czwartek, sierpnia 25

Fluid matujący od Sensilis- idealna baza pod makijaż?

Fluid matujący od Sensilis- idealna baza pod makijaż?
Dzień dobry, kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem o produkcie, który testowałam już od ponad dwóch miesięcy. Jak wiecie chcę, aby moje recenzje były szczere i przemyślane, dlatego często trwa to tak długo, aż zużyję konkretny kosmetyk lub będę pewna opinii o nim w 100%. Dzisiaj będzie to fluid matujący SPF10 marki Sensilis, z którą mam przyjemność współpracować. Kiedy przeglądałam ich katalog, produkt ten od razu rzucił mi się w oczy- wydał się wprost idealnie dopasowany do potrzeb mojej cery. Przyznam, że nieczęsto znajduję coś, co naprawdę dobrze działa na cerę mieszaną- w kierunku tłustej. Większość dla mnie to tylko pic na wodę i w rzeczywistości nic się nie dzieje. A czy Sensilis spełniło moje oczekiwania i okazało się tak dobre, jak myślałam? Zapraszam na dalszą część recenzji, w której poznacie moją opinię :)


Od bardzo długiego czasu walczę z problemem przetłuszczającej się strefy T- szczególnie widać to po nałożeniu makijażu. Fluid od Sensilis ma idealnie nadawać się jako baza pod make-up i sprawiać, że cera przez cały dzień nie będzie się świecić. Nie ukrywam- świecenie jest naprawdę moją wielką zmorą, nie radzą sobie z tym nawet wysokopółkowe pudry. Postanowiłam więc poszukać błędów we wcześniejszej pielęgnacji i włączyłam do niej markę Sensilis. Zobaczmy, jak prezentuje się sam kosmetyk.



Samo opakowanie jest proste, minimalistyczne i dość eleganckie. Osobiście nie lubię kosmetyków, na których widnieją kolorowe kwiatki, serduszka, szlaczki, masa napisów itp. Wolę, kiedy wszystko jest przejrzyste i czytelne, więc tutaj już na wstępie plus dla Sensilis. W buteleczce znajduje się 50ml fluidu, więc całkiem sporo. Zacznijmy może od tego, jakich obietnic możemy spodziewać się ze strony producenta:
"Zabieg nawilżający, przeznaczony szczególnie do cery mieszanej i tłustej. Ma działanie regulujące wydzielanie sebum oraz matujące, koryguje nadmiar wydzieliny oraz natychmiast pozbawia skórę niechcianego świecenia. Reguluje wielkość porów, wygładza skórę i sprawia, że skóra staje się matowa i bardziej jednolita. Zawiera filtr SPF10. Nie zatyka porów."
Czytając ten opis produkt wydaje być dla mnie wprost i-de-al-nym. Postanowiłam stosować go na noc oraz jako bazę pod makijaż. Pierwszym zjawiskiem, które zauważyłam już po krótkim stosowaniu było mocne nawilżenie skóry. Moja cera ma to do siebie, że w okolicy strefy T przetłuszcza się wręcz niewyobrażalnie, natomiast na policzkach i w okolicach żuchwy zdarza mi się mieć suche skórki. Już po około tygodniu stosowania zniknęły. Skóra była gładka, nawilżona i ujędrniona- przy codziennym makijażu naprawdę ciężko o taki efekt. A jak z matowieniem i usuwaniem nadmiaru sebum, redukcją świecenia? Już Wam mówię!



PRODUKT IDEALNY?
Jeśli chodzi o podkład bazowy pod mój makijaż (nawet w bardzo upalne dni!)- zdecydowanie TAK. Testowałam naprawdę niezliczone ilości baz pod makijaż. Począwszy od półki drogeryjnej i marek typu Miss Sporty, Rimmel itp., skończywszy na markach takich jak Benefit, Too Faced, Urban Decay etc. Bazy drogeryjne nie będę ukrywać- nigdy nie dały mi nic oprócz okropnie zatkanych porów. Jak wiele z nas wie- kosmetyki w drogeriach bardzo często są "zleżałe", naświetlone białymi, mocnymi światłami i niestety otwierane. Produkty z wyższej półki dawały mi jedynie wygładzenie widocznych porów i ewentualne przedłużenie trwałości podkładu. Były to natomiast produkty, które działały tylko w momencie, kiedy miałam je na twarzy. Fluid od Sensilis dał mi coś, czego nie dała mi żadna inna baza- długotrwałe i widocznie zauważalnie działanie nie tylko w aspekcie makijażu. Nakładany pod make-up rzeczywiście sprawiał, że moja strefa T przez cały dzień pozostawała spokojna ;) Nie działo się nic, co wcześniej tak bardzo mnie denerwowało- skóra nie przetłuszczała się, nie świeciła, nie lepiła (co w gorszych dniach naprawdę potrafiło mi się zdarzyć). Po dwóch miesiącach stosowania z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że stan mojej cery uległ widocznej poprawie. Kosmetyk na tyle dobrze się u mnie sprawił, że szczerze mówiąc jestem zrozpaczona, że już mi się skończył.


A JAK Z KONSYSTENCJĄ I WCHŁANIANIEM?
Konsystencja produktu jest bardzo lekka, delikatna i świeża. Na całą twarz wystarczała mi jedna pełna pompka. Produkt rozprowadza się bardzo przyjemnie, absolutnie nie podrażnia skóry, nie wywołuje pieczenia ani uczucia dyskomfortu po nałożeniu. Wchłania się w około niecałą minutę, czyli moim zdaniem bardzo przyzwoicie. Nie pozostawia tłustej ani lepkiej warstwy- nadaje naszej twarzy delikatności i miękkości. Podkład nałożony na fluid rozprowadza się płynnie i łatwo.
REASUMUJĄC
Ogólnie produkt oceniam na 10/10. Z marką Sensilis miałam styczność po raz pierwszy i mam nadzieję, że nie po raz ostatni. Bardzo chciałabym wypróbować inne kosmetyki z ich oferty, ponieważ jeśli ten sprawdził się tak idealnie- aż ciekawość mnie zżera, jak sprawdziłyby się inne. Póki co z czystym sumieniem mogę polecić Wam fluid matujący- szczególnie, jeśli ze swoją cerą macie problemy podobne do moich.

Zapraszam Was na stronę marki Sensilis - KLIK, zapoznajcie się z ich asortymentem, a jestem pewna, że każda z Was znajdzie coś odpowiedniego dla siebie i będzie tak zadowolona jak ja. Fluid trafił w czołówkę ulubieńców w mojej pielęgnacji, być może w przyszłości znajdą się tam również inne produkty tej firmy? Zobaczymy, wtedy na pewno wrócę do Was z kolejną recenzją!


A Wy jakich macie ulubieńców w pielęgnacji? Używacie baz pod makijaż? A może któraś z Was miała już styczność z marką Sensilis? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

środa, sierpnia 17

Let's talk about summer, czyli lato w kolorach Natalii Siwiec

Let's talk about summer, czyli lato w kolorach Natalii Siwiec
Dzień dobry, kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, na którego napisanie zbierałam się uwaga- od mniej więcej połowy lipca aż do teraz! Z pośród wszystkich kolorów Indigo Nails z kolekcji Natalii Siwiec miałam wybrać ten, który moim zdaniem jest idealnym kolorem lata. Z początku chciałam napisać tą notkę od razu, jednak później coś mnie olśniło- jak mogłabym pisać o ideale tegorocznych wakacji zanim tak naprawdę je przeżyłam? Postawiłam więc sobie zadanie- zabrać wszystkie kolory w pamięci ze sobą w kilka miejsc w Polsce i w każdym z nich zastanowić się, który odcień przychodzi mi na myśl, kiedy zaczynam o danym miejscu wspominać. I wiecie co? To był dobry pomysł!


Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jaki kolor przypomina Wam najlepsze wakacje, jakie przeżyliście w życiu? Osobiście przed oczami miałam kolor zółty- jak słońce- dopóki poważnie nie zastanowiłam się nad tym patrząc w dal 700 kilometrów od domu. Moim ulubionym kolorem lata od tego momentu bezapelacyjnie staje się piękny, pudrowy róż- w Indigo odcień Blond Hair, Don't Care. Bardzo wakacyjna nazwa, prawda? Pomyślałam, że pokażę Wam ten kolor, a później zabiorę Was w podróż, dzięki której zrozumiecie, dlaczego u mnie padł właśnie taki wybór. Gotowi? W takim razie usiądźcie wygodnie na kanapie, zrelaksujcie się i zaczynamy!





Moim pierwszym tegorocznym wyjazdem był festiwal, mój pierwszy festiwal. Nigdy w życiu nie miałam okazji wyjechać 500 kilometrów od domu na kilka dni koncertów, tańca i zabawy. Już od samego pociągu Blond Hair, Don't Care jechał ze mną w mojej głowie. Z początku zastanawiałam się- jak to wszystko będzie wyglądać? Czy się tam odnajdę? Kiedy znalazłam się na miejscu byłam tak zaskoczona, że miałam ochotę krzyczeć tylko "This is it!". Kolorowe wianki, zwiewne sukienki w stylu boho i ta błogość, rażąca błogość ludzi dookoła, którzy na te kilka dni całkowicie odcięli się od szarej rzeczywistości. To było piękne. Pierwszego wieczoru już wiedziałam, że kolor, który wybrałam będzie dla mnie symbolem pierwszej części wakacji. Usiadłam z moim ukochanym na dość wysokiej górce podczas zachodu słońca. Przed nami rozmywał się widok setek kolorowych namiotów, gwar tłumu, muzyka dobiegająca ze sceny i ono... Niebo w odcieniu pudrowego różu pomieszanego z harmonią, której nie jestem w stanie opisać. To właśnie ten odcień sprawił, że przez te pół godziny czułam się jak w innym, zaczarowanym świecie. Wszystko było na tyle piękne, że w głębi duszy bałam się, że zaraz ktoś mnie uszczypnie, obudzę się, a czar mojej idealnej rzeczywistości pryśnie jak bańka mydlana. Jednak tak się nie stało. Różowe niebo powoli stawało się coraz bardziej intensywne i rzucało na tłumy ludzi różowawą poświatę, w której topili się jak w gęstej mgle. Kiedy słońce zgasło już na dobre- nad ziemią wciąż unosił się delikatny niczym muśnięcie skrzydeł motyla poblask koloru, mojego koloru, którym stał się Blond Hair, Don't Care. Wtedy na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech satysfakcji, nie wiem dlaczego. Ale razem z pojawieniem się w mojej duszy tego koloru poczułam, jakbym odnalazła swoje miejsce na świecie, jakbym mogła wracać na wcześniej wspomnianą górkę w kółko i w kółko, i w kółko, i za każdym razem przeżywać ten sam zachód słońca od nowa, delektując się nim cały czas tak samo. Byłam w niebie.



Minął mniej więcej tydzień od mojego powrotu z festiwalu- wciąż oszołomiona jego atmosferą, zaczęłam pakować się na kolejną część wakacji- Gdynię. Byłam niesamowicie podekscytowana, ponieważ wiedziałam, że czeka mnie tam dużo przygód, nowych ludzi i doświadczeń. Podświadomie spakowałam do walizki dwie torebki, balerinki, zegarek, ubrania, a nawet kosmetyczkę w kolorze pudrowego różu. Widocznie musiał znacznie zapaść mi w pamięć, skoro widząc w pokoju wszystko w tym odcieniu coś podpowiadało mi, że muszę zabrać to ze sobą na drugi koniec Polski. Kocham morze i od dziecka było dla mnie czymś najlepszym i idealnym na wakacje. Nie ma dla mnie nic piękniejszego, niż chłodny wieczór na plaży w momencie, kiedy słońce wita się z wodą, a ja z tym jedynym trzymamy się za ręce i patrzymy na ten cudowny widok. Oprócz kilku atrakcji, które czekały mnie na miejscu wyjazd ten miał dla mnie niezwykłe znaczenie- w trakcie pobytu w Gdyni obchodziliśmy naszą trzecią rocznicę. Nie ma nic piękniejszego, niż przeżywanie takich momentów wśród pięknego otoczenia, jakim jest morze. I właśnie podczas naszej rocznicy kolor Blond Hair, Don't Care stał się dla mnie najpiękniejszym kolorem na świecie, a nie tylko podczas wakacji. Znaczenie miały tutaj nawet najmniejsze detale- mój K. wygrał dla mnie w wesołym miasteczku pluszowego jednorożca, pudrowo-różowego jednorożca :) Jest to najpiękniejszy pluszak na świecie, mówię Wam! Wieczorem udaliśmy się do restauracji znajdującej się przy plaży- zamówiliśmy coś do jedzenia, lampkę wina i cieszyliśmy się tym, że możemy być tutaj, razem. Dodam, że w moim zakochaniu, nie omieszkałam na deser zamówić sobie truskawkowego koktajlu- sami zgadnijcie, w jakim był kolorze :) Kiedy zaczął się zachód słońca zrobiliśmy to, o czym pisałam wyżej- pod ciepłym kocykiem usiedliśmy na plaży czekając na to, aż nad miastem zapadnie noc. I tutaj wróciło moje niebo z festiwalu! Ale tym razem było piękniejsze. Tym razem skrywało o wiele więcej emocji i uczuć. To było moje różowe niebo. Moje, moje i tylko moje. A właściwie nasze. 
Kolor Blond Hair, Don't Care sprawił, że poczułam się najszczęśliwsza na świecie. Spędziłam czas z przyjaciółmi na zabawie, na koncertach, śpiąc pod namiotami i nie przejmując się niczym. Złapałam za rękę kogoś, kogo kocham najmocniej na świecie podczas gdy obok nas unosiła się bajkowa, pudrowa mgła. Wróciłam do domu zrelaksowana jak nigdy. Czułam się jak po powrocie z najlepszego SPA. 
Już wiecie, dlaczego odcień Blond Hair, Don't Care jest obecnie jedynym kolorem, na który mogłabym choćby po prostu patrzeć całymi dniami? Dla mnie on nie jest już zwykłym kolorem. Jest skrzynką pięknych wspomnień, które zostaną ze mną już na zawsze i nigdy nie zbledną. Jest czymś, co pozwoliło mi dostrzec, jak ważne w życiu są zwykłe małe rzeczy, ile potrafią dać nam radości. Blond Hair, Don't Care- zostań ze mną na zawsze!



A jaki jest Wasz kolor lata? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! 
Buziaki!
P.s Nawet nowy design bloga krzyczy "Blond Hair, Don't Care"! ;)

niedziela, sierpnia 7

Konkurs | Anastasia Beverly Hills | Urban Decay | Tarte | Nars

Konkurs | Anastasia Beverly Hills | Urban Decay | Tarte | Nars
Hej, kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z wielkim rozdaniem! W związku z tym, że nie umiałam zdecydować, którą nagrodę będziecie mogli wygrać, postanowiłam, że wybór będzie należał do Was!
Do wyboru będziecie mieli aż 4 różne nagrody:
1. Glow Kit od Anastasia Beverly Hills.
2. Nars: podkład Sheer Glow oraz róż Orgasm.
3. Paleta Tarte Tartalette in Bloom.
4. Paleta Urban Decay Naked 3.

Przejdźmy do najważniejszych zasad konkursu! :)

1. Konkurs trwa od 7.08-7.09.
2. Konkurs zostanie pozytywnie rozwiązany, jeśli liczba uczestników przekroczy 50 osób. W przeciwnym razie konkurs zostanie odnowiony w innym terminie.
3. Wysyłka nagród realizowana jest tylko na terenie Polski.
4. Każdy uczestnik może brać udział w konkursie na dwóch platformach: blogu oraz Instagramie (KLIK)- zwiększa to szansę na wygraną! 
5. Wygrywa jedna osoba, nagroda jest nowa.

Serwis Facebook nie jest współorganizatorem konkursu i nie ponosi żadnej odpowiedzialności wobec uczestników konkursu. Konkurs nie jest w żaden sposób sponsorowany, popierany ani przeprowadzany przez serwis Facebook ani z nim związane. Organizator konkursu korzysta z serwisu Facebook do administrowania promocją na własną odpowiedzialność.

 Niniejszy konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach losowych i zakładach wzajemnych

Wyniki konkursu pojawią się do 7 dni od jego zakończenia na:
- blogu, w tym poście
- na Instagramie

Osoby, które po zakończeniu konkursu zaprzestaną obserwowania bloga oraz Instagrama, zostaną wykluczone z losowania oraz nigdy więcej nie będą miały możliwości wzięcia udziału w konkursie organizowanym przeze mnie!

Co zrobić, żeby wygrać wymarzoną nagrodę?
Zasady są bardzo proste:
1. Musisz być publicznym obserwatorem mojego bloga (nie liczy się obserwacja na Google+).
2. Polubić mój fanpage (KLIK).
3. Zaobserwować mnie na Instagram (KLIK)- jeśli go nie posiadasz, daj mi o tym znać przy zgłoszeniu.
4. Udostępnić informację o konkursie na swoim blogu i podać link w zgłoszeniu (+2 losy).
5. Podać w zgłoszeniu swój adres e-mail oraz napisać, którą nagrodę wybierasz.
WZÓR ZGŁOSZENIA:
1. Obserwuję blog jako...
2. Polubiłam na fanpage jako...
3. Zaobserwowałam na Instagramie jako...
4. Udostępniłam informację o konkursie (link)
5. Mój adres e-mail...
6. Wybieram nagrodę:

Mam nadzieję, że konkurs się Wam podoba i życzę Wam wszystkim powodzenia, kochane! :)
Buziaki!

Bardzo miło jest mi ogłosić, że konkurs wygrywa Agnieszka Świerszczykiewicz! ❤
Kochana, paletka Naked jest Twoja, wyślij proszę dane do wysyłki na adres killukittyblog@gmail.com :)
Jeśli nie udało Wam się tym razem, nie przejmujcie sie, za jakiś czas będziecie miały możliwość wygrania kosmetyków całkowicie niedostępnych w Polsce! 💕

piątek, sierpnia 5

Avocado Style | Przeglad sklepu | Bluzka 'Zlota dziewczyna'

Avocado Style | Przeglad sklepu | Bluzka 'Zlota dziewczyna'
Dzień dobry, kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, w którym pokażę Wam nowy sklep internetowy z ubraniami, które z pewnością są inne niż większość na rynku. Jakiś czas temu miałam okazję wybrać sobie coś z ich asortymentu. Co wybrałam? Zapraszam na dalszą część postu, w którym zobaczycie, co zawitało w mojej kolekcji ubrań oraz to, na co warto zwrócić uwagę w ich sklepie.





Jak widzicie już po zdjęciu wyżej, bluzka naprawdę przyciąga uwagę :) Przyjrzyjmy się jej bliżej!

poniedziałek, sierpnia 1

Kosmetyki od Beauty Club Lemone | Recenzja

Kosmetyki od Beauty Club Lemone | Recenzja
Dzień dobry, kochani!
Dzisiaj przyszedł czas na recenzję kilku produktów od Beauty Club Lemone, czyli firmy, która jako jedna z niewielu w Polsce jest dystrybutorem suplementów i dermokosmetyków wielu renomowanych firm. Produkty te otrzymałam na spotkaniu blogerek w Częstochowie, z którego relację możecie przeczytać TUTAJ.
Kosmetyki, które otrzymałyśmy to naprawdę świetne produkty, na które moim zdaniem warto zwrócić uwagę podczas internetowych zakupów :)



Niewiele z nas wie, jak ważna jest ochrona naszej twarzy przed słońcem. Na co dzień często nie przywiązujemy większej uwagi do tego, czy nasz krem lub podkład ma odpowiedni SPF. Na spotkaniu dowiedziałam się, że jest to naprawdę niesamowicie ważne i nieprzestrzegane jest w stanie bardzo zaszkodzić naszej skórze. W związku z tym otrzymałam 2 produkty: krem do twarzy z SPF 50 oraz serum liposomowe Repaskin, które ma za zadanie zlikwidować szkody, jakie w przeszłości wyrządziły nam promienie słoneczne.



Obagi Sun Shield Matte Broad Spectrum SPF 50.
Preparat ten przeznaczony jest do każdego typu skóry, jest bezzapachowy, nie zawiera tłuszczy, a jego konsystencja idealnie nadaje się pod makijaż. I właśnie w takim zastosowaniu go stosuję. Przed nałożeniem podkładu nakładam cienką warstwę na całą twarz- wtedy krem zapewnia mi optymalną ochronę przed słońcem, a dodatkowo świetnie matuje skórę na wiele godzin. Jeśli natomiast stosujemy go na "gołą" skórę, bez nakładania czegokolwiek później- wtedy należy wsmarować go w skórę na 15 minut przed rozpoczęciem opalania, a następnie powtarzać czynność co około 2 godziny.
MOJA OCENA:
Uważam, że produkt jest naprawdę bardzo dobry. Przy codziennym stosowaniu pod makijaż mam pewność, że moja twarz ma zapewnioną ochronę w 100%. Kiedy zużyję to opakowanie, z pewnością rozważę kupno kolejnego.
Możecie kupić go tutaj: KLIK (126zł/30ml).


Serum liposomowe SesDerma Repaskin Mender Liposomal Serum.
Serum to stanowi bazową ochronę przeciwko fotostarzeniu. Są w nim zawarte enzymy, które mają za zadanie naprawiać uszkodzenia komórkowe spowodowane promieniami UV. Ma działanie naprawcze.
MOJA OCENA: 
Szczerze mówiąc nie do końca rozumiałam, jakim cudem preparat ten ma naprawić szkody, które już są widoczne. Jednak przeżyłam miłe zaskoczenie- przy regularnym stosowaniu (używam go na noc) zauważyłam wyraźną poprawę stanu mojej skóry. Plamki i przebarwienia stopniowo zanikają i stają się bledsze, a cera wygląda na zdrowszą. Dodatkowo produkt znajduje się w bardzo poręcznym opakowaniu z dużą pipetką. Produkt przyjemnie się rozprowadza, szybko wchłania, ładnie pachnie i pozostawia skórę miękką oraz odpowiednio nawilżoną.
Możecie kupić je tutaj: KLIK (162,50zł/30ml).



Relaksujący płyn micelarny Clochee.
Usuwa makijaż twarzy i oczy, tonizuje, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Działa antystarzeniowo i relaksuje naturalnym zapachem wód roślinnych. Niewielką ilość należy nanieść na wacik i delikatnie, kolistymi ruchami usunąć makijaż.
MOJA OCENA: 
Osobiście przetestowałam już wiele płynów micelarnych i część sprawdzała się u mnie bardzo dobrze, a część wcale. Ten produkt zdecydowanie wrzucam do pierwszej kategorii- jest delikatny, ma lekki i przyjemny zapach, a co najważniejsze- doskonale usuwa nawet wodoodporny makijaż. Moja wrażliwa cera bardzo dobrze na niego reaguje, podoba mi się!



Ostatnimi trzema produktami, które otrzymałyśmy, były kosmetyki do włosów Sanotint. Są to produkty w 100% z naturalnych składników, bez parabenów i barwników syntetycznych oraz nietestowane na zwierzętach. W moich rękach znalazły się: Szampon ColourCare, Maska z jedwabiem oraz Odżywka ColourCare. 
MOJA OCENA: 
Cała seria naprawdę bardzo przypadła mi do gustu. Produkty mają fajną konsystencję, przyjemny zapach, łatwo rozprowadzają się na włosach oraz przede wszystkim- działają! Zdecydowanie mogę je Wam polecić, kolor rzeczywiście trzyma się na moich włosach dłużej niż zazwyczaj. Włosy są miękkie, błyszczące i nawilżone!

Wszystkie produkty możecie kupić w zakładce "sprzedaż online" na stronie www.lemone.pl
Zachęcam Was również do zapoznania się z działaniem firmy na www.lemone.pl oraz www.sklep.lemone.pl.

 www.lemone.pl

Co sądzicie o kosmetykach, które opisałam? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki! :)
Copyright © 2016 killukitty , Blogger