poniedziałek, lipca 17

Nowości w mojej toaletce: Pierre Rene

Nowości w mojej toaletce: Pierre Rene
Dzień dobry, kochani!
Dziś przyszedł czas na małe nowości w mojej toaletce. Tym razem są to kosmetyki marki Pierre Rene. Markę znam od dawna i jest to jedna z tych firm, które przy niskiej cenie oferują wysoką jakość. Jesteście ciekawi, co wpadło w moje łapki? Jeśli tak, to chodźcie ze mną dalej! :)


Bohaterami dzisiejszej recenzji są trzy nowości: matowa pomadka, eyeliner w pędzelku oraz kremowa paleta do konturowania. Matowych pomadek u mnie nigdy mało, a konturowanie powoli staje się jednym z moich ulubionych kroków podczas wykonywania makijażu, więc jestem bardzo zadowolona, że właśnie takie kosmetyki trafiły w moje ręce. Przejdźmy do recenzji wszystkich produktów po kolei.

*Zdjęcia wykonałam przed użyciem produktów, dlatego fotki są "niemacane" ;)




W opakowaniu palety do konturowania Cream Contour, otrzymujemy dwa kolory- brąz do przyciemniania oraz odcień jasny do rozjaśniania. Odcień bronzera jest dość ciepły- co jednak absolutnie mi nie przeszkadza- nie lubię całkiem zimnych kolorów, mam wtedy wrażenie, że moja skóra wygląda bardzo staro i trupio, zdecydowanie wolę zdrowy wygląd. Odcień jasny z kolei- zawiera w sobie pięknie żółte tony, które świetnie wtapiają się w moją skórę.

KONSYSTENCJA
Zdecydowanie na plus. Produkty są miękkie, bardzo kremowe i pięknie się blendują. Nie pozostawiają smug ani plam. Są dość delikatne- można budować ich pigmentację, dzięki czemu nie musimy się bać, że zrobimy sobie krzywdę.

TRWAŁOŚĆ
Również bardzo dobra. Po przypudrowaniu produkty bez problemu wytrzymują cały dzień. Nie rozmazują się, ani nie znikają z twarzy.

OCENA OGÓLNA
Zdecydowanie 10/10!


Eyeliner Royal Liner bardzo przypadł mi do gustu. Uwielbiam tego rodzaju aplikatory. Gąbeczka jest miękka i giętka, dzięki czemu bez problemu możemy wykonać precyzyjną kreskę.

KONSYSTENCJA
Eyeliner jest średnio płynny i bardzo mocno czarny. Zastyga na lekki mat. Jedyny minus, jaki zauważyłam jest taki, że po około 8-10 godzinach zaczyna się delikatnie kruszyć w okolicy przedłużenia kreski, tam, gdzie w ciągu dnia mogą nam lekko łzawić oczy.

TRWAŁOŚĆ
Jak wyżej- bardzo dobra, poza minimalnym kruszeniem w okolicy zewnętrznego kącika oka. Czerń jest bardzo wyrazista i nie blaknie podczas noszenia.

OCENA OGÓLNA
8/10- odjęłam dwa punkty za lekkie kruszenie.



Pomadka Royal Mat Lipstick w przepięknym odcieniu w stylu barbie pink z niecierpliwością oczekuje w mojej toaletce na sezon wiosna/lato! Wspominałam Wam na InstaStory, że tego typu odcienie to moi bezkonkurencyjni faworyci na ciepłe pory roku. Odcień, który otrzymałam to numerek 02 Pink Cashmere. Samo opakowanie wygląda bardzo luksusowo- dla mnie bomba, na toaletce prezentuje się bosko!

KONSYSTENCJA
Z założenia pomadka powinna być matowa. Moim zdaniem jednak jest taka w połowie. Nie jest to produkt zastygający i ma zupełnie inną formułę niż rozsławione pomadki w płynie. Po nałożeniu na usta po około minucie staje się lekko matowa, jednak nazwałabym ten mat satynowym. Absolutnie nie wysusza ust, nie podkreśla suchych skórek. Pigmentacja również jest bardzo dobra.

TRWAŁOŚĆ
Pomadkę oceniłabym na raczej dzienną- nie wytrzyma z nami całej nocy szaleństw. Jednak kolor moim zdaniem jest typowo dzienny, więc nie jest to dla mnie problem. Szminka zjada się ładnie- nie odznacza się żadna brzydka linia, chodzi naturalnie i równomiernie.

OCENA OGÓLNA
9/10- punkt odejmuję za "mat". Moim zdaniem zdecydowanie lepiej pasowałaby nazwa "Royal Velvet Mat".

A Wy, znacie kosmetyki Pierre Rene? Ja po raz kolejny jestem pod wrażeniem i przyznam, że znalazłam kilka perełek, które bardzo chciałabym przetestować :)
Buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger