niedziela, marca 26

Sephora: Too Faced Candelight Glow

Sephora: Too Faced Candelight Glow
Dzień dobry, kochani!
Dziś przyszedł czas na kolejny post z serii moich zakupów w perfumeriach. Tym razem wybór padł na rozświetlacz Candelight Glow od Too Faced. Przyznam, że mam go już dość długo, jednak jak wiecie- zanim wystawię o czymś opinię, lubię produkt mocno wymęczyć. Jestem wielką fanką rozświetlaczy- naprawdę. Mogłabym mieć ich tysiące, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Jesteście ciekawi, jak sprawdził się u mnie ten z TF? Jeśli tak, to zostańcie ze mną!


Każda miłośniczka makijażu z pewnością wie, w jak cudowne opakowania Too Faced pakuje swoje kosmetyki. Jest to jeden z aspektów, dzięki któremu TF zdecydowanie jest moją ulubioną marką makijażową. Oczywiście- nie kocham ich tylko za wygląd! Jakość ich kosmetyków jest dla mnie powalająca- wśród ich oferty jeszcze nie udało mi się znaleźć niewypału.


Widzicie? Aż się prosi, żeby wziąć go w łapki! :) A teraz spójrzmy na niego dokładniej.

CO OBIECUJE PRODUCENT?
Według Too Faced produkt ma wykorzystywać technologię Photolite, dzięki której uzyskujemy efekt załamania i rozproszenia światła. Technologia ta ma powodować, że nasza skóra wygląda promiennie i świeci wewnętrznym blaskiem w każdym możliwym oświetleniu. 

DWA KOLORY- RAZEM CZY OSOBNO?
Moim zdaniem wykorzystanie dwóch połówek kolorów jest fenomenalne. Możemy używać ich zarówno razem, jak i osobno. Używając odcienia szampańskiego uzyskamy mocną, jasną taflę. Natomiast przy użyciu koloru brzoskwiniowego, nadamy naszej skórze zdrowego, dziennego blasku. Oba odcienie połączone razem z kolei, dają piękne, wyraziste glow. 




Mój odcień to Warm Glow.

KONSYSTENCJA
Produkt jest jak masło, sprawia wrażenie kremowego. Uwielbiam tego typu kosmetyki, więc to już drugi wielki plus, zaraz po podziałce na dwa odcienie. Można odnieść wrażenie, że rozświetlacz rozpływa się pod palcami. Podczas przejeżdżania pędzlem bądź palcem po całej powierzchni produktu- oba kolory nie mieszają się w opakowaniu, zostaje zachowania ich granica.

NA SUCHO CZY NA MOKRO?
I tak, i tak. Na sucho- uzyskujemy efekt bardziej dzienny, dający zdrowy blask. Na mokro- ogromne, wieczorowe glow, totalna tafla! Osobiście lubię spryskać pędzel fixerem, a następnie nałożyć Candelight. Generalnie wygląda pięknie pokaż każdą "postacią".

TRWAŁOŚĆ
Spotkałam się już z wieloma rozświetlaczami- nawet wysokopółkowymi, które za nic nie umiały dobrze trzymać się na twarzy. Tutaj trwałość w skali od 1 do 10, oceniłabym na 8. Często sięgam po niego, kiedy w weekend wybieram się na jakąś imprezę lub spotkanie ze znajomymi. Zauważyłam, że kiedy wracam do domu po całej nocy- na mojej twarzy jest o połowę mniej błysku niż wtedy, kiedy wychodziłam z domu- gdzie przy rozświetlaczu od Jeffree Star'a totalne glow widać nawet po całej nocy spędzonej na parkiecie. 



DOSTĘPNOŚĆ I CENA
W Polsce rozświetlacz dostaniemy w Sephorze, w cenie 119zł. Cena może wydawać się wysoka, jednak tutaj zdecydowanie płacimy za jakość, która jest świetna. Osobiście na chwilę obecną, co do kosmetyków- wychodzę z założenia, że lepiej zainwestować w jeden/dwa dobre, często droższe produkty, niż iść do zwykłej drogerii i kupić całą siatkę kolorówki, z której połowa okaże się bublem. Oczywiście- wśród tanich kosmetyków są dziesiątki perełek, jednak jak dla mnie w przypadku drogerii tzw."handlowych" bardzo często jakość jest bardzo zła.

A Wy, używacie rozświetlaczy? Znacie ten produkt? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

czwartek, marca 23

Liferia Love | Romantyczna odsłona pudełka pełnego kosmetyków | Kod rabatowy

Liferia Love | Romantyczna odsłona pudełka pełnego kosmetyków | Kod rabatowy
Dzień dobry, kochani! :)
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, w którym przyjrzymy się bliżej zawartości lutowego pudełka Liferia. Jak wiele z Was wie, jest to obecnie jedyny box subskrypcyjny, który otrzymuję i testuję. Przyznam, jak w poprzednich postach, że robi na mnie dużo większe wrażenie niż te, które znaliśmy dotychczas. Jesteście ciekawi, jak zaprezentowała się walentynkowa odsłona? Jeśli tak, to koniecznie zostańcie ze mną w dalszej części postu :)


Zawartość Liferii z miesiąca na miesiąc coraz bardziej mnie zaskakuje. Z każdym pudełkiem, w mojej osobistej ocenie otrzymujemy coraz bardziej wartościowe i zróżnicowane produkty. Zacznijmy po kolei!


1. Krem do twarzy POSE, 50ml/100zł (pełnowymiarowy!).
Dla mnie król tego pudełka. Przyznaję, że sporo słyszałam o kremach tej marki, jednak nigdy nie skończyło się na wrzuceniu któregoś z nich do koszyka. W pudełku możemy znaleźć jeden z trzech wariantów- Texturizing Face Cream, SPA Herbal Care Face Cream lub Protective Face Cream. Ja trafiłam na ten ostatni. Jest to krem przeznaczony do codziennej ochrony przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Zawiera w składzie aloes, wartościowe oleje oraz kwas hialuronowy. Już samo opakowanie daje nam poczucie luksusu. Krem sam w sobie jest świetny. Pięknie nawilża, rozjaśnia przebarwienia i utrzymuje naszą skórę w świetnej kondycji. Jestem zdecydowanie na TAK!


2. Woda termalna Termissa, 150ml/19zł (pełnowymiarowa).
Nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji bez wody termalnej, więc jestem bardzo zadowolona, że tego typu produkt znalazł się w pudełku. U kilku znajomych blogerek widziałam opinię, że woda ma dziwny zapach- jak dla mnie jednak jest on praktycznie niewyczuwalny i znika po kilku sekundach. Woda nawilża i uspokaja naszą skórę. Przynosi cudowne ukojenie- na przykład po demakijażu, kiedy nasza skóra często jest napięta i zmęczona. Jestem na TAK!


3. Jedwabny puder wykończeniowy-rozświetlający lub utrwalająco-matujący, 0,5g/12zł (jedyna miniatura w całym pudełku).
W tym przypadku również mogliśmy trafić na dwie rożne opcje. Mnie trafił się puder utrwalająco-matujący, z czego jak najbardziej jestem zadowolona. Miniatura jest dość mała, dlatego moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem będzie wykorzystanie jej do utrwalania korektora pod oczami. Puder jest bardzo drobno zmielony, co oczywiście idzie na duży plus oraz bardzo delikatny. Jedynym minusem jest to, że próbka mogłaby być troszeczkę mniejsza, ponieważ u mnie wystarczyła na maksymalnie 5 użyć.


4. Odżywka z kolagenem Wax Pilomax, 200ml/21zł (pełnowymiarowa).
Kolejny bardzo udany produkt. Przyznam, że do marki Pilomax mam duży sentyment, ponieważ poznałam ją na moim pierwszym w życiu dużym blogowym wydarzeniu- Meet Beauty. Kosmetyki te sprawdzają się na moich włosach świetnie- a ta wersja jest fenomenalna! Moje włosy są miękkie, błyszczące i sypkie. Jestem na TAK!


5. Pomadka Professional Pierre Rene, 17zł (pełnowymiarowa).
Ostatni już produkt w lutowej wersji, aczkolwiek również bardzo udany! W boxach kosmetycznych, kiedy już otrzymujemy pomadki, są to z reguły odcienie czerwieni- w związku z tym spora część z nas ma później całe szuflady zawalone czerwonymi szminkami. Tutaj otrzymujemy piękny, jasno-różowy odcień. Jestem z tego faktu bardzo zadowolona. Świetnie, że Liferia wychodzi poza szereg innych boxów i oferuje nam coś innego niż kolor czerwony! Jestem na TAK!

Kochani, to już wszystko, co znalazło się w edycji "Love" pudełka Liferia.
Dodatkowo! Na hasło "killukitty_MIZON" Liferia dołączy do Waszego lutowego pudełka żel aloesowy marki Mizon! :)
Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, co sądzicie o tym pudełeczku!
Buziaki!

poniedziałek, marca 20

Nowości: Dresslily & Sammydress

Nowości: Dresslily & Sammydress
No i witam Was ponownie!
Ten post jak już przeczytaliście w poprzednim- jest kontynuacją chińskich zakupów :)
Tak więc nie przedłużając- zobaczcie, co w tym miesiącu dorwałam w sklepach Dresslily oraz Sammydress.


Pierwsza rzecz, to cudowna czerwona bluzka z baskinką oraz odkrytymi ramionami. Przyznam, że jestem w niej po prostu zakochana! Prezentuje się bosko! :) Polecam każdej dziewczynie, która tak jak ja, może pochwalić się bardzo kobiecą figurą i kształtami :)
Bluzkę możecie kupić tutaj: KLIK


Następną rzeczą jest długa biała koszula, która powędrowała do mojej mamy. Jest z niej bardzo zadowolona- koszula jest bardzo elegancka i pięknie się układa :)
Koszulę możecie kupić tutaj: KLIK


Trzecia rzecz, to czarna bluza z wytłoczonymi kwiatami i złotym zameczkiem. Szukałam czegoś, co będzie nadawało się po prostu do szybkiego narzucenia przed wyjściem z domu, a jednocześnie wyglądało ładnie. Udało się- bluza jest śliczna, bardzo porządnie wykonana i wygodna :)
Bluzę możecie kupić tutaj: KLIK


Ostatnia rzecz, to cudowna torebka z kwiatami. Pierwszy raz zauważyłam ją u jednej z blogerek- właśnie w poście z chińskimi zakupami. Od razu się w niej zakochałam i wiedziałam, że przy następnym zamówieniu musi być moja. Torebka jest wykonana porządnie, spokojnie zmieści portfel, klucze, telefon i kosmetyczkę.
Torebkę możecie kupić tutaj: KLIK

Teraz czas na kolejny sklep :)


Pierwsza rzecz- czarny plisowany sweterek z baskinką. Z niego również jestem bardzo zadowolona- świetne wykonanie i jakość, a dodatkowo pięknie się układa i podkreśla figurę :)
Sweterek możecie kupić tutaj: KLIK


I następna bluzeczka- z tą nie mogę się rozstać, odkąd tylko pierwszy raz ją zmierzyłam. Jest po prostu śliczna. Wykonana porządnie, z pięknego materiału i bardzo ładnymi wstawkami.
Bluzkę możecie kupić tutaj: KLIK

Ostatnimi dwiema rzeczami są biustonosze, których niestety również nie miałam możliwości sfotografować. Jednak to, co mogę Wam powiedzieć- są naprawdę piękne!
Czarny biustonosz: KLIK
Beżowy biustonosz: KLIK

To już wszystko, kochani!
W tym poście również mam do Was prośbę- będzie mi bardzo miło, jeśli poklikacie w linki :)
A my widzimy się już w kolejnym poście!
Buziaki! :)

Nowości: Zaful & Rosegal

Nowości: Zaful & Rosegal
Dzień dobry, moi kochani!
Dziś będę miała dla Was dwa nowe posty- nowości, które dotarły do mnie z zagranicznych sklepów. Wiem, że mimo tego, że póki co nie pokazuję ubrań na sobie- wiele z Was lubi te posty i chętnie inspiruje się tym, co zamawiam :)
W związku z tym, zacznijmy od sklepów Zaful oraz Rosegal.
Niestety w zamówieniu z pierwszego sklepu brakuje jednej torebki- dałam ją mamie i nie będę kazała wszystkiego wyjmować do zdjęć- co nie zmienia faktu, że oczywiście podam Wam do niej link- jest świetna!
Nie przedłużając- zaczynajmy!


Pierwszy produkt to coś, co przyznam szczerze- od dłuższego czasu bardzo mocno mnie intrygowało. Potocznie nazywany "odkurzaczem do zaskórników" sprzęt, który rzekomo ma całkowicie i perfekcyjnie wyczyścić nasze pory oraz całą twarz. Jestem po dwóch pierwszych użyciach i szczerze przyznaję, że widać różnicę. Jeśli jesteście zainteresowani pełną recenzja tego urządzenia- koniecznie dajcie mi znać w komentarzach! :)
Sprzęt możecie kupić tutaj: KLIK


Kolejną rzeczą są sztuczne tulipany. Zamówione oczywiście jako dekoracja do zdjęć na bloga, czy Instagrama. Nie byłam przekonana, co do jakości, z jakiej mogą być wykonane, jednak na szczęście pozytywnie się zdziwiłam. Kwiaty są zrobione z czegoś przypominającego gumę i naprawdę ładnie się prezentują.
Kwiaty możecie kupić tutaj: KLIK


Następne produkty- cała masa sztucznych rzęs! Przyznaję się bez bicia, że po prostu uwielbiam chińskie rzęski! Wyżej możecie zobaczyć, że wybrałam trzy różne modele. Z każdego jestem jak najbardziej zadowolona. Paski są bardzo elastyczne, cieniutkie, a same rzęsy cudownie prezentują się na oczach!
Rzęsy możecie kupić tutaj: KLIK1 KLIK2 KLIK3

Pozostały mi również dwie rzeczy, których niestety nie mam zdjęć. Jest to selfiering oraz kolorowe tasiemki do paznokci. 
Selfiering: KLIK
Tasiemki: KLIK

Czas na kolejny sklep! Tak, jak mówiłam, mam dla Was zdjęcia jednej torebki, natomiast do drugiej zostawię Wam tylko link- uprzedzam, jest cudowna!


Jedyny zawód moich zakupów w tym miesiącu. Torebka ze zdjęcia miała być o wiele większa, w odcieniu pudrowego różu, z pięknym długim paskiem i przede wszystkim- wężowe wstawki nie miały być tak tandetne.
Torebkę możecie znaleźć tutaj: KLIK

Tak, jak mówiłam, zostawiam Wam tylko link do drugiej torebki oraz zestawu chokerów:
Torebka: KLIK
Chokery: KLIK

Kochani, w tym poście to już wszystko- za kilka minut pojawi się kolejna część!
Jak zwykle, mam do Was ogromną prośbę- bardzo proszę o poklikanie w linki, to dla mnie bardzo ważne :)
Widzimy się za chwilkę, buziaki!

środa, marca 8

Podkład Catrice HD Liquid Coverage - tańszy zamiennik Estee Lauder Double Wear?

Podkład Catrice HD Liquid Coverage - tańszy zamiennik Estee Lauder Double Wear?
Dzień dobry, kochani!
Ostatnio na Instagramie wspominałam, że chcę dużo bardziej zająć się postami na blogu. Byłam naprawdę w szoku, kiedy dostałam dziesiątki wiadomości z prośbami o większą częstotliwość wpisów. Mam najlepszych czytelników na świecie! :)
Słowem wstępu, przejdźmy do tematu dzisiejszego postu- rozsławiony na wszelkie możliwe sposoby nowy podkład drogeryjnej marki Catrice, a konkretnie i profesjonalnie mówiąc HD Liquid Coverage Foundation. Zużyłam już praktycznie całe opakowanie ("wycisnę" z niego może jeszcze 2/3 użycia) więc myślę, że jestem już w stanie wystawić na jego temat dość solidną opinię. Jesteście ciekawi, czy spełnił moje oczekiwania? Jeśli tak, to zapraszam na dalszą część!


Co obiecuje producent?
Według słów marki Catrice, podkład ma tworzyć na naszej twarzy efekt drugiej skóry. Ma być lekki i niewidoczny na skórze, a mimo wszystko posiadać wysokie krycie i trwałość, która może wynosić nawet 24h. Podkład ma pięknie wyglądać na zdjęciach z fleszem, w świetle reflektorów i kamer oraz nie sprawiać dyskomfortu podczas noszenia. Szczerze mówiąc- obietnice dość mocne, jak na podkład, za którymi płacimy niecałe 30zł. Jednak to właśnie te obietnice wywołały wokół niego tyle szumu. Mimo tego że na polski rynek wszedł już z tego, co pamiętam około 2-3 miesiące temu, to wciąż gdy tylko pojawia się w którejkolwiek drogerii internetowej (bo upolowanie go w sklepach stacjonarnych podobno graniczy z cudem) znika z prędkością światła. Niektórzy wycwanili się do tego stopnia, że wystawiają go na Allegro za kwoty nierzadko sięgające 100zł, co dla mnie jest po prostu żałosne. Na szczęście w malutkiej drogerii osiedlowej w moim mieście leżą ich dosłownie dziesiątki, przez co nie będę miała najmniejszego problemu z kupnem kolejnego opakowania :)



Osobiście również przepadłam, kiedy produkt pojawił się na rynku. Wydawał się być idealnym rozwiązaniem dla mojego typu cery- mieszana, z mocno przetłuszczającą się strefą T, miejscami zaczerwieniona, czasami pojawiają się u mnie małe niedoskonałości, szczególnie w ten jeden, nieznośny moment w miesiącu. Kupiłam go praktycznie kilka dni po premierze. Opakowanie wystarczyło mi aż do teraz, a używałam go właściwie codziennie. W związku z tym jako pierwszy plus mogę stwierdzić, że podkład jest bardzo wydajny. Na pokrycie całej twarzy wystarcza mi jedna pipetka. Przy takiej ilości krycie jest już moim zdaniem średnie+.


Moim zdaniem podkład rozprowadza się bardzo dobrze. Chociaż- dość szybko zastyga, więc nie polecam robić sobie przerwy podczas wtłaczania go w skórę. Minusem niestety jest to, że podkład oksyduje. Po kilku minutach jest zauważalnie ciemniejszy. Na szczęście nie przeszkadza mi to zbytnio, ponieważ nawet kiedy staje się ciemny- wciąż odcień idealnie mi pasuje.

TRWAŁOŚĆ
Bez zarzutu. Jest to aspekt obietnic producenta, którego absolutnie nie mogę w żaden sposób podważyć. W moim przypadku podkład trzyma się tak długo, dopóki go nie zmyję. Nie wymaga żadnych poprawek, nie ściera się, jest jak skała, a przy tym rzeczywiście jest bardzo lekki.

KONSYSTENCJA
Jest dosyć lejący i płynny, a przy tym naprawdę mocno kryjący i dopasowujący się do skóry. Jest to typowy podkład zastygający. Nie czuć go na twarzy i zachowuje się na niej bardzo dobrze. Jest to jedna z moich ulubionych formuł.

KRYCIE
Full. Dosłownie. Jakiś czas temu eksperymentowałam z nowym urządzeniem do pielęgnacji twarzy, tzw. odkurzaczem do zaskórników, o którym również jest ostatnio w internecie dość głośno (p.s.- jeśli chcielibyście recenzję takiej maszyny- dajcie mi znać!). Z racji tego, że miałam je w rękach pierwszy raz- zbyt mocno "zassałam" sobie policzek i nabawiłam się wielkiego fioletowego siniaka. Podkład bez żadnego problemu go zakrył!


APLIKACJA
Mały minus- z podkładem trzeba działać dość szybko, ponieważ jest bardzo rzadki i szybko zastyga. Mimo wszystko nie jest to dla mnie problem, rozprowadzenie i wtłoczenie go w skórę Beauty Blenderem to u mnie chwila.


DOSTĘPNOŚĆ I CENA
Podkład niestety dla większości osób jest bardzo ciężko dostępny. Tak, jak pisałam wyżej- w internecie wyprzedaje się w kilka minut, a znalezienie go stacjonarnie to nie lada wyzwanie. Cena to niecałe 30zł, więc moim zdaniem bardzo, ale to bardzo niska, jak na jakość produktu.

SKŁAD
I niestety tutaj bardzo duży minus... Podkład zawiera w swoim składzie potencjalne alergeny, substancje potencjalnie szkodliwe, substancje komedogenne oraz nie powinien być stosowany przez kobiety w ciąży. Wiadomo- nie u każdego będzie powodował niepożądane efekty. U mnie na przykład nie dzieje się nic złego- nie zapycha mnie, cera nie ulega pogorszeniu w żadnym stopniu.

PODSUMOWANIE
Podsumowując- moim zdaniem podkład jest warty przynajmniej przetestowania. U mnie sprawdza się genialnie i na pewno sięgnę po kolejne opakowanie, ba, nawet kilka kolejnych! Nie wywołuje u mnie złych reakcji, jest niesamowicie trwały, pięknie kryjący i ma cudowną konsystencję. Jak dla mnie spokojnie można go nazwać tańszym zamiennikiem Double Wear. Wiem natomiast, że jedni go kochają, a inni nienawidzą. Ja jestem zdecydowanie w tej pierwszej grupie.

A Wy znacie HD Liquid Coverage? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, jaka jest Wasza opinia na jego temat!
Buziaki!

poniedziałek, marca 6

Cienie Devinah Cosmetics- zamienniki Makeup Geek? + kod rabatowy!

Cienie Devinah Cosmetics- zamienniki Makeup Geek? + kod rabatowy!
Dzień dobry, kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z postem, w którym pokażę Wam moje największe odkrycie ubiegłego miesiąca. Jak wiele z Was wie, od początku roku jestem Ambasadorką sklepu Visage Shop. W związku z tym często mam możliwość testowania nowości, które wchodzą na polski rynek kosmetyczny. Tak było i tym razem. W moje łapki wpadło 10 cieni do powiek marki Devinah Cosmetics. Jesteście ciekawi, jak się u mnie sprawdziły? Jeśli tak, to koniecznie zostańcie ze mną! :)


Jak widzicie, wybrałam dość nietypowe kolory. Posiadam mnóstwo paletek w odcieniach nude i typowo dziennych, więc tym razem postawiłam na coś bardziej szalonego. Cienie Devinah są wkładami do paletek magnetycznych. Przychodzą do nas w małych czarnych kartonikach.



Już na zdjęciach możecie zauważyć, że konsystencja cieni jest cudowna. W dotyku są jak masło, sprawiają wręcz wrażenie mokrych. Osobiście uwielbiam tego typu cienie, nie znoszę takich, których konsystencja jest kredowa i nieprzyjemna w dotyku. Tutaj nie ma tego problemu, na szczęście! Cienie nie osypują się, co dla mnie również jest ogromnym plusem. Ich trwałość również pozytywnie mnie zaskoczyła. Cienie bez problemu wytrzymują na powiekach cały dzień lub całą noc. A teraz przyjrzyjmy się kolorom i zobaczcie tą niesamowitą pigmentację!
Wszystkie swatche wykonałam na sucho, bez użycia żadnej bazy!


Pierwsze dwa cienie: Paladin oraz Spectral, czyli piękny odcień koloru niebieskiego i głęboka zieleń. Oba kolory będą świetnie pasować do zielonych i brązowych oczu. Przy moich wyglądają pięknie.


Kolejna para: Blazed i Tempt. Przyznam, że jeszcze jakiś czas temu nie wyobrażałam sobie nałożyć na powieki tego typu kolorów, jednak zabawa z różnego rodzaju makijażami pokazała mi, że w tej sztuce nie ma żadnych ograniczeń. Uwielbiam połączenie czerwieni z czernią- dlatego też Blazed pojawia się w ostatnim czasie na moim oczach bardzo często!


Następna dwójeczka: Illusion oraz Shack. W tym zestawieniu znajduje się mój bezwzględny ulubieniec- Shack, czyli fioletowo-niebieski cień, który ma w sobie także poblask różu. Po prostu go uwielbiam. Według mnie jest to cień duochromowy. Odkąd pierwszy raz go użyłam- nie mogę przestać. Uczciwie przyznaję, że jeszcze nigdy nie miałam do czynienia z kolorem, który byłby chociaż podobny do tego.


Przedostatnia parka: Venial i Empress, czyli połączenie idealne. Oba cienie moim zdaniem wyglądają razem cudownie. Długo szukałam cienia, który przypominał będzie odcień Rose Gold. W końcu znalazłam! W ostatnich miesiącach mam fioła na punkcie różowego złota, więc cień do powiek w tym kolorze- jak najbardziej! :)


Ostatnia para, czyli Kith oraz Diva. Wśród moich wyborów musiały się znaleźć jakieś brązy i trochę złota- nie byłabym sobą, gdybym nic takiego nie wybrała!

Podsumowując:
Cienie są po prostu fenomenalne! Po porównaniu z Makeup Geek szczerze mówiąc- nie widzę szczególnej różnicy. Poza oczywiście ceną- pojedynczy cień Devinah Cosmetics w Visage Shop możecie kupić za cenę 22 złotych. Moim zdaniem to bardzo przyzwoita cena, jak za taką jakość, naprawdę. Odkąd je testuję, polecam każdej koleżance i wszystkim dookoła. Jestem po prostu zachwycona! Mam nadzieję, że w mojej kolekcji znajdzie się więcej odcieni, najlepiej wszystkie ;)

Dodatkowo, mam dla Was niespodziankę!
Na hasło: "KKITTY10" otrzymacie 10% na wszystkie produkty w Visage Shop! :)
Kod ważny jest do końca czerwca.

I jak, co sądzicie o cieniach Devinah? Jakie są Wasze ulubione? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger