niedziela, marca 26

Sephora: Too Faced Candelight Glow

Dzień dobry, kochani!
Dziś przyszedł czas na kolejny post z serii moich zakupów w perfumeriach. Tym razem wybór padł na rozświetlacz Candelight Glow od Too Faced. Przyznam, że mam go już dość długo, jednak jak wiecie- zanim wystawię o czymś opinię, lubię produkt mocno wymęczyć. Jestem wielką fanką rozświetlaczy- naprawdę. Mogłabym mieć ich tysiące, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam! Jesteście ciekawi, jak sprawdził się u mnie ten z TF? Jeśli tak, to zostańcie ze mną!


Każda miłośniczka makijażu z pewnością wie, w jak cudowne opakowania Too Faced pakuje swoje kosmetyki. Jest to jeden z aspektów, dzięki któremu TF zdecydowanie jest moją ulubioną marką makijażową. Oczywiście- nie kocham ich tylko za wygląd! Jakość ich kosmetyków jest dla mnie powalająca- wśród ich oferty jeszcze nie udało mi się znaleźć niewypału.


Widzicie? Aż się prosi, żeby wziąć go w łapki! :) A teraz spójrzmy na niego dokładniej.

CO OBIECUJE PRODUCENT?
Według Too Faced produkt ma wykorzystywać technologię Photolite, dzięki której uzyskujemy efekt załamania i rozproszenia światła. Technologia ta ma powodować, że nasza skóra wygląda promiennie i świeci wewnętrznym blaskiem w każdym możliwym oświetleniu. 

DWA KOLORY- RAZEM CZY OSOBNO?
Moim zdaniem wykorzystanie dwóch połówek kolorów jest fenomenalne. Możemy używać ich zarówno razem, jak i osobno. Używając odcienia szampańskiego uzyskamy mocną, jasną taflę. Natomiast przy użyciu koloru brzoskwiniowego, nadamy naszej skórze zdrowego, dziennego blasku. Oba odcienie połączone razem z kolei, dają piękne, wyraziste glow. 




Mój odcień to Warm Glow.

KONSYSTENCJA
Produkt jest jak masło, sprawia wrażenie kremowego. Uwielbiam tego typu kosmetyki, więc to już drugi wielki plus, zaraz po podziałce na dwa odcienie. Można odnieść wrażenie, że rozświetlacz rozpływa się pod palcami. Podczas przejeżdżania pędzlem bądź palcem po całej powierzchni produktu- oba kolory nie mieszają się w opakowaniu, zostaje zachowania ich granica.

NA SUCHO CZY NA MOKRO?
I tak, i tak. Na sucho- uzyskujemy efekt bardziej dzienny, dający zdrowy blask. Na mokro- ogromne, wieczorowe glow, totalna tafla! Osobiście lubię spryskać pędzel fixerem, a następnie nałożyć Candelight. Generalnie wygląda pięknie pokaż każdą "postacią".

TRWAŁOŚĆ
Spotkałam się już z wieloma rozświetlaczami- nawet wysokopółkowymi, które za nic nie umiały dobrze trzymać się na twarzy. Tutaj trwałość w skali od 1 do 10, oceniłabym na 8. Często sięgam po niego, kiedy w weekend wybieram się na jakąś imprezę lub spotkanie ze znajomymi. Zauważyłam, że kiedy wracam do domu po całej nocy- na mojej twarzy jest o połowę mniej błysku niż wtedy, kiedy wychodziłam z domu- gdzie przy rozświetlaczu od Jeffree Star'a totalne glow widać nawet po całej nocy spędzonej na parkiecie. 



DOSTĘPNOŚĆ I CENA
W Polsce rozświetlacz dostaniemy w Sephorze, w cenie 119zł. Cena może wydawać się wysoka, jednak tutaj zdecydowanie płacimy za jakość, która jest świetna. Osobiście na chwilę obecną, co do kosmetyków- wychodzę z założenia, że lepiej zainwestować w jeden/dwa dobre, często droższe produkty, niż iść do zwykłej drogerii i kupić całą siatkę kolorówki, z której połowa okaże się bublem. Oczywiście- wśród tanich kosmetyków są dziesiątki perełek, jednak jak dla mnie w przypadku drogerii tzw."handlowych" bardzo często jakość jest bardzo zła.

A Wy, używacie rozświetlaczy? Znacie ten produkt? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam oglądać takie cudeńka. Takie produkty zawsze cieszą moje oczy. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudeńko :) i piękne zdjęcia :)

    agnesssja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. ciekawy produkt :) prawdę mówiąc nie miałam nic tej marki, a ten rozświetlacz z całą pewnością jest godny uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie miałyśmy okazji testować produktów tej marki, ale prezentują się świetnie i bardzo nas kuszą :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 killukitty , Blogger