wieczorem wypiłam szklankę soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy, który mieszam z łyżeczką młodego jęczmienia.

Na koniec chciałabym powiedzieć Ci o tym, co według mnie jest głównym kluczem do mocnych, lśniących i zregenerowanych włosów. Według mnie w 100% jest to olejowanie. Olejki i wcierki całkowicie zmieniły moje włosy. Ważne jest, żebyś robiła to systematycznie- kiedy masz zamiar przez pierwszy tydzień robić to regularnie, a później tylko wtedy, kiedy Ci się przypomni- lepiej nie zaczynaj wcale. Systematyczność w olejowaniu włosów i nakładaniu wcierek jest bardzo ważna. W przeciągu kilku miesięcy moje włosy zmieniły się o 360 stopni. Ze zniszczonego i połamanego siana, zmieniły się w mocne, długie i lśniące. 

A jakie są Wasze sposoby na zdrowe włosy? Czy moje rady Wam się przydadzą? Chciałabym poznać Wasze sposoby i opinie :)

P.S.
Zapraszam Was serdecznie na mojego Instagrama: killukitty :)

Buziaki!

niedziela, stycznia 17

Pudełko "Inspired by Joanna Krupa"- zawartość, opinia, czy warto je zamawiać?

Pudełko "Inspired by Joanna Krupa"- zawartość, opinia, czy warto je zamawiać?
Hejka!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem , który bardzo mnie cieszy. Mianowicie, pokażę Wam cudowne pudełko Inspired by Joanna Krupa. Nie słyszałyście o nim? Jeśli tak, to postaram się przybliżyć Wam, co to takiego. W pudełku znajdziemy 15 produktów (w tym 3 vouchery na zakupy w wybranych sklepach i jeden voucher o wartości 200zł w klinice medycyny estetycznej ArtPlastica). Sam box moim zdaniem ma przepiękną szatę graficzną, jest sporo większy od tradycyjnych pudełek typu Shinybox. Wygląda tak:




Pudełko możemy zamówić na stronie www.inspiredby.pl za cenę 129zł co 3 miesiące. Wbrew pozorom cena ta jest naprawdę bardzo przystępna, ponieważ wartość produktów, które znajdziemy w Inspired by Joanna Krupa przekracza 900zł!

W dalszej części postu chciałabym przedstawić Wam zawartość pudełka, opisać trochę kosmetyki, które się w nim znajdują, a na sam koniec podsumować, czy według mnie box jest warty zakupu. Dodam, że wszystkie produkty są pełnowymiarowe, jedyną miniaturką jest saszetka z szamponem.



Serum powiększające biust ESOTIQ. Cena: 169zł/szt.
Jest to produkt według mnie bardzo ekskluzywny. Minimalistyczne, a zarazem niesamowicie luksusowe opakowanie na pierwszy rzut oka sprawia, że kosmetyk wydaje się dobry. Czy tak jest? Według mnie tak. Natomiast nie mogę napisać o nim zbyt obszernej recenzji, ponieważ stosowałam go dopiero ok. 5-6 razy. Nie zmienia to faktu, że biust po jego użyciu rzeczywiście staje się bardziej napięty, uniesiony i "zbity". Dodatkowo ma cudowny zapach i fajną konsystencję. Sądzę, że przy dłuższym używaniu na pewno daje pożądany i długotrwały efekt. W końcu za tę cenę nie może być bublem.



Luksusowa szminka Avon LUXE z jedwabiem. Cena: 36zł/szt.
Kolor, który znajdziemy w Inspired by, z pewnością jest bardzo uniwersalnym i klasycznym kolorem, ponieważ sądzę, że w kosmetyczce każdej kobiety, powinna znaleźć się pomadka w kolorze czerwonym. Ten akurat nie jest czerwienią w odcieniu czerwonego wina, jest to bardziej koralowa czerwień, może i nawet taka "codzienna". Co do jakości samej szminki- co miesiąc przeglądam katalogi Avonu i już wielokrotnie natrafiłam na szminki z tej serii. Jednakże nigdy jakoś całkiem się do nich nie przekonałam i w efekcie- nie zamawiałam. Ale teraz jestem mile zaskoczona. Jest bardzo dobrze napigmentowana- nie musimy malować ust 2-3 razy, żeby kolor stał się intensywny. Dodatkowo, kolor utrzymuje się na ustach ładnych kilka godzin bez potrzeby poprawek, nasze usta absolutnie nie stają się wysuszone. Opakowanie również jest bardzo eleganckie i luksusowe, jak w przypadku serum do biustu. Wizualnie świetnie pasuje do torebki. Z pewnością nie zostanę przy jednym odcieniu z tej serii i w najbliższym czasie sięgnę po więcej.




Olejek do twarzy Oil Repair firmy Uroda. Cena: 21zł/szt.
Jest to ekskluzywny, 100% naturalny olejek, którego zadaniem jest mocne nawilżenie i regeneracja naszej skóry. Używałam go kilka razy- jak widać na ostatnim zdjęciu zużycie jest znikome i muszę przyznać, że mimo tego że nie pokładałam w tym produkcie jakiś specjalnych nadziei, to nie zawiodłam się. Kwas hialuronowy bardzo dobrze działa na moją cerę, co ucieszyło mnie, kiedy czytałam opakowanie olejku. Jedyne, co bardzo mnie zdziwiło- produkt nie ma kompletnie żadnego zapachu. Jest bezwonny, nie wyczuwam w nim nawet najmniejszej nuty zapachowej. Co do samego działania- nawilża skórę, ale nie jest to absolutnie jakiś spektakularny efekt. Buzia jest miękka, sprężysta, ale nie jest to mocne działanie. Sądzę, że jeśli ktoś nie stosuje żadnych kosmetyków do twarzy, to olejek ten używany jako jedyny produkt nie zdziała nic. Jednak jeśli dbacie o pielęgnację buźki, to moim zdaniem będzie to fajny dodatek :)


Róż mineralny Amile. Cena: 29zł/szt.
Nie jestem pewna tego produktu, dlatego na razie jeszcze go nie otwierałam. Nie jestem pewna, czy kosmetyki mineralne dobrze współgrają z moją cerą. Kolor różu owszem, jest bardzo ładny- taki codzienny. Nie przekonuje mnie jednak opakowanie- w moim przypadku przy pudrach, różach i cieniach sypkich nie ma możliwości nakładania bez zabrudzenia wszystkiego dookoła. Pomyślę nad tym produktem, jednak jeśli się na niego nie zdecyduję, powędruje do kogoś innego :) Dodam, że róż nie zawiera żadnych chemicznych składników. Nie znajdziemy w nim talku, silikonów, konserwantów. W związku z tym na pewno będzie odpowiedni dla osób z cerą skłonną do niedoskonałości i reagującą różnie na kosmetyki do makijażu.


Organiczny szampon miodowy Propolia. W pudełku znajdziemy małą saszetkę.
Szampon został wyróżniony we Francji nagrodą za najlepszy produkt BIO 2015. Ma za zadanie nawilżać, uelastyczniać i sprawiać, że nasze włosy staną się jedwabiste. Nie otwierałam saszetki i z pewnością po jednym użyciu (bo na pewno na więcej mi nie starczy) nie byłabym w stanie stwierdzić czegokolwiek o jego działaniu, więc w poście skończę tylko na opisie.



Płyn micelarny Hydrain3 Hialuro od Dermedic. Cena: 45zł/400ml.
Kiedy otworzyłam pudełko i zobaczyłam ten płyn micelarny byłam w siódmym niebie. Uwielbiam ten produkt, miałam go wcześniej w malutkiej wersji- 100ml. Jest moim ideałem. Niesamowicie delikatny, o pięknym zapachu. Jest "miękki" podczas zmywania makijażu, usuwa go całkowicie, bez potrzeby pocierania. Nie rozmazuje make-up'u na twarzy, oczy absolutnie nie szczypią, nie swędzą, nie mrużą się. Nie zostawia silikonowej warstwy na skórze. Dodatkowo jest bardzo wydajny- maleńkie 100ml starczyło mi na ok. 2 miesiące. Bardzo cieszę się, że ten kosmetyk znalazł się w pudełku, w dodatku w bardzo dużym rozmiarze, bo aż 400ml. Mega na plus! :)



Emulsja z witaminą C od Bandi. Cena: 79zł/szt.
Producent obiecuje nam: zwiększenie napięcia, elastyczność, wygładzenie, rozjaśnienie przebarwień, odżywienie i regenerację komórek skóry. Czy tak jest? Szczerze mówiąc, jak na razie jest to najlepszy produkt do twarzy, jakiego używałam. W cień odszedł przy nim nawet mój ukochany krem z kwasem hialuronowym z Norel. Moja cera po rozpoczęciu używania emulsji przeszła dosłownie transformację. Jego działanie jest niesamowicie intensywne, miejscami powiedziałabym, że nawet mocno inwazyjne. Ale efekt jest nieziemski. Wszystko, w tym przypadku dosłownie wszystko, co obiecuje nam producent jest prawdą. W dodatku opakowanie jest prześliczne, konsystencja bardzo fajna, zapach tak samo. Jest to kosmetyk z nieco wyższej półki, ale uważam, że w 100% wart swojej ceny. Polecam! :)



Schwarzkopf maseczka Oil Nutritive. Cena: 24zł/200ml.
Jest to maska głęboko regenerująca włosy. Jej regularne stosowanie powinno mocno naprawić zniszczone i rozdwojone końcówki. Włosy mają być miękkie i odżywione. Czy tak jest? Stosowałam ją jak na razie 2 razy i po każdym moje włoski były cudownie mięciutkie, lśniące i pachnące. Znam produkty GlissKur'a i uwielbiam je, bardzo dobrze na mnie działają. Uważam, że maska jest bardzo dobra, pojemność ciekawa, jak za tę cenę. I ten zapach... Jeśli któraś z Was używa produktów z tej serii, to wiecie, jaki cudowny zapach mam na myśli :) Polecam tą maskę, naprawdę działa cuda!


Spray teksturujący Styliste Ultime Sea Salt Beach Look Spray od Schwarzkopf. Cena: 24zł/200ml.
Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym produkcie. Na opakowaniu znajdziemy informację: "Spray z prawdziwą solą morską umożliwia uzyskanie miękkich, naturalnie pofalowanych i matowych włosów, muśniętych słońcem, wiatrem i wodą morską". Czy kosmetyk rzeczywiście daje taki efekt? Moim zdaniem nie. Testowałam go po umyciu włosów zarówno ja, jak i moja mama. Z początku ja- moje włosy po tym sprayu były ciężkie, opadnięte i niesamowicie trudne do rozczesania. Następnie użyła go moja mama, u której kosmetyk wywołał identyczny efekt. Póki co jestem w 100% na nie. Co nie zmienia faktu, że dam mu jeszcze szansę i przy jakiejś okazji znowu potraktuję nim włosy- może efekt będzie inny. Jednakże jak na tę chwilę nie polecam.


Mleczna mgiełka do ciała UNIQUE z olejem abisyńskim od Silcare. Cena: 10,99zł/200ml.
Fajna sprawa. Moim zdaniem nie jest to produkt to codziennej intensywnej pielęgnacji ciała, jednak idealnie sprawdzi się w ciągu dnia do odświeżenia skóry, np. między wyjściami z domu. Bardzo ładne pachnie, ma śliczne opakowanie i ciekawą konsystencję. Ładnie się rozprowadza, szybko wchłania, a zapach dość długo utrzymuje się na skórze. Nie jest to jednak, tak jak wspomniałam, mocne nawilżenie, raczej takie dodatkowe. Aczkolwiek za tę cenę zdecydowanie polecam kupić i wrzucić do torebki! :)

W pudełku znalazł się jeszcze liftingujący roll-on pod oczy firmy Clarena. Jego cena wynosi ok. 70zł. Niestety nie mam jego zdjęć, ponieważ od razu powędrował do koleżanki mamy, taki produkt niestety nie jest mi potrzebny :)

Dodatkowo w pudełku znajdziemy w sumie 4 vouchery:
1. Voucher na zabieg medycyny estetycznej w klinice ArtPlastica o wartości 200zł.
Fajna sprawa, gdyby nie to, że jedyna taka klinika znajduje się w Szczecinie...
2. Voucher na zakupy w Answear o wartości 50zł, przy zamówieniu powyżej 200zł.
3. Voucher o wartości 100zł w HatHat, przy wydaniu min. 200zł.
4. Voucher na zakupy w sklepie Nife, o wartości 50zł, również przy minimalnej ok. 200/150zł.

I jak? Co sądzicie o tym pudełku, warto je zamawiać? Moim zdaniem warto i to nawet bardzo! Wartość produktów jest bardzo wysoka, a Wy płacicie o wiele, wiele mniej, bo 129zł. Myślę, że warto skusić się na Inspired by Joanna Krupa :)
Dajcie znać w komentarzach, co sądzicie :)

Dodatkowo zapraszam Was serdecznie na mojego Instagrama: killukitty, na którym niedługo pojawi się małe rozdanie :) Obserwujcie, żeby jako pierwsi się o nim dowiedzieć! :)

Buziaki!

wtorek, stycznia 12

Haul kosmetyczny- nowości w mojej toaletce!

Haul kosmetyczny- nowości w mojej toaletce!
Hejka, kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem o nowościach kosmetycznych z drogerii eKobieca. Wraz z początkiem stycznia postanowiłam wybrać sobie trochę produktów, które uzupełniły moją toaletkę :) Zamówienie doszło do mnie szybko, bez większych problemów, nic nie było rozlane ani uszkodzone :) Dodatkowo mega fajną sprawą w eKobieca jest to, że do zamówienia dostajemy dodatkowy "kosmetyk niespodziankę"!




W dalszej części postu pokażę Wam kosmetyki, na które się zdecydowałam oraz powiem Wam, jak się u mnie spisują, zapraszam!


Płyn do mycia i dezynfekcji pędzli marki Artlook.
Nie wiem jak jest u Was, ale dla mnie mycie pędzli do makijażu to największa kara, jaka może mi się dostać. Wręcz nienawidzę tego robić. W związku z moim lenistwem w sprawie ich higieny postanowiłam zainwestować w produkt, który poniekąd zrobi to za mnie :) W ofercie eKobieca znalazłam ten oto produkt, no i mam. Pojemność, jaką daje nam producent to 100ml, co z początku wydawało mi się ilością bardzo niewielką w stosunku do ilości moich pędzli. Jednak po użyciu płyn okazał się niezwykle wydajny. A co do działania? Powiem Wam, że nigdy wcześniej nie używałam żadnego produktu specjalnie przeznaczonego do dezynfekcji pędzelków, ten jest moim pierwszym. I jestem w szoku. Kilka psiknięć, przetrę o wacik i pędzel czysty! Gorzej z pędzlami do pokładu lub konturowania- konkretnie tych, których używam do kosmetyków "mokrych". Tutaj już płyn potrzebuje wsparcia. Moim zdaniem jednak dobrze sprawdzi się do pędzelków do oczu :) Cena: 11,49zł.


Olejek do włosów odżywczo-regenerujący Kardashian Beauty.
Od dawna się na niego czaiłam. Ale w efekcie przy zamówieniach w sklepach internetowych zapominałam o tym maleństwie. Kosztuje niewiele, bo zaledwie 7-8zł. Pojemność to 15ml. Byłam ciekawa jego działania, na razie nie mogę stwierdzić nie wiadomo czego lub jakiś spektakularnych efektów, ale jest dobrze. Nałożyłam go 3 razy na noc na włosy. Rano po umyciu były miękkie i łatwo się rozczesywały. Zauważyłam również lekki błysk i lekkość, na pewno jest to rezultat olejku, ponieważ nie używałam nic nowego oprócz niego. Polecam, naprawdę fajny produkcik, który działa za bardzo niewielką cenę :)


Bania Agafii "Kąpiel Agafii" ryżowy peeling do twarzy.
Akurat skończył mi się peeling z Perfecty, więc postanowiłam zakupić nowy. I padło na ten. W ostatnim czasie widziałam dużo wzmianek w internecie na temat tej firmy, tak więc oczywiście nie mogłam się powstrzymać, żeby nie wypróbować czegoś od nich. Peeling ma zadowalającą pojemność: 100ml. Zapach nie jest mocny, raczej delikatny i mydlany. Produkt naprawdę bardzo dobrze działa na moją buzię, wygładza ją, oczyszcza i pozostawia miłe uczucie odświeżenia. Zmywa i rozprowadza się łatwo. Odnoszę wrażenie, jakby stan mojej skóry zaczął się nieco poprawiać po stosowaniu tego kosmetyku. Cena również jest fajna, bo tylko 16,99zł :)


Bania Agafii oczyszczająca dziegciowa maska do twarzy.
KO-CHAM! Zamówiłam tę maskę na spróbowanie i żałuję, że nie wzięłam kolejnej na zapas. Totalny hit! Zacznę od ceny: 5,99zł/100ml. Mega niska cena, mega duża pojemność jak na maseczkę. Produkt ma konsystencję błotka, pachnie przyjemnie, fajnie się rozprowadza i trzyma. A efekt? Niesamowity :) Moja skóra po tym kosmetyku krzyczy "dziękuję". Jest gładka, miękka, promienieje, niedoskonałości bledną. Po prostu cudowna, w moim przypadku na pewno nie skończy się na tym jednym opakowaniu. Marka Bania Agafii zachwyca mnie nieziemsko. Jedyny minus- trudno się ją zmywa, ale za cenę efektów, jakie daje, nie jest to dla mnie najmniejszy problem.


Bania Agafii antycellulitowy peeling do ciała.
Kosztował tyle, co maseczka do twarzy, więc nie zastanawiałam się, tylko po prostu zamówiłam. I w tym przypadku również jestem zadowolona. Produkt działa. Skóra jest miękka, spięta, uelastyczniona. Nie wiem jeszcze, czy na dłuższą metę będzie dawał pożądane działanie antycellulitowe, ale jeśli chodzi o poprawienie stanu skóry to jestem jak najbardziej na tak, podoba mi się. Tutaj również pewnie nie skończy się na jednym opakowaniu. Polecam!


Maybelline Color Tattoo 40 Permanent Taupe.
W przypadku tego produktu, popełniłam błąd co do koloru, ale wyszłam na tym dobrze. Zamówiłam z myślą o nim, jako o bazie pod cienie do powiek, jednak kolor okazał się ciemny, bardziej "brwiowy". No i takie też zastosowanie znalazł u mnie- używam go do brwi. I sprawdza się świetnie. Idealnie pasuje do koloru włosków na moich brwiach, można nim naprawdę precyzyjnie dorysowywać pojedyncze włosy, jak i wypełniać całość. Długo się trzyma i nie rozmazuje się. Tak więc jako produkt do brwi polecam Wam odcień Color Tattoo 40 Permanent Taupe :)


Makeup Revolution Ultra Aqua Brow.
Ciekawiły mnie farbki do brwi, jednak na chwilę obecną nie chciałam inwestować w Aqua Brow z Makeup Forever, więc skusiłam się na tę. Nie wiedziałam, czy tego typu produkty będą u mnie dobrze wyglądały, no i nie pomyliłam się. Niestety nie jestem przekonana do tego kosmetyku. Owszem, wystarczy odrobinka na wypełnienie obu brwi, ładnie się trzyma, miło rozprowadza, ale... Osobiście mam wrażenie, że u mnie ten produkt nie wygląda dobrze. Mój chłopak też tak twierdzi, więc nie jest to chyba tylko moje przypuszczenie. Cóż, na pewno dam farbce jeszcze szansę, ale na pewno nie w najbliższym czasie :)


Catrice Prime and Fine baza pod makijaż wygładzająco-wypełniająca.
Sama nie wiem, co mam napisać o tym produkcie. Producent obiecuje nam, że po użyciu bazy nasza skóra będzie wygładzona, zmarszczki i pory wypełnione, ogólnie powinnyśmy mieć efekt "baby face". A czy to robi? Szczerze mówiąc po nałożeniu jej nie zauważam ani wygładzenia, ani wypełnienia, w sumie nie widzę żadnych efektów, które mogłaby dawać. Będę jeszcze próbować, aczkolwiek jak na razie jestem chyba na nie.


Kobo Pure Pigment- pigmenty do oczu.
To już nie pierwsze moje pigmenty z Kobo, bardzo je lubię. Tym razem skusiłam się na odcienie: 502 Misty Rose oraz 507 Gold Dust. Dla mnie idealne. Fajne opakowania, świetna pigmentacja, czas utrzymywania naprawdę bardzo długi :) Nie mam żadnych zastrzeżeń ani minusów, pigmenty nawet praktycznie nie osypują się przy nakładaniu, cudeńka :) Polecam!


Podkład L'oreal True Match C2 Rose Vanilla.
Już wcześniej planowałam kupno tego podkładu, więc tym razem się na niego zdecydowałam. Czytałam o nim bardzo dużo pozytywnych opinii, oglądałam mnóstwo filmików na YouTube, w których nie raz i nie dwa pojawiał się w ulubieńcach. Chciałam na własnej skórze przekonać się, czy naprawdę jest taki cudowny. No i jednak opinia publiczna nie pomyliła się- podkład jest świetny. Ma idealne krycie nawet przy bardzo niewielkiej ilości, fajnie się rozprowadza, nie pozostawia smug ani plam. Trzyma się również przyzwoicie, z przyjemnością mogę polecić :)


Korektor kryjąco-rozświetlający z olejkiem arganowym 8w1 Eveline.
Wrzuciłam do koszyka w zasadzie bez dłuższego zastanowienia, ale już na ten moment wiem, że zostanie ze mną na dłużej. Skończył mi się korektor pod oczy, a z racji tego, że kompletnie nie umiałam się na żaden zdecydować, wzięłam ten na spróbowanie. Kolor idealny- jaśniejszy od podkładu. Konsystencja- przyjemna, miło się blenduje, produkt ślicznie wtapia się w skórę. Faktycznie- maskuje cienie i niedoskonałości pod oczami oraz pozostaje na swoim miejscu ładnych kilka godzin. Zdecydowanie na plus :)

Wodoodporna konturówka do ust Golden Rose odcień 310.
Tutaj nie mam co dużo pisać- ładny kolor, nie rozmazuje się, długo się trzyma, łatwo i równo się nią rysuje. Cena: 5zł. Absolutnie polecam!

Dodatkowo, jako "kosmetyk niespodziankę" otrzymałam czarną kredkę do oczu Ruby Rose.

I jak, co sądzicie o tych nowościach? Znacie któreś z tych produktów?
Dajcie mi koniecznie znać w komentarzu!


P.s. Chciałam Wam bardzo podziękować za to, że jest Was już tyle! Z dnia na dzień widzę coraz więcej wyświetleń i komentarzy, nie macie pojęcia, jak bardzo motywuje mnie to do tworzenia kolejnych postów, dziękuję! ♥

czwartek, stycznia 7

Hity kosmetyczne 2015 | 2015 Favourites

Hity kosmetyczne 2015 | 2015 Favourites
Hej, kochani!
Dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym na moim blogu pojawi się post z totalnymi hitami kosmetycznymi roku 2015 :) Wiem, że bardzo dużo zarówno blogerek, jak i youtuberek tworzy takie posty/filmiki i moim zdaniem jest to bardzo fajna sprawa. Chcę przedstawić Wam produkty, które w tym roku kompletnie skradły moje serce i do których powracałam nie raz i nie dwa. Są to kosmetyki wybrane z naprawdę bardzo wielu, według mnie najlepiej sprawdziły się u mnie w 2015 roku i na pewno w 2016 również do nich powrócę :) Zapraszam!



1. Peeling enzymatyczny do skóry wrażliwej "Ulga" firmy Ziaja.
Produkt ten kupiłam w zasadzie przypadkowo będąc w jakimś zwykłym markecie. Kosmetyk ma za zadanie mocno nawilżać, złuszczać, wygładzać i uelastyczniać naszą skórę. No i moim zdaniem robi to idealnie. Po nałożeniu peelingu twarz faktycznie jest mięciutka, gładka i nawilżona. Kupiłam go jakoś w wakacje, od tamtego czasu używam ok. 2 razy w tygodniu i co dziwne- produkt ma tylko 60ml, a mam go jeszcze sporo. Zdecydowanie kupię kolejne opakowanie, kiedy wykończę to :)
Koszt: ok. 8zł



2. Multifunkcyjny krem korygujący do ciała CC firmy Bielenda.
Kosmetyk kupiłam po kilku dobrych opiniach, które o nim usłyszałam w okolicach kwietnia/maja. Producent mówi, że krem ma zamaskować niedoskonałości, intensywnie nawilżyć i rozświetlić skórę naszego ciała. No i jest tak. Zakochałam się w tym produkcie, katowałam go większość wiosny i całe lato. Idealnie maskuje ślady po goleniu, różnego rodzaju plamki na skórze, a nawet ugryzienia komarów itp. Dodatkowo znajdują się w nim połyskujące drobinki, co wygląda świetnie na opalonym ciele. Zdecydowanie będę wracała do tego produktu. W opakowaniu znajduje się 175ml, ja stosując go praktycznie codziennie przez ok. 4-5 miesięcy mam jeszcze resztkę.
Koszt: ok. 25zł



3. Ziołowa odżywka z ekstraktem z malin Alberto Balsam.
Według mnie jest to zdecydowanie najlepsza na świecie odżywka do włosów, przynajmniej do moich. Można ją kupić tylko i wyłącznie w Tesco za cenę, uwaga... 6,99zł. Pojemność wynosi 400ml, czyli wcale nie tak mało. Trafiłam na nią totalnie przypadkiem, włożyłam do koszyka tak o, żeby sprawdzić, co to takiego. No i męczę ją już od prawie dwóch lat. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji moich włosów bez tego produktu, zdecydowanie. Cudownie pachnie, ma lekką konsystencję, bardzo dobry skład, nie zapycha włosów, nie pozostawia na nich sztucznego filmu. Jest ziołowa, więc nie ma w niej chemii, która tak naprawdę szkodzi naszym włosom, zamiast im pomagać. Moje włosy są po niej miękkie, lekkie, błyszczące i nawilżone oraz cudownie pachną. Nie mam do tego kosmetyku ani jednego zastrzeżenia, same plusy. No może oprócz tego, że muszę po nią specjalnie jeździć do Tesco :) No a cena.. Niesamowite :) Uwielbiam tego produkt i polecam każdemu :)



4. Olej kokosowy Virgin Bio Planete.
Osobiście uważam, że każdy powinien mieć w swojej szafce z kosmetykami olej kokosowy. To prawdziwy fenomen. Można go używać chyba do wszystkiego. Ja stosowałam go:
- na końcówki włosów
- na całą długość włosów
- do demakijażu
- do nawilżania ciała po goleniu
- do nawilżania ust
- do twarzy
- do paznokci
No, dosłownie jest tak multifunkcyjny, że można z nim robić wszystko :) Można dodawać go również do maseczek, peelingów itp., dla mnie jest to must have w każdej kosmetyczce. W dodatku jest bardzo wydajny :)
Koszt: ok. 25zł



5. Odżywka do włosów i skóry głowy Jantar.
Kupiłam ją po przeczytaniu bardzo wielu pozytywnych opinii w internecie. Podobno miała wspomagać wzrost włosów i świetnie je regenerować. No i to też robi. Byłam nią naprawdę mile zaskoczona, moje włosy rzeczywiście zaczęły szybciej rosnąć. Owszem, nie zauważyłam po niej jakiegoś mega wzrostu 10cm na miesiąc, w moim przypadku jest to około 3cm, czasem 4cm na miesiąc. Kupiłam ją chyba we wrześniu, opakowanie ma 100ml, używam codziennie na noc i jeszcze mam mniej więcej 1/6 opakowania, więc jest wydajna. Polecam, bo naprawdę pomaga włoskom szybciej urosnąć :)
Koszt: ok. 10zł


6. Masełko do skórek Soft Touch firmy Unique.
Znalazłam je w jakimś pudełku z kosmetykami. Szczerze mówiąc, nigdy nie nastawiam się pozytywnie na produkty do pielęgnacji dłoni, ponieważ czym bym ich nie posmarowała i tak będą przesuszone. Jednak to maleństwo jest naprawdę fajne. Męczę to opakowanie prawie rok i jeszcze się nie kończy. Po pierwsze ma cudowny zapach, mogłabym siedzieć i po prostu je wąchać. Po drugie, faktycznie nawilża skórki wokół paznokci i przy regularnym stosowaniu utrzymuje ten efekt :) Polecam!
Koszt: ok. 10zł



7. Suchy olejek do twarzy i ciała Nuxe.
Tego malucha również znalazłam w pudełku, z tego co pamiętam był to GlamBox. Jest to miniaturka 10ml, jednak jak dla mnie, wydaje mi się, że starczy ma bardzo długo. Używam oliwki do twarzy codziennie wieczorem od długiego czasu, a zużycie jest naprawdę znikome, co możecie zauważyć na zdjęciu wyżej. Olejek ma za zadanie nawilżać naszą buźkę, jest bardzo bogaty w witaminę E. Można go stosować również na włosy i ciało, jednak ja, mając tą pojemność nie stosuję go w tych miejscach. Produkt naprawdę tak bardzo mi się spodobał, że poważnie rozważę zakup pełnowymiarowego opakowania, kiedy wykończę to. Twarz jest po nim mega mięciutka, nawilżona, świeża i w dodatku olejek ma zapach, który dla mnie jest nie do opisania- cudowny :)
Koszt: ok. 25 euro/100ml.


8. Krem aktywnie nawilżający z kwasem hialuronowym Norel.
Jest to mój krem do twarzy numer jeden. Znalazłam to opakowanie, które jest połówką pełnowymiarowego w którymś Shinyboxie. Najpierw go nie używałam, w zasadzie o nim zapomniałam, jednak kiedy sięgnęłam po niego raz, zakochałam się. Moim zdaniem jest to produkt idealny dla osób z problematyczną cerą. Moja niestety właśnie taka jest i przy pomocy tego kremu, zaczynam radzić sobie z tym problemem. Krem wysusza niedoskonałości, nawilża buzię i zdecydowanie poprawia jej kondycję. Polecam osobom z trudną cerą!
Koszt: 49zł/50ml



9. Jajeczko do czyszczenia pędzli BrushEgg.
Kupiłam se sobie tak o, chciałam sprawdzić, co to takiego. Na zagranicznym YouTubie zbierał pozytywne opinie, więc ja, sugerując się nimi postanowiłam przetestować to maleństwo. I po kilku miesiącach na chwilę obecną nie wyobrażam sobie mycia pędzli do makijażu bez tego gadżetu. Zajmuje to dosłownie chwilę, pędzle są całkowicie domyte. Na jajeczko wystarczy nalać kroplę szamponu do pędzlu lub dowolnego produktu, którym je czyścimy i pocierać pędzlem o jajko. Jest to szybki, łatwy i absolutnie prosty sposób na czyszczenie. Polecam! :)
Koszt: ok. 20zł



10. Pomadki Golden Rose Velvet Matte.
Szminki rozsławione dosłownie w całym internecie, zarówno ta wersja, jak i wersja w kredce. No i ja podpinam się pod cały zachwyt nad tymi produktami, są niesamowite. Koszt takiej pomadki to 10zł, a jak dla mnie porównywalna może być do Bourjois Rouge Edition Velvet lub nawet MAC. Szeroka gama kolorystyczna, każdy znajdzie coś dla siebie, świetna pigmentacja, ich matowość nie jest taka "chamska" jak w niektórych szminkach, co za tym idzie, nie wysusza ust mocno. Po prostu totalny must have :)


11. Paletka "Balm Jovi" od The Balm.
O tej paletce pisałam w ostatnich postach, kiedy dostałam ją na Święta od Kamila. I mimo tego że jest to zaledwie chwila, ten produkt jest moim kompletnym ulubieńcem. Używam tej paletki codziennie, zarówno do brwi, jak i do oczu, jestem w niej zakocha, gdyby można było, to wyszłabym za nią za mąż :) Nic dodać, nic ująć :)
Koszt: 189zł w Douglasie, jednak w drogeriach internetowych można ją kupić od ok. 135zł.


12. Kamuflaż w kremie od Catrice.
Również bardzo dobrze znany i lubiany przez wiele osób. Przeze mnie również. Jest to produkt, którym można zamaskować chyba dosłownie wszystko. Dodatkowo jest bardzo wydajny, zużycie, które widać na zdjęciu to okres około 6-7 miesięcy. Ma fajną konsystencję, gama kolorystyczna jest według mnie dobrze dobrana, produkt trwały, łatwy w użyciu i totalnie fenomenalny. Jest to najlepszy kamuflaż, jaki miałam :)
Koszt: ok. 12zł


13. Puder brązujący "Słońce Egiptu" od Paese.
Z początku go nie lubiłam z racji tego, że nie znoszę pudrów sypkich w takich opakowaniach. Jednak po kilku próbach zaprzyjaźnienia się z tym produktem udało się i jestem nim zachwycona. Kosmetyk zawiera złote drobinki, co czyni go produktem bardziej wieczorowym. Może nie nadaje się do konturowania, ale super wygląda na policzkach, ładnie się rozprowadza i nie pozostawia żadnych plam. Używam go praktycznie codziennie i na pewno sięgnę po kolejne opakowanie :)
Koszt: ok. 40zł


14. Mascara Outrageous Curl marki Sephora.
Dostałam go w prezencie od chłopaka i zdecydowanie jest to moja mascara numer jeden :) Jestem nią zachwycona, niesamowicie wydłuża, podkręca i unosi rzęsy, jest mega czarna, silikonowa szczoteczka nie jest wielka, więc idealnie maluje się nią również dolne rzęsy i kąciki oczu. Jedynym minusem było to, że kiedy na dworze były jeszcze dość wysokie dodatnie temperatury, to odbijała mi się po kilku godzinach pod brwiami. Dodatkowo nie wysycha i jest bardzo wydajna. Nie wiem, czy kupię kolejne opakowanie, ponieważ w najbliższych dniach przyjdzie do mnie mascara Better Than Sex od Too Faced, o której naczytałam się niesamowicie dużo pozytywnych opinii :)
Koszt: 59zł

No, to już moi wszyscy ulubieńcy tego roku :) Znacie któreś z tych produktów, używacie? :)
Chciałabym poznać Wasze ulubione kosmetyki roku 2015!
Piszcie w komentarzach, co sądzicie o tym poście oraz co wy upodobałyście sobie w minionym roku :)
Buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger