czwartek, maja 25

Meet Beauty Conference, Targi Beauty Days - relacja, największe spotkanie blogerek urodowych w Polsce, moje wrażenia

Meet Beauty Conference, Targi Beauty Days - relacja, największe spotkanie blogerek urodowych w Polsce, moje wrażenia
Witam Was, kochani bardzo serdecznie!
Ostatnio miałam bardzo dużo na głowie, w związku z wyjazdem na wydarzenie, które w moim kalendarzu jest zdecydowanie jednym z najlepszych w całym roku. Mowa oczywiście o Meet Beauty, czyli największej w Polsce konferencji dla blogerek urodowych. Meet Beuaty to coś, co już drugi rok z rzędu niesamowicie zaskakuje i sprawia, że w moim życiu pojawiają się cudowne wspomnienia. Tym razem, konferencja odbyła się równolegle z targami Beauty Days w hali Ptak Warsaw Expo w Warszawie. Całe wydarzenie trwało dwa dni- 20-21 maja. Postanowiłam wybrać się do stolicy już w piątek rano, żeby jeden cały dzień poświęcić na zakupy i małe zwiedzanie. Jesteście ciekawi, jakie są moje wrażenia po tegorocznym MB i po pierwszych targach kosmetycznych, na których byłam? Jeśli tak, to zapraszam na dalszą część postu! :)


Około południa w piątek razem z chłopakiem dojechaliśmy na miejsce. Pojechaliśmy do hotelu, rozpakowaliśmy się i wyruszyliśmy w miasto. Pogoda przez cały weekend była genialna- praktycznie lato! Trochę czasu zeszło nam na zakupy. Wieczorem wybraliśmy się nad Wisłę, żeby trochę odpocząć. Jednak to nie piątek jest głównym elementem wyjazdu. Przejdźmy do najważniejszego- weekendu!




Do celu dotarłam niestety lekko spóźniona, ponieważ prawie dwie godziny zajęło nam znalezienie odpowiedniego przystanku, z którego odjeżdżał autokar do PWE. Kiedy po ciężkim początku udało mi się dojechać na miejsce, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Panie w recepcji bardzo pozytywnie przyjmowały wszystkie uczestniczki. Zarejestrowałam się, odebrałam identyfikator i udałam się na warsztaty Golden Rose, które poprowadziła świetna wizażystka i youtuber'ka Karolina Zientek. Przyznaję, że byłam bardzo szczęśliwa, że to właśnie ta kobieta przeprowadzi warsztaty z wybranymi uczestniczkami. Karolinę oglądam od dawna i bardzo cenię. Moim zdaniem jest stuprocentową profesjonalistką w tym, co robi. Warsztaty, które wybrałam dotyczyły modelowania twarzy. Każda z nas dowiedziała się sporo o poprawnym konturowaniu, dobieraniu odpowiednich kolorów do maskowania niedoskonałości naszej twarzy oraz poprawnym rozświetleniu. Karolina doskonale wie, o czym mówi, dlatego warsztaty z nią były naprawdę przyjemne, a wiedza łatwo wchodziła do głowy. Pod koniec spotkania z Golden Rose, każda z nas otrzymała pudełko wypełnione nowościami marki.


Po warsztatach Golden Rose, miałam około półtorej godziny przerwy, więc razem z chłopakiem (który podczas warsztatów dzielnie zwiedzał targi :)) wybraliśmy się do drugiej części hali, czyli na Targi kosmetyczno-fryzjerskie Beauty Days. Są to największe targi tego typu w Polsce. Na miejscu czekało sporo atrakcji, takich jak- spotkanie z Mają Sablewską, Bitwa na pędzle, którą poprowadziły Red Lipstick Monster oraz Katosu czy autorskie spotkanie z Patrizią Gucci. 




Targi mają swój niesamowity klimat. To miejsce, które z pewnością na długo zostanie w mojej pamięci. Bardzo miło przywitało blogerki stoisko firmy Bandi, która przygotowała dla nas paczki z produktami z nowej, letniej serii. Moim zdaniem to bardzo miły gest z ich strony, tym bardziej, że nie byli partnerami samego MB.



Po odwiedzeniu stoiska Bandi, na chwilę wybraliśmy się do Starbucks'a oraz na spotkanie z Mają Sablewską. Przyznaję, że to bardzo miła i pozytywna osoba :) Po targach mogłabym chodzić godzinami. Firmy naprawdę pięknie przygotowały swoje stoiska, niektóre były wręcz bajkowe. Następnie odwiedziłam stoisko NaturalsPharm, które dla wybranych blogerek przygotowało ogromnie paczki ambasadorskie. Zaproszenie do zostania ambasadorką otrzymałam od marki Noble Health, którą bardzo, bardzo lubię- już od długiego czasu. Zdecydowanie było to jedno z najbardziej "uśmiechniętych" stoisk. Dziewczyny były przemiłe, udało nam się chwilę porozmawiać i zrobić kilka selfie.

Kolejnym elementem sobotniego dnia, były warsztaty z marką Neo Nail. Prowadzący tryskał niesamowicie pozytywną energią, przez co warsztaty zapamiętam na bardzo długo. Miałyśmy okazję nauczyć się wykonywania zdobień na paznokciach z pomocą nowej serii lakierów hybrydowych Neo Nails- Aquarelle. 




Przyznaję, że paznokcie hybrydowe robię sobie już od około roku, jednak nigdy wcześniej nie próbowałam zabawy ze zdobieniami, wydawało mi się to nieziemsko trudne i czasochłonne. Jednak seria Aquarelle to czyste mistrzostwo świata! Już wiem, że podczas moich najbliższych zakupów nie powstrzymam się od kupna kilku kolorów. Lakiery nakładamy na nieutwardzoną wcześniej bazę, po które Aquarelle dosłownie rozpływają się i na dobrą sprawę- same tworzą zdobienia. Coś niesamowitego, naprawdę! Dawno nic nie wywarło na mnie tak ogromnego wrażenia :) Niżej możecie zobaczyć część zdobień, które udało mi się wykonać podczas warsztatów :)



Jak widzicie- zdobienia wyglądają fenomenalnie, a jest w stanie je zrobić dziewczyna taka jak ja, czyli pierwszy raz mająca do czynienia z wykonywaniem wzorków na paznokciach :) Warsztaty Neo Nail uważam za bardzo, bardzo udane. Wydaje mi się, że większość dziewczyn była z nich bardzo zadowolona.

Po warsztatach udaliśmy się jeszcze trochę na targi, a następnie wraz z innymi uczestniczkami wróciliśmy do centrum Warszawy. Udało nam się bardzo miło spędzić popołudnie- zjedliśmy obiad i ponownie wybraliśmy się nad Wisłę- nie ukrywam, że to miejsce wyjątkowo skradło moje serce! :) Do hotelu nie wróciliśmy bardzo późno- wiedziałam, że kolejny dzień Meet Beauty z pewnością będzie tak samo emocjonujący, jak poprzedni.



Niedziela na Meet Beauty wydała mi się troszkę spokojniejsza, niż dzień poprzedni. Odniosłam też wrażenie, że było troszeczkę mniej uczestników- chociaż, w zgłoszeniu można było zaznaczyć opcję uczestnictwa tylko w jednym dniu konferencji. Nie zmieniło to jednak faktu, że wydarzenie nadal miało swój cudowny i niepowtarzalny klimat. Są w życiu takie rzeczy, do których bardzo chętnie wracamy pamięcią, wiecie? Dla mnie taką rzeczą jest właśnie Meet Beauty :)



Nie mogłam powstrzymać się przed tym, żeby chociaż na chwilę udać się na Bitwę na pędzle, która miała miejsce na targach i poprowadzona została przez Red Lipstick Monster oraz Katosu. Z wielkim zaciekawieniem przyglądałam się dziewczynom walczącym w konkursie. Przyznam- poziom był naprawdę bardzo, bardzo wysoki! RLM i Katosu- w realu bardzo pozytywne i pięknie kobietki! :)




Po Bitwie na pędzle udałam się na Meet Beauty, gdzie skorzystałam z wykładu "Social media ogarnij to" poprowadzonego przez największego męskiego blogera lifestylowego Jasona Hunta. Jason pomimo swojego poważnego wyglądu, jest naprawdę bardzo pozytywnym i miło nastawionym do świata człowiekiem. Udało mi się sporo dowiedzieć o tym, jak dobrze prowadzić swoje kanały w mediach. Takiej wiedzy nigdy za wiele! W wykładach tego typu mogłabym uczestniczyć dosłownie codziennie :) Do samego zakończenia konferencji niestety nie mogłam poczekać, ponieważ decyzję podjął za mnie odjeżdżający do Katowic pociąg.

Do Gliwic wróciłam obładowana całą masą nowych kosmetyków, zakupów i naładowana kilogramami pozytywnej energii! Meet Beauty kolejny rok z rzędu sprawiło, że moja wiara w to, co robię wynosi 100000000%! Mam nadzieję, że w przyszłym roku również będę miałam okazję się tam pojawić i kolejny raz doświadczyć tak cudownego przeżycia :)

Kochani! Mam do Was pytanie- czy chcielibyście zobaczyć post, w którym pokażę, co przywiozłam z konferencji? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

środa, maja 10

Lakiery hybrydowe La Boom, czyli nowa marka w mojej kolekcji

Lakiery hybrydowe La Boom, czyli nowa marka w mojej kolekcji
Dzień dobry, kochani!
Ale ten czas szybko leci, dopiero zapisywałam się na Meet Beauty, a nagle zostało już niecałe 2 tygodnie! Ale dziś nie o tym. Jak wiecie, od około roku przerzuciłam się ze zwykłych lakierów na te hybrydowe. Nie należę do osób, które pozostają wierne tylko jednej firmie i boją się sięgnąć po cokolwiek innego. Ja uwielbiam poznawać nowości, sprawdzać, porównywać, a później przekazywać moje spostrzeżenia Wam. Jakiś czas temu w mojej kolekcji pojawiły się produkty marki La Boom. Pomimo zbliżającej się wówczas wiosny, postawiłam na dość ciemne i mocne kolory. A dlaczego? No cóż, lubię przełamywać schematy. Kiedy u wszystkich moich znajomych wraz z pierwszym cieplejszym dniem zaczyna królować odcień mięty i pudrowego różu- ja maluję pazurki na ciemny fiolet :) Jesteście ciekawi, jak sprawdziły się u mnie wyżej wspomniane lakiery? To zapraszam!


Czarne minimalistyczne opakowania to coś, co lubię. Zero niepotrzebnych napisów i "obietnic". W opakowaniu znajdziemy standardowy pędzelek. Lakiery mają również standardową pojemność 7ml. Kolory są mocno napigmentowane i w przypadku najciemniejszych odcieni, spokojnie można użyć tylko jednej warstwy. Jedynie lakiery z drobinkami są trochę mniej nasycone i trzeba użyć 2/3 warstw.



Konsystencja lakierów również jest świetna- nie są ani za gęste, ani zbyt rzadkie. Zastygają w lampie w ustawieniu 30 sekund. Jestem także zadowolona z trwałości- 3 tygodnie, bez żadnego problemu. Nie odchodzą przy skórkach, nie marszczą się, a dodatkowo bardzo łatwo je usunąć. Rozpuszczają się szybko i gładko odchodzą z płytki paznokcia.


Jestem absolutnie zakochana w odcieniach z brokatem. Totalnym ulubieńcem jest odcień 08- piękna, butelkowa zieleń ze srebrnymi drobinkami. Na paznokciach wygląda naprawdę pięknie. Mam ciemne włosy i zielone oczy, więc bardzo mi pasuje. Bardzo polubiłam również odcień 21- neonowy róż z domieszką błysku- coś idealnego na lato! 



Cena jednego lakieru to około 20zł, co czyni je nieco tańszymi od innych marek. Nie przekłada się to jednak w żadnym stopniu na zaniżenie jakości, która w ich przypadku jest bardzo dobra. Już wkrótce pokażę Wam nowe kolory, tym razem o wiele bardziej "letnie".

A Wy, znacie lakiery tej marki? Jakie są Wasze ulubione? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

sobota, maja 6

10 tanich kosmetyków do makijażu, które polecam

10 tanich kosmetyków do makijażu, które polecam
Dzień dobry, kochani!
Piękna sobota dzisiaj, prawda? W końcu więcej słońca i mam ochotę coś robić! Ostatni post tyczył się tanich ulubieńców pielęgnacyjnych. Post ten zdobył wśród Was bardzo pozytywny odbiór. Pomyślałam więc, że pokażę Wam moich tanich ulubieńców, ale! Tym razem makijażowych. Są to produkty, które naprawdę są świetne. Nie wybrałam nic, co budziło u mnie jakiekolwiek wątpliwości. Totalna selekcja. Same perełki. Ciekawi? To jedziemy!


Podkład Maybelline Fit Me. 
Powiem Wam szczerze, że mam lekkie uprzedzenia co do drogeryjnych podkładów. Liczbę tych, które przypadły mi do gustu podczas mojej całej makijażowej podróży mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. Jednak Fit me to dla mnie totalne zaskoczenie. Ma świetną konsystencję, bardzo dobre krycie (przy czym jest lekki), pięknie się rozprowadza, jego trwałość naprawdę powala, a do tego świetnie wygląda na skórze- jest bardzo naturalny. Czy można chcieć czegoś więcej? Bezapelacyjnie pobił mój ukochany drogeryjny Catrice Liquid Camouflage. U mnie podkład nie oksyduje. Kolor 105 jest dla mnie idealny. Zdecydowanie warty wypróbowania!


Paletka do konturowania Wet'n Wild.
Kupiłam ją kiedyś w sumie przypadkowo podczas promocji w Naturze. Widziałam ją dość często w filmikach z tutorialami makijażowymi na Instagramie. Wyglądała dość ciekawe, ale jakoś nie miałam na nią parcia. No ale wzięłam. No i już rozumiem, dlaczego amerykańskie youtuberki tak bardzo się nią zachwycają! Pierwsza rzecz, na którą zwróciłam uwagę, to nietypowa konsystencja. Paletka zdaję się być pól-mokra, pół-sucha. W dotyku jest jak najmilsze na świecie masełko. Kolejna zaleta to trwałość. Bronzer nałożony rano, bez problemu trzyma się do samego wieczora. Bardzo ciekawy jest również puder do rozjaśniania. Nie tworzy "ciastka" pod oczami i jest pięknie zmielony. Bronzer jest bardzo mocno napigmentowany, więc wystarczy niewielka ilość, żeby ładnie wykonturować całe policzki. Jestem zachwycona!


Puder sypki Eveline Loose Powder Cashmere Mat.
Na początku myślałam, że będzie dla mnie troszkę za ciemny- jednak już po pierwszym użyciu moje wątpliwości zostały rozwiane. Największą jego zaletą jest to, jak idealnie jest zmielony. Jest niczym puszek, pięknie utrwala korektor pod oczami. Matuje twarz w bardzo naturalny sposób. Nie obciąża naszej skóry i nie powoduje uczucia "ściągnięcia", co niestety potrafią robić niektóre drogeryjne pudry. Mat na twarzy trzyma praktycznie cały dzień, co za tę cenę jest bardzo zaskakujące. Myślę, że bez zastanowienia sięgnę po kolejne opakowanie.


Żel do brwi Golden Rose Longstay Brow Styling Gel.
Trafił do mnie w paczce od Cocolity. Wcześniej słyszałam o nim mnóstwo pozytywnych opinii. Maxineczka w swoich filmikach nazywała go "cementem do brwi". I miała rację! Żel jest niezniszczalny, naprawdę. Kiedy go używam, moje brwi są w nienaruszonym stanie, idealnie wyczesane i utrwalone przez cały dzień. Nawet przy wieczornym zmywaniu makijażu czasami mam lekki problem z usunięciem go z brwi. Jest to zdecydowanie mój ulubieniec i jedyny żel, którego obecnie używam. Jest tak dobry, że na chwilę obecną nie mam potrzeby szukania niczego innego.


Baza pod cienie do powiek Eveline Magic Stay 24H.
Kolejna ogromna perełka w mojej kosmetyczce. Bazę dostałam, szczerze mówiąc, jeszcze nigdy żadna drogeryjna baza się u mnie nie sprawdziła, a tu proszę! Ta z Eveline jest naprawdę świetna. Pięknie wyrównuje koloryt powieki, nie tworzy smug, ładnie się rozprowadza, no i co najważniejsze- znacznie przedłuża trwałość makijażu oka. Jest również bardzo wydajna. Myślę, że warto zawiesić na niej oko przy rossmannowych zakupach. Baza wytrzymała całonocną imprezę do samego rana- a to już coś!


Rozświetlacz mySecret Face Illuminator.
Produkt znany i lubiany. Przeze mnie również. Zdecydowanie numer 1 wśród wszystkich drogeryjnych rozświetlaczy! Robi naprawdę piękną taflę, cudownie odbija światło i jest trwały. Kosztuje około 10zł, a według mnie bez wyrzutów sumienia można go porównać do Mary Lou od The Balm. Przyznaję, że sięgam po niego naprawdę bardzo często. Dodatkowo jest makabrycznie wydajny. Swój mam już prawie dwa lata i nie zużyłam nawet połowy!


Tusz do rzęs Eveline Big Volume Femme.
Jedno z największych "wow" całej dziesiątki. Wrzuciłam go przy okazji do koszyka w Rossmannie jakiś czas temu. Początkowo miał być dla mojej mamy, ale oczywiście zapomniałam, że nie lubi syntetycznych szczoteczek. Tak więc zostawiłam go sobie. Jego szczoteczka jest dość nietypowa, ale zarazem świetna. Maskara pięknie wydłuża, rozdziela i pogrubia rzęsy. Nie osypuje się, ani nie robi efektu pandy. Efekt, który uzyskamy zaraz po użyciu nie znika w ciągu dnia. Tusz mam około 3 miesięcy i absolutnie nic się z nim nie dzieje. Wiem, że nigdy nie może zabraknąć go w mojej kosmetyczce :)


Pomada do brwi z Wibo.
Produkt, który w ostatnim czasie został owiany bardzo dużym zainteresowaniem. No i nie bez powodu. Po pierwsze- w końcu któraś z drogeryjnych marek stworzyła pomadę do brwi! Dla wielu osób minusem jest mały wybór kolorów, jednak dla mnie Dark Brown jest idealny. Ma bardzo kremową i "miękką" konsystencję. Malowanie brwi z jej pomocą to czysta przyjemność- pracuje się z nią bardzo łatwo. Dodatkowo podoba mi się jej trwałość- po utrwaleniu żelem- bez problemu cały dzień. Kolor również bardzo mi odpowiada. Jeśli któraś z Was jeszcze zastanawia się, czy ją kupić, mówię Wam- lećcie do Rossmanna!



Płynne pomadki Golden Rose Longstay Liquid Matte Lipstick.
Moja przygoda z nimi była dziwna. Pamiętam, że zaraz po tym, kiedy pojawiły się na rynku kupiłam sobie dwa kolory. Wtedy to była dla mnie kompletna porażka! Pierwsze 2/3 użycia dały mi wrażenie, że pomadki są do niczego. Jednak z czasem pokochałam je miłością bezgraniczną! Pierwsze, co jest dla mnie bardzo ważne, to cudowna gama kolorystyczna- znajdziemy w niej kolory zarówno żywe, jak i w odcieniach nude. Kolejny plus to przyjemny zapach i świetny aplikator. Wystarczy jedna cieniutka warstwa, żeby nasze usta w pełni były pokryte pigmentem. Pomadki nie podkreślają zmarszczek ani nie wysuszają ust. Są bardzo trwałe i pięknie się prezentują. Czy można chcieć więcej?



Bronzer Lovely Milky Chocolate.
Wow, wow, wow! Ten produkt jest po prostu genialny. Jest świetnym zamiennikiem bronzera Chocolate Soleil od Too Faced. Pigmentacja jest idealna- ani nie za mocna, ani nie za słaba. Bronzer pięknie się blenduje i bardzo ładnie podkreśla kości policzkowe. Jest średnio-chłodny. Mnie taki odcień bardzo odpowiada. Trwałość również bardzo zaskakuje, jest cudowna. Produkt nie robi plam. Dodatkowo opakowanie jest bardzo miłe dla oka :)

Kochani, to już moje wszystkie tanie makijażowe perełki. Podobają Wam się tego typu posty? Jakie są Wasze ulubione niedrogie kosmetyki? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!
Buziaki!

poniedziałek, maja 1

5 niedrogich kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy

5 niedrogich kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie pielęgnacji twarzy
Witam Was w Majówkę, kochani!
Aż ciężko uwierzyć, że to już maj :) Dopiero była zima! Pora roku w ciągu ostatnich dni diametralnie się zmienia- powoli zbliża się lato, tak więc przygotowałam dla Was 5 niedrogich kosmetyków, bez których nie wyobrażam sobie pielęgnacji mojej twarzy. W większości są to produkty, które bez problemu dostaniecie w najpopularniejszych drogeriach, w dodatku za niewielką cenę. Moja cera bardzo dobrze reaguje na produkty różane, w związku z czym jest ich tutaj aż trzy! Myślę, że część kosmetyków znacie, a inne mogą być dla Was nowością. To co, ciekawi? Lecimy!



1. Różany tonik od Evree. 
To chyba moje trzecie/czwarte opakowanie. Pierwszy raz kupiłam go z powodu bardzo pozytywnych opinii w internecie i na blogach. Opinie te nie były mylne. Po prostu go uwielbiam! Wspaniale odświeża skórę. Kiedy spryskam nim twarz rano- od razu budzę się do życia. Dodatkowo ma piękny zapach. Wiem, że nie wszyscy pałają sympatią do różanej woni, jednak dla mnie jest to coś pięknego. Najlepiej sprawdza się u mnie właśnie w okresie wiosenno-letnim. Nie wyobrażam sobie pielęgnacji bez niego, absolutnie!
Koszt: około 15/20zł.



2. 3w1- peeling, maseczka i żel do mycia twarzy od Selfie Project. 
Moim zdaniem jest to najlepszy drogeryjny peeling. Udało mi się przetestować praktycznie wszystkie, które znajdują się na rossmannowskich półkach i ten zdecydowanie bije wszystkie inne na głowę. Mam już taką zasadę, że peeling ma być odczuwalny. Ten sprawdza się u mnie rewelacyjnie. Świetnie likwiduje martwy naskórek, pozostawia skórę miękką i gładką. Nie zapycha, nie uczula i nie jest też wręcz bolącą "tarką". Dodatkowo tutaj zapach również jest przyjemny. Jest to też bardzo wydajny kosmetyk- starcza naprawdę na długo!
Koszt: około 20zł.



3. Serum do bardzo suchej skóry z olejem z konopi od India.
Serum to poznałam dzięki pudelku Liferia, które dostaję co miesiąc. Używam go pod krem, na noc. Przyznaję, że nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, co do tego produktu, jednak zostałam totalnie zaskoczona! Na chwilę obecną moja pielęgnacja bez tego kosmetyku nie istnieje. Po dłuższym zastanowieniu- nie wiem, czy po jakimkolwiek produkcie, którego używałam, moja skóra była tak miękka. Przy regularnym stosowaniu naprawdę bardzo mocno wpływa na stan mojej cery.
Koszt: około 20zł.



4. Różany żel do mycia twarzy od Evree.
Jest to stosunkowo nowy produkt w mojej łazience, jednak od pierwszego dnia skradł moje serce. Jest niesamowicie delikatny, pięknie oczyszcza i nawilża skórę oraz pozostawia ją bardzo mięciutką. Nie ukrywam, że gdybym miała wybrać ulubioną drogeryjną markę, to prawdopodobnie padłoby właśnie na Evree! Ich produkty za każdym razem bardzo pozytywnie mnie zaskakują i zostają ze mną na długo. Żel również ma piękny zapach- pod warunkiem, że nie macie nic do róż. W tym przypadku mam takie samo wrażenie, jak przy serum- stan mojej cery naprawdę się poprawia!
Koszt: około 15/20zł.



5. Nawilżający krem różany od Bielendy. 
Krem trafił w moje ręce podczas jednego ze spotkań blogerek razem z olejkiem z tej samej serii. Z tej dwójki jednak krem skradł moje serce w 100%! Jest to najlepszy drogeryjny krem na dzień, jaki dotychczas miałam okazję testować. Idealnie nadaje się pod makijaż. Jest niesamowicie lekki i delikatny. Twarz jest gładka, nawilżona i miękka. Kończę już drugie opakowanie- na pewno sięgnę po kolejne! Według mnie krem niczym nie odbiega od tych wysokopółkowych. Czasami sprawdza się u mnie lepiej pod makijażem, niż różnego rodzaju bazy. To perełka, która powinna znaleźć się w każdej łazience!

Kochani, to już wszystkie niedrogie produkty, które totalnie skradły moje serce. A Wy macie takie perełki? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, chętnie poznam nowości, które sprawdzą się u mnie tak świetnie, jak te, które opisałam w poście :)
Buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger