wtorek, marca 29

Nowości kosmetyczne marca | Golden Rose Liquid Lipstick, Terracota, L'oreal

Nowości kosmetyczne marca | Golden Rose Liquid Lipstick, Terracota, L'oreal
Hejka!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, w którym chciałabym pokazać Wam, jakie nowości kosmetyczne wpadły w moje ręce w marcu. Z okazji Świąt Wielkanocnych postanowiłam zrobić sobie malutki prezent i kupić kilka rzeczy. Oprócz kosmetyków wpadłam w posiadanie kilku rzeczy z kategorii ubrań i dodatków, więc koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, czy chcielibyście, żeby na blogu pojawił się post niekosmetyczny, związany właśnie z tymi zakupami :)
Moje zamówienie padło głównie na stronę Golden Rose, nie ukrywam, że mam upatrzone u nich sporo produktów, póki co kupiłam z nich tylko kilka. Nie przedłużając, zapraszam do czytania! :)


Jak widzicie, nie jest tego dużo, ale spełniłam kilka punktów ze swojej wiosennej "wish listy" ;)



  • Podkład L'oreal True Match, w odcieniu 2N Vanilla.
Aktualnie jest to mój ulubiony podkład. Zaczęłam już drugie opakowanie i w 100% mogę stwierdzić, że póki co z lepszym nie miałam do czynienia. W drogerii Hebe trafiłam na promocję -40% na podkłady, podry i róże, więc nie zastanawiałam się pięciu minut, czy włożyć True Match do koszyka ;) Jest to dla mnie podkład idealny- świetnie kryje, ładnie się rozprowadza, długo się trzyma, jest wydajny i w moim przypadku znalazłam odcień perfekcyjny. Nic dodać, nic ująć.

Cena: regularnie ok. 60zł, na promocji w Hebe zapłaciłam 34,19zł.

  • Korektor L'oreal True Match, w odcieniu 1 Ivory.
Od dawna zastanawiałam się nad kupnem tego korektora, szczególnie po przeczytaniu bardzo wielu pozytywnych recenzji na jego temat. No i w końcu jak w przypadku podkładu, promocja w Hebe skusiła mnie na to, żeby produkt ten znalazł się w moim koszyku. Mój odcień jest najjaśniejszy, ponieważ kupiłam go z myślą o używaniu pod oczy. I póki co sprawdza się świetnie, jak dla mnie lepszy jest nawet od korektora z Estee Lauder, ma rewelacyjne krycie, świetnie się utrzymuje, wtapia w skórę, no i kolor jest idealny.





  • Puder Golden Rose Mineral Terracotta Powder, w odcieniu 04.
Chęć kupna tego produktu wzbudziły we mnie filmiki Maxineczki, w którym niesamowicie go zachwalała. No i w końcu przyszedł czas, na zamówienie tego cudeńka. Zakochałam się w nim od pierwszego "swatcha" ;) Idealnie nadaje się go ocieplania cery, a nawet lekkiego konturowania. Jest miękki, wypiekany, ślicznie pachnie, długo się utrzymuje, łatwo rozprowadza, kolor można stopniować i nie zostawia plam- czego chcieć więcej? Przez niego aktualnie pożegnałam się z moim dotychczasowym ulubieńcem konturowania- trio z Wibo "3 steps to perfect face".

Cena: w sklepie internetowym Golden Rose zapłaciłam za niego 24,90zł.




  • Pomadka Golden Rose Liquid Matte Lipstick, w odcieniu 10.
Produkt, który w blogosferze wywołał taką sensację, że chyba nie muszę Wam go przedstawiać ;) 11 marca Golden Rose wypuściło na rynek serię płynnych matowych pomadek, do wyboru w 12 odcieniach. Kiedy je zobaczyłam, od razu wiedziałam, że w pierwszej kolejności mój wybór padnie na 10-tkę- idealny brudny róż, moim zdaniem z domieszką szarości, która jest wprost fenomenalna. Jakiś czas temu przepadłam oglądając filmiki Kaki Coco, która przedstawiała matowe płynne pomadki Gerard Cosmetics, a konkretnie odcień Extasy i Invasion. W końcu znalazłam perfekcyjny zamiennik- właśnie to maleństwo. Póki co użyłam kilka razy i nie mogę przestać, pomadka idealna ;)

Cena: w sklepie internetowym Golden Rose zapłaciłam za nią 19,90zł.




  • Gel Look Top Coat, czyli żelowy utwardzacz do paznokci Golden Rose.
Nie przywiązuję specjalnej wagi do top coatów, ale z racji, że mój poprzedni się skończył, przy okazji zamówienia w Golden Rose postanowiłam zaopatrzyć się w nowy. Nie mam tutaj co dużo do opisywania- z pewnością jest lepszy niż mój poprzedni, przedłuża trwałość lakieru, zdecydowanie nadaje paznokciom wygląd, jak gdyby były one żelowe oraz przepięknie się błyszczy ;)

Cena: w sklepie internetowym Golden Rose zapłaciłam za niego 8,50zł.

  • Konturówki Golden Rose "Dream Lips Lipliner", w odcieniach 512 oraz 526.
Bardzo lubię konturówki z GR, więc podczas zamówienia postanowiłam zaopatrzyć się w dwa nowe kolorki- jeden to naturalny, dzienny róż; natomiast drugi jest już raczej wieczorowym, ciemnym bordo. Obie są świetnie, maluje się nimi bardzo gładko, nie sprawiają najmniejszych problemów, długo się utrzymują i dobrze trzymają pomadkę w konturze ust.

Cena: w sklepie internetowym Golden Rose zapłaciłam 6,30zł/szt.

To już wszystkie produkty, które pojawiły się w mojej kolekcji w marcu ;)
A jakie są Wasze nowości? Dajcie mi koniecznie znać w komentarzach!
No i oczywiście napiszcie, czy chcecie zobaczyć na moim blogu post niekosmetyczny! ;)

Buziaki!

sobota, marca 26

Wibo "Go Nude", czyli nowa paletka cieni | Recenzja, opinia i swatche kolorów

Wibo "Go Nude", czyli nowa paletka cieni | Recenzja, opinia i swatche kolorów
Hejka!
Na wstępie chciałabym Was przeprosić, że nie było mnie tutaj dość długo. W ubiegłym tygodniu miałam masę spraw do załatwienia, praktycznie nie miałam czasu na nic. Ale dziś już wracam i tym razem przedstawię Wam nową paletkę cieni do powiek Wibo "Go Nude", o której w ostatnim czasie jest dość głośno w blogosferze.


Jesteście ciekawi, co sądzę o tym cudeńku? Jeśli tak, to zostańcie ze mną!



Zacznijmy od kwestii wizualnej: 
Paletka znajduje się w dość mocnym kartonowym opakowaniu, które od razu przedstawia nam wszystkie kolory, które znajdziemy w środku. Kiedy otworzymy kartonik, w środku ukaże się srebrna metalowa paletka, do której dołączony jest dwustronny pędzelek- również srebrny. Samo wykonanie produktu moim zdaniem jest świetne, w środku znajduje się dodatkowo duże lusterko. Niewątpliwie Wibo tworząc tą paletkę sugerowało się paletami "Naked" od Urban Decay- jest praktycznie identyczna, różni się tylko kolorem (no i oczywiście zawartością). 




W środku znajdziemy:
  • 8 cieni błyszczących
  • 4 cienie matowe
W odcieniach matowych znajdziemy takie, które nadają się do zmatowienia powieki, podkreślenia jej załamania oraz do typowo dziennego makijażu. Natomiast pozostałe błyszczące cienie pozwolą nam wykonać makijaż zarówno lekki, dzienny, jak i mocne wieczorowe smoky. Moim zdaniem kolory paletki dobrane są świetnie.
Przejdźmy teraz do swatchy kolorów i porozmawiajmy trochę o pigmentacji i innych ważnych rzeczach, o których myślimy przed zakupem danego produktu :)



Na pierwszy rzut oka można zauważyć, że cienie ciemne oraz błyszczące są o wiele lepiej napigmentowane, aniżeli te matowe. Z czystym sumieniem mogę pochwalić ogólną pigmentację paletki, w końcu za cenę ok. 30zł nie możemy oczekiwać cudów. Cienie ładnie się blendują, dobrze rozprowadzają i nie rolują. Nie są natomiast bardzo trwałe- niestety nie ma takiej opcji, żeby utrzymały się na powiece cały dzień. W moim przypadku wytrzymały max. 6 godzin. Jednak nadal uważam, że jak za tę cenę jest to całkiem przyzwoity czas.  Co do ciemnych odcieni- przy nakładaniu trzeba uważać, żeby nie nabrać zbyt dużo produktu, ponieważ kiedy dotkniemy pędzelkiem powieki w danym miejscu i zostanie w nim największa ilość cienia, możemy mieć trudność z równomiernym rozblendowaniem całości.


PLUSY:
  • cena (ok. 30zł)
  • dostępność
  • pigmentacja
  • duży wybór kolorów
  • ładne opakowanie
  • cienie używane poprawnie bardzo dobrze się blendują
  • trwałość (jak za tę cenę)
  • umożliwia wykonanie bardzo wielu makijaży
MINUSY:
  • słaba pigmentacja matowych cieni
  • przy zbyt dużej ilości zostawiają plamy, których nie da się rozblendować
  • niestety cienie się osypują, szczególnie ciemne i matowe odcienie
  • po kilku godzinach dosłownie znikają z powiek



Dodatkowo, jak pewnie część z Was wie, 23 kwietnia w Warszawie odbywać się będzie spotkanie najlepszych blogerek i vlogerek urodowych w Polsce. Sprawa jest świetna, z całego kraju wybranych zostało 300 najlepszych, które otrzymały zaproszenia na to cudowne wydarzenie :) Ja również znalazłam się w gronie wybranych i kilka dni temu otworzyłam e-mail, w którym było moje zaproszenie :)
Nie mogę się doczekać, nigdy w życiu nie byłam tak bardzo podekscytowana!
KONIECZNIE DAJCIE ZNAĆ, KOGO Z WAS SPOTKAM NA STADIONIE NARODOWYM! :)

Buziaki!

wtorek, marca 15

Ulubieńcy lutego | Czego najczęściej używałam w lutym

Ulubieńcy lutego | Czego najczęściej używałam w lutym
Hejka!
Ostatnio dość długo mnie tutaj nie było, ale wracam i będę starała dodawać się posty o wiele częściej :) Mamy połowę marca, więc przyszedł czas na pokazanie Wam moich ulubieńców lutego. W ubiegłym miesiącu trafiłam na sporo ciekawych produktów, które na pewno zostaną ze mną na dłużej :)
Jesteście ciekawi, co takiego skradło moje serce? W takim razie zapraszam do czytania!


Produktów jest dosyć dużo, więc nie przedłużając, chodźcie czytać :)



1. Radical MED, koncentrat przeciw wypadaniu włosów.
W ciągu ostatniego roku moim największym ulubieńcem, jeśli chodzi o hamowanie wypadania i przyspieszenie wzrostu włosów była wcierka Jantar. Po dłuższym stosowaniu produktu wyżej, zastanawiam się, czy nie jest to dla niej poważna i groźna konkurencja. Koncentrat działa, w dodatku działa nie tylko na włosy, które znikają z głowy, ale również na to, żeby w ekspresowym tempie stały się długie i mocne. Stosuję go na noc, wcieram w skórę głowy i idę spać. Powiem Wam, że naprawdę zauważyłam różnicę, chociażby przy rozczesywaniu włosów po umyciu/suszeniu. Na szczotce zostaje ich zdecydowanie mniej, pod prysznicem także nie ma kłębka kłaczków :) Dodatkowo o wiele szybciej zauważam odrost, co świadczy o tym, że produkt wspomaga wzrost moich włosów. Cena jest niewygórowana, więc polecam przetestować ten kosmetyk!


2. Sephora, olejek w żelu do usuwania długotrwałych pomadek.
Kiedy byliśmy z Kamilem w Sephorze i już szliśmy do kasy zauważyłam ten produkt. Od razu zapragnęłam go mieć ;) Na co dzień najczęściej używam matowych pomadek, które zastygają na ustach i czasami bardzo ciężko jest zmyć je z ust. Ten olejek ma za zadanie pomóc nam w tym i bezproblemowo usunąć nawet najbardziej ekstremalne przypadki przyczepienia się szminki do ust. Jego regularna cena to 25zł, ja dorwałam go na promocji za 10zł, więc opłacało się bardzo. Produkt świetnie radzi sobie z uciążliwymi pomadkami, a dodatkowo mocno nawilża moje usta. Problem zniknął! Polecam każdej kobietce, która po powrocie do domu musi męczyć się z przywróceniem ust do porządku ;)



3. Mascara Too Faced, Better Than Sex.
Drogie cudeńko warte swojej ceny. Tusz kosztuje 98zł, ale uważam, że jest wart każdej złotówki. Producent obiecuje nam spektakularne rzęsy już od pierwszej warstwy. I jest to czysta prawda. Moje rzęsy go uwielbiają! Dodatkowo, opakowanie jest po prostu przepiękne :) Szczoteczka jest bardzo duża i trudno maluje się nią dolne rzęsy, ale to taki jedyny mały minusik. Kiedy używam Better Than Sex moje rzęsy sięgają prawie do samych brwi, jest to nieziemsko piękny efekt :)


4. Joanna, masło do ciała wanilia i przyprawy.
Dostałam to masełko w ramach podziękowania za bycie ambasadorką firmy Joanna. Pierwsze, co mnie urzekło, to niesamowity zapach. Połączenie wanilii i korzennych pierniczków, coś pięknego! ;) Nie spodziewałam się ogromnego nawilżenia, jednak zostałam bardzo, ale to bardzo mile zaskoczona. Masło łatwo się rozprowadza, szybko wchłania, nie jest za tłuste i przepięknie nawilża ciało. Dodatkowo pozostawia na nim cudowny zapach, który nie znika przez kilka ładnych godzin. Nie mam mocno wyrobionego nawyku smarowania się balsamami i masłami po kąpieli, jednak dzięki temu produktowi zaczęłam robić to codziennie ;)



5. Inglot, Duraline.
Piszą o nim wszędzie, w każdym możliwym zakamarku internetu, a ja dopiero niedawno się w niego zaopatrzyłam. Mały pojemniczek z przezroczystym płynem, który może zdziałać cuda. Dzięki temu produktowi możemy sprawić, że każdy kosmetyk stanie się wodoodporny, jak również np. dodać maleńką kropelkę do cienia do powiek i zrobić z niego eyeliner, utrwalić pigmenty itp. Moim zdaniem Duraline powinno znaleźć się w każdej toaletce i kosmetyczce!


6. Naobay, nawilżający krem do twarzy.
W beGlossy znalazła się miniaturka tego kremu, którą postanowiłam zabrać ze sobą na wyjazd do Krakowa. Jestem nim zachwycona. Krem na przepiękne opakowanie, do tego pięknie pachnie i działa zniewalająco. Pozostawia twarz miękką i nawilżoną. Nie jest to wiadomo jakieś działanie, które sprawi, że zaczniemy wyglądać jak Angelina Jolie, ale moim zdaniem krem jest naprawdę warty uwagi, ponieważ nieczęsto znajdujemy produkt, który naprawdę spełnia obietnice wypisane na opakowaniu. Polecam sprawdzić!



7. Miss Sporty, Insta GLOW, baza pod makijaż.
Jestem sroką, kosmetyk ten chciałam mieć wyłącznie z uwagi na ładne opakowanie. Typowo drogeryjna firma, cena ok. 13zł. Ale spodobała mi się ;) Oczywiście nie mogę porównywać tej bazy do innych wysokopółkowych, ale uważam, że jak na tak niską cenę i bardzo łatwą dostępność jest warta uwagi ;) Czy przedłuża trwałość podkładu? Nie wydaje mi się. Jednak ładnie wyrównuje buzię i faktycznie daje efekt "glow". Konsystencja też jest całkiem ciekawa. Polecam dziewczyny, z tej półki cenowej warto skorzystać :)



8. Braun Face Beauty 831, elektryczna szczotka do twarzy i depilator.
Zestaw ten kupiłam już kilka miesięcy temu, wcześniej używałam tylko depilatora do włosków na twarzy, a szczoteczkę jakoś pomijałam. Jednak w ostatnim czasie oczyszczam twarz z jej pomocą codziennie i jestem zachwycona :) Moim zdaniem zestaw ten powinien znaleźć się w łazience wielu kobiet, bo jest fenomenalny. Depilator działa świetnie, można nim usunąć nawet najbardziej uciążliwe włoski, a szczoteczka to bajka, oczyszcza skórę ze wszystkich resztek makijażu, dodatkowo usuwa z niej martwy naskórek i pozostawia mega gładką.

A jakie produkty były Waszymi ulubieńcami w zeszłym miesiącu?
Koniecznie dajcie mi znać w komentarzu! :)

Buziaki!

poniedziałek, marca 7

Olejki do ciała Orientana, czyli małe produkty warte dużej uwagi

Olejki do ciała Orientana, czyli małe produkty warte dużej uwagi
Hej, kochani!
Dziś jest zimno, szaro i ponuro, więc na pewno każdy z nas z chęcią przeszukuje internet w poszukiwaniu nowości, inspiracji oraz kosmetyków wartych uwagi- a takie właśnie dzisiejszego dnia dla Was przygotowałam :)
Jakiś czas temu podjęłam współpracę z marką ORIENTANA, którą polubiłam już daaawno za cudowny olejek do twarzy, który nie raz ratował moją twarz z opresji. W ramach współpracy otrzymałam dwa olejki do ciała, o których dzisiaj z wielką chęcią Wam opowiem!


Zapraszam do dalszego czytania!


W moich rękach znalazły się dwa olejki: jaśmin indyjski oraz imbir z trawą cytrynową. 
Zacznijmy od tego, co o produktach mówi nam producent:

"Połączenie naturalnych olejków roślinnych według tradycyjnej receptury ajurwedyjskiej. Olejki są tłoczone na zimno i nierafinowane. Do pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i podrażnionej. Znakomicie łagodzi podrażnienia, nawilża i wzmacnia skórę. Pięknie pachnie."

Co do działania olejków jako mocno nawilżających mogę zgodzić się już na wstępie, ponieważ w ich wypadku zauważyłam różnicę już naprawdę po 2/3 użyciach.



Kiedy przyszła do mnie paczka, od razu urzekły mnie śliczne i minimalistyczne opakowania, których z pewnością nie muszę chować gdzieś z tyłu na półkach, tylko spokojnie mogę postawić na toaletce, bo prezentują się naprawdę cudownie :)
Olejki nie zawierają:
- parabenów
- olejów mineralnych
- parafiny
- ftalanów
- silikonów
są więc całkowicie przyjazne dla naszej skóry, nie ma w nich żadnej zbędnej chemii.
Warto zwracać uwagę na tak naturalne kosmetyki, ponieważ możemy spodziewać się po ich działaniu o wiele więcej, niż po sztucznych produktach. Oba olejki testowałam przez okres jednego miesiąca, więc uważam, że jest to odpowiednia pora, żeby móc już wystawić o nich konkretną opinię. Moja skóra zawsze należała do kategorii przesuszającej się, ściągniętej i podatnej na wszelakie podrażnienia. Szczerze mówiąc, balsamy, których używałam dotychczas słabo na mnie działały. Po minionym miesiącu niezmiernie się cieszę, że poznałam moc olejowania ciała. 
Obie buteleczki mają pojemność 55ml, co mimo pierwszego wrażenia, jest dobrą pojemnością, ponieważ oba olejki są niesamowicie wydajne. Są raczej bardzo tłuste, więc do pokrycia nimi całego ciała wystarcza niewielka ilość. Dodatkowo pachną przepięknie (szczególnie do gustu przypadł mi jaśmin indyjski) oraz pozostawiają na skórze zapach na długie godziny. 

OLEJKI MOŻECIE KUPIĆ TUTAJ:


Cena za jeden olejek wynosi 18,00zł, więc moim zdaniem jest to naprawdę niewygórowana kwota, jak za taką jakość, wydajność i przede wszystkim DZIAŁANIE, do którego przejdziemy teraz, w końcu jest to jedna z najważniejszych kwestii, jeśli mamy oceniać jakiś produkt :)





Już po pierwszych użyciach zauważyłam poprawę stanu mojej skóry. Wcześniej była sucha, po każdej kąpieli nieprzyjemnie ściągnięta oraz podatna na pękanie, podrażnienia itp. Po miesiącu stosowania olejków Orientana zauważyłam mocno widoczną poprawę mojej skóry- jest miękka, nawilżona, zawsze ładnie pachnie :), a przebarwienia i podrażnienia stały się bledsze, mniej widoczne i wyrównały się z całością ciała. Moim zdaniem są to produkty warte sporej uwagi, ponieważ często są nam polecane kosmetyki, które rzekomo mają poprawić stan naszej skóry pod każdym możliwym aspektem, kosztują fortunę i w rzeczywistości nie działają, Tutaj za niewielką cenę mamy gwarancję działania. Właśnie dlatego bardzo polubiłam te produkty i stały się podstawą mojej codziennej pielęgnacji.

Rozpiszmy sobie zatem wszystkie za i przeciw :)

PLUSY:
- zapach
- wydajność
- cena
- opakowanie
- działanie
- nawilżenie
- wyrównanie kolorytu skóry
- silne działanie łagodzące
- po stosowaniu olejków skóra jest "zrelaksowana"
- szybko się wchłaniają, co w przypadku olejowania jest dużym plusem
- skład
- nie znajdziemy w nich żadnych chemicznych składników

MINUSY:
- jeśli chodzi o działanie i wszystko inne, to nie mam żadnych zastrzeżeń, jedyna rzecz, która czasami przez nieuwagę sprawia mi problem, to zaaplikowanie na dłoń zbyt dużej ilości produktu, myślę, że do tych olejków pasowałoby mi z pewnością opakowanie z pipetką :)

Poza używaniem olejków do smarowania ciała, znalazłam dla nich również inne, równie cudowne zastosowanie, a mianowicie: dolewam kilka kropel olejku do kąpieli. Wtedy mam zapewnioną mega relaksującą i pięknie pachnącą kąpiel, która dodatkowo działa nawilżająco i odprężająco na moją skórę.



Więc czy polecam Wam produkty firmy Orientana?
ZDECYDOWANIE TAK!

Mieliście już do czynienia z olejkami lub innymi produktami Orientana? Z pewnością każdy znajdzie na ich stronie coś dla siebie, ponieważ ich asortyment jest naprawdę szeroki i rozbudowany na różnorodne potrzeby :) Co spodobało Wam się na ich stronie oprócz tych cudownych olejków? Mnie wpadły w oko produkty z różą oraz do włosów :) Koniecznie dajcie mi znać, co sądzicie o tych produktach! :)

Buziaki!

wtorek, marca 1

beGLOSSY Luty 2016- "from beglossy with love".

beGLOSSY Luty 2016- "from beglossy with love".
Hejka!
Dzisiaj przychodzę do Was z lekko spóźnionym postem o walentynkowym pudełku beGLOSSY "From beglossy with love". Jakiś czas temu pisałam, że zrezygnowałam z subskrybcji, jednak niedawno postanowiłam do niej powrócić, zachęcona świetnymi podpowiedziami dotyczącymi zawartości boxa. A czy ta zawartość sprostała moim oczekiwaniom? Zapraszam do czytania!


Z pewnością większość z nas od walentynkowych i świątecznych pudełek oczekuje troszkę więcej niż od innych. Zaprezentuję Wam, jakie produkty beGlossy umieściło w tegorocznej lutowej edycji :) Na dzień dzisiejszy nie będzie to recenzja, ponieważ pudełko mam zbyt krótko, żeby ocenić wszystko.



Muszę przyznać, że wizualnie pudełko jest naprawdę bardzo urocze i słodkie :)
Przejdźmy do zawartości!


1. BB Cream Alabaster od Clareny, 10ml (25zł).

Od producenta:
"Lekki krem korygujący przeznaczony do pielęgnacji każdego rodzaju cery. Formuła kremu zapewnia wygładzenie struktury skóry oraz ujednolicenie jej kolorytu. Lekka i komfortowa konsystencja pozwala na szybką i łatwą aplikację. Krem daje wygląd naturalnej, zdrowej i aksamitnej cery, bez efektu maski."

Ten produkt chyba najmniej podoba mi się z całego pudełka. Po pierwsze- rzadko używam kremów BB, więc jest mi praktycznie zbędny. Po drugie- pojemność jest jak dla mnie naprawdę śmieszna, a po trzecie odcień jest o wiele za ciemny. Chyba będzie musiał poczekać do lata, aż będę bardziej opalona, a na twarz nie będę chciała nakładać ciężkiego podkładu.

Moja ocena: 3/5


2. Maska przeciw łamaniu się włosów Syoss 200ml (17,99zł).

Od producenta:
"Syoss profesjonalne efekty, intensywnie wzmacniająca maseczka z kompleksem ceramidowym przeciw łamaniu się włosów do włosów osłabionych i łamliwych. Syoss z kompleksem ceramidowo-keratynowym, współtworzony i testowany przez fryzjerów, intensywnie wzmacnia włosy zapewniając do 20x więcej siły. Znacząco redukuje łamliwość włosów. Wnika głęboko do wnętrza włosa odbudowując włókna na poziomie komórkowym, we wszystkich warstwach, aż po same końce. Nałóż na mokre włosy, po 5 minutach spłucz. Stosuj regularnie."

W moim przypadku maseczek do włosów nigdy mało, więc z tego produktu jestem bardzo zadowolona, tym bardziej, że jest to całkowita nowość na polskim rynku. Póki co używałam jej raz i owszem, włosy były miękkie i łatwo się rozczesywały, były błyszczące. Głębszych efektów jeszcze nie zauważyłam, po pełnym testowaniu na pewno dam Wam znać :)

Moja ocena: 5/5


3. Balsam do rąk od Lambre 50ml (15,50zł).

Od producenta:
"Balsam do rąk działa kojąco i relaksująco. Wykazuje działanie bakteriobójcze, zwalcza bakteryjne i grzybowe flory patogenne, a także infekcje. Działa odprężająco, znosząc napięcie nerwowe, jednocześnie zmniejsza nadmierne rogowacenie skóry. Zawiera w swoim składzie m.in keratynę, hydrolizowaną keratynę, glicerynę oraz masło Shea."

Cóż, krem do rąk jak krem do rąk. Nic porywającego. W dodatku był on w pudełku wymienny z olejkiem do kąpieli i pod prysznic z Biodermy, który warty jest 37zł, więc tutaj beGlossy moim zdaniem zachowało się nie w porządku, bo podzielili klientki na lepsze i gorsze. 

Moja ocena: 4/5



4. Balsam do ciała z masłem shea, truskawka i guawa od Organique 100ml (34,90zł).

Od producenta:
"55% zawartości balsamu to czyste masło shea. Dostarcza ono skórze witamin i substancji odżywczych. Skóra staje się delikatna, gładka i co najważniejsze- zdrowa. Dodatkowo balsam do ciała z masłem shea zawiera mieszankę olejów: awokado, sojowego i z pestek winogron. Ich zadaniem jest odżywienie i wzmocnienie skóry. Dodatek wosku pszczelego tworzy warstwę ochronną, która chroni skórę przed wysuszeniem. Systematyczne stosowanie balsamu z masłem shea stymuluje komórki skóry do walki ze starzeniem. Cudowny zapach truskawki i guawy długo utrzymuje się na skórze, działając przy tym aromaterapeutycznie i odprężająco."

Z tego produkty jestem bardzo zadowolona :) Zapach balsamu jest przecudowny! Dodatkowo w opakowaniu ma on twardą konsystencję, która pod wpływem ciepła rąk staje się cudownym, mięciutkim masełkiem do ciała. Zdecydowanie jestem na tak!

Moja ocena: 5/5



5. Nicka K New York Airbrush FX Blending Sponge (30zł).

Od producenta:
"Mięciutka gąbeczka, dzięki której równomiernie rozprowadzisz podkład. Dotrzesz za jej pomocą do każdego miejsca na Twojej twarzy. Już po pierwszym zastosowaniu, przekonasz się, że nie powinno jej zabraknąć w Twojej kosmetyczce."

Mój totalny faworyt tego pudełka! Gąbeczka naprawdę jest świetna. Nie miałam jeszcze do czynienia z oryginalnym Beauty Blenderem (jednak w najbliższym czasie planuję jego zakup), więc nie mam konkretnego porównania, jednak odkąd dostałam pudełeczko, używam jej codziennie i jestem szczerze zaskoczona tym, jak świetnie radzi sobie z nakładaniem podkładu, nie wypijając go przy tym prawie w ogóle.

Moja ocena: 5/5

Kochani, to już cała zawartość lutowego beGlossy :) Co sądzicie o produktach, które się w nim znalazły? Kupujecie pudełka subkrybcyjne? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, co najbardziej się Wam spodobało!

Buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger