piątek, sierpnia 18

Beauty Delivery: Sigma Beauty

Beauty Delivery: Sigma Beauty
Dzień dobry!
Wow, jest tak gorąco, że naprawdę ciężko mi dzisiaj wytrzymać. Przyszedł czas na kolejny, nowy post. Dziś chcę pokazać Wam przesyłkę od marki Sigma Beauty. Jeśli interesujecie się makijażem i światem beauty, to zapewne wiecie, że jest to jedna z najlepszych i najbardziej pożądanych przez blogerki (i nie tylko!) firm. Kiedyś już miałam okazję testować ich produkty oraz pędzle i byłam naprawdę bardzo zadowolona. Dziś rano obudził mnie kurier z nową przesyłką. Przyznaję- śledziłam ją co chwilę, odkąd dostałam e-mail z informacją, że już do mnie idzie. Wyobraźcie sobie, jaka była moja radość, kiedy pod moje okno podjechał samochód Fedex'a :)
Dziś chcę pokazać Wam, co znalazło się w paczce- natomiast w następnych postach, jeśli będę zadowolona- poszczególne produkty.


Czy tylko ja po prostu uwielbiam ładnie zapakowane paczki? Serio, kiedy widzę jakieś wstążeczki, kokardki, kolorowe papierki czy koraliki, to od razu się cieszę, najpierw oglądam "opakowanie", a dopiero później zawartość :) Jak widzicie, w pudełko znalazło się naprawdę dużo kosmetyków i pędzli. Szczególnie cieszę się z pędzelków- jak dla mnie Sigma ma w sprzedaży jedne z lepszych na rynku. Mam już jeden zestaw i kilka pojedynczych pędzli tej marki i przyznaję, że praca z nimi to czysta przyjemność. Okej! Przejdźmy do poszczególnych produktów, które wpadły dziś w moje łapki!



Pierwszą rzeczą jest paletka cieni "Smoke Screen". Od dawna miałam ochotę na paletkę Sigmy. Często widywałam je w instagramowych tutorialach znanych amerykańskich dziewczyn i za każdym razem nie mogłam się na nią napatrzeć. Dlatego bardzo się cieszę, że w końcu na własnym oku będę mogła sprawdzić, o co tyle szumu. Na pewno dam Wam znać, jak się sprawuje. A może jakiś makijażyk? Dajcie znać!


Eyeliner w żelu w odcieniu "Wicked". Mam naprawdę niewielkie doświadczenie z eyelinerami w żelu, wiecie? Zawsze miałam na oku trzy żelowe- z Zoevy, Morphe Brushes i ten z Sigmy. Kiedy zobaczyłam go w przesyłce, stwierdziłam, że prawdopodobnie będzie to idealna okazja na naukę malowania kreski tego typu produktem i pędzelkiem. Przekonamy się, jak mi to wyjdzie, ale to, co widzę na pierwszy rzut oka to to, że eyeliner jest naprawdę bardzo, bardzo czarny. Jestem ciekawa, jak będzie się z nim pracować i przede wszystkim- czy będzie trwały.


Kolejne produkty, to dwie pomadki do ust. Jedna z serii Lip Eclipse, a druga Power Stick. Żadna z nich nie jest matowa, co przyznam, mocno mnie zdziwiło- przy takiej "modzie" na matowe usta, w paczce dostaję dwie "klasyczne" szminki. Ale cóż- mimo mojego wielkiego uwielbienia do matu, fajnie będzie spróbować czegoś innego, szczególnie teraz, kiedy połączenie upał + matowa pomadka, nie do końca są komfortowym rozwiązaniem. Pomadka w czarnym opakowaniu to odcień Bloody-Good, a tej w płynie- Seal of Approval.


Kolejne dwa produkty, to mini wersje szamponów do mycia pędzli. Przyznaję- nigdy nie miałam styczności z tego typu produktami. Do mycia pędzli wystarczał mi olejek z Rossmanna albo żel do higieny intymnej. Fajnie będzie sprawdzić, czy jest jakaś różnica między czymś "zwykłym", a tym specjalnie przeznaczonym do pędzli. Jeśli znajdę jakieś znaczące różnice- na pewno się nimi z Wami podzielę i z przyjemnością dam znać! :)



Następnie w paczce znalazłam Basic Eyes Kit, czyli zestaw siedmiu podstawowych pędzelków do makijażu oczu. Jak wspominałam wyżej- uwielbiam pędzle Sigmy! W moim rankingu stoją wyżej, niż Zoeva. Poważnie. Są świetnie wykonane- trzonki się nie rozklejają, włosie w żaden sposób się nie deformuje, a dodatkowo są mega, mega miękkie, precyzyjne- praca z nimi to czysta przyjemność! Szczególnie ciekawa jestem czarnego pędzelka do blendowania i pędzelka do brwi- wyglądają bardzo zachęcająco :)



Pędzel 3DHD Kabuki. Swojego czasu obiegł internetowy świat beauty z prędkością światła. Jego nietypowy kształt- jak widzicie na zdjęciu- ma za zadanie idealnie rozprowadzać kosmetyki oraz pozwalać na dotarcie do każdego miejsca na naszej twarzy. Jestem ciekawa, jak sprawdzi się u mnie do nakładania podkładu. Wow, nie używałam pędzla do tego zadania od dobrych dwóch lat- przerzuciłam się totalnie na Beauty Blender. Zobaczymy, czy 3DHD będzie umiał go zastąpić.



E06- precyzyjny pędzelek do eyelinera. Przyznam, że na pierwszy rzut oka wygląda naprawdę bardzo precyzyjnie. Myślę, że na dzisiejsze wyjście wypróbuję go w duecie z żelowym eyelinerem. Lubię rzeczy, które pozwalają mi na ogromną precyzję w makijażu. Mam nadzieję, że ten pędzelek spełni moje oczekiwania i powędruje do pojemniczka z tymi "najczęściej używanymi" :)



Ostatnia, a zarazem jedna z rzeczy, z której najbardziej się cieszę. Słynna mata do mycia pędzli. Słynna, bo tak jak 3DHD, w pewnym monecie zawładnęła internetem, blogami i YouTube'm. Podobno pozwala na łatwe i idealne umycie pędzli- nawet tych bardzo mocno ubrudzonych, np. z ciężkich podkładów. Dodatkowo- wiadomo, na pewno przyjemniej jest "trzeć" pędzelkiem o matę, niż o własną dłoń. Temu produktowi przyjrzę się najbardziej- dam Wam znać, czy to naprawdę takie wielkie halo :)

Ufff, to już wszystko! Serio, od rana uśmiech nie znika mi z twarzy, jestem mega zadowolona z tej przesyłki! Znalazłam kilka produktów, których jestem bardzo ciekawa. A Wam co najbardziej wpadło w oko? Koniecznie dajcie mi znać w komentarzu!
Buziaki!

środa, sierpnia 16

Jak obrabiam zdjęcia na Instagram? Jakich programów używam?

Jak obrabiam zdjęcia na Instagram? Jakich programów używam?
Hej!
W ostatnim czasie dostałam od Was naprawdę masę wiadomości odnośnie tego, w jaki sposób obrabiam swoje zdjęcia na Instagramie. Pytania dotyczyły zarówno zdjęć "układanek", jak i również zdjęć makijaży. W związku z tym postanowiłam pokazać Wam krok po kroku, jak wygląda moja edycja :)


Do obróbki zdjęć używam kilku programów. Są to zarówno aplikacje płatne, jak i darmowe. Wychodzę z założenia, że warto wydać trochę pieniędzy na coś, dzięki czemu moja praca będzie wyglądała o wiele lepiej. W dalszej części postu pokażę Wam, w jaki sposób używam każdego poszczególnego programu i jak w moim przypadku prezentuje się proces całej obróbki. Na zdjęciu wyżej możecie zobaczyć- po lewej stronie zdjęcie oryginalne, które nie zostało jeszcze dotknięte żadną edycją- natomiast po prawej- skończone, przerobione zdjęcie z Instagrama. Na zdjęciu niżej zobaczycie, jakie aplikacje mam na swoim telefonie. Jest to wszystko, czego używam podczas przygotowywania zdjęć do publikacji :)


Zacznijmy od górnego rzędu, lewa strona:

beFunky- programu tego używam tylko do dodania swojego znaku wodnego na zdjęcia. Dodatkowo- podczas edycji zdjęć makijaży, w tym programie robię lustrzane odbicie zdjęcia, a następnie łączę zdjęcia oka w kolaż.
Photoshop Fix- ta aplikacja służy mi do korekty zdjęć, przedłużania tła oraz usuwania drobnych elementów. W łatwy i przejrzysty sposób pozbywam się niedoskonałości na twarzy etc.
Facetune- z tej aplikacji korzystam najczęściej. W dalszej części postu pokażę Wam, co dokładnie robię, w jakich proporcjach i opowiem, dlaczego właśnie ten program uważam za najlepszy.
UNUM- nie jest to aplikacja do konkretnej obróbki zdjęć. Możemy w niej sprawdzić, jak nasze zdjęcie będzie prezentować się na Instagramie. Aplikacja tworzy siatkę naszego IG, na którą możemy wrzucić zdjęcie, które planujemy dodać.
VSCO- w tej aplikacji dorzucam filtr na zdjęcia "układanek". Przy zdjęciach makijaży nie korzystam z niej.

Skoro wiecie już, jakie aplikacje znajdują się w moim telefonie, przyszła pora na przedstawienie Wam, jak dokładnie wygląda obróbka.


Tutaj widzicie otwartą aplikację Photoshop Fix razem z opcją "korekta". Rozmiar ustawiam zależnie od wielkości niedoskonałości, którą chcę usunąć oraz przybliżam zdjęcie na tyle, na ile to możliwe, żeby zrobić wszystko bardzo dokładnie. Twardość korekty ustawiam na 30- jest to według mnie idealne ustawienie- miejsce na zdjęciu po korekcie wygląda gładko i naturalnie- nie widać, żeby zostało poddane tego typu obróbce :)


Przejdźmy teraz do punktu głównego- obróbki w Facetune. Jest to aplikacja płatna, jednak polecam zainwestować w nią każdemu, komu zależy na profesjonalnej i porządnej obróbce- w szczególności zdjęć makijaży. Zacznijmy od początku- pierwszą rzeczą, którą robię w przypadku zdjęć oka- włączam opcję "whiten" i zaznaczam na zdjęciu elementy takie jak rozświetlacz, wewnętrzny kącik oka- generalnie jeszcze mocniej podkreślam wszystkie rozświetlone miejsca na mojej twarzy. Kiedy już to zrobię, przechodzę do opcji "smooth"- tutaj wygładzam całą twarz. Kiedy wszystko jest już ładnie wygładzone, wchodzę w opcję "details". Za pomocą tej opcji wyostrzam elementy, które w danym zdjęciu powinny być najmocniej widoczne. Z reguły jest to źrenica- podoba mi się efekt, kiedy jest ostra. Często podkreślam również środek powieki, co daje mi efekt trójwymiarowości. Jeśli natomiast chodzi o zdjęcia "układanek"- opcją "whiten" całkowicie wybielam tło, "details" służy mi do wyostrzenia przedmiotów znajdujących się na zdjęciu poza tłem. 


Kolejna opcja- "tones". Używam jej tylko podczas obróbki zdjęć makijaży. Jest to opcja, dzięki której w naturalny sposób możemy pogłębić kolory na zdjęciu. Przykładowo- kolorem czarnym pogłębiam linię wodną, górną linię rzęs oraz same rzęsy. Kolorem białym całkowicie rozjaśniam tło za moją twarzą. I dalej zależnie od koloru danego makijażu- jeśli np. mój makijaż jest różowy- delikatnym odcieniem różu pogłębiam intensywność. Często poprawiam również kolor swoich białek- zdarza się, że mam mocno przekrwione oczy, co niestety nie prezentuje się na zdjęciach zbyt dobrze. Niżej zobaczycie zdjęcie makijażu- po lewej- bez żadnej obróbki- po prawej- po pełnej obróbce w Facetune.



Podkreślam- cały czas się uczę! Na przykład- o wiele bardziej zadowolona jestem z obróbki zdjęcia na górze, niż tego na dole. Cały czas bawię się z intensywnością, kolorami, wygładzeniem itp. Staram się znaleźć takie ustawienia, żeby zdjęcia wyglądały jak najbardziej naturalnie.


Mam nadzieję, że tym postem odpowiedziałam na Wasze pytania, a przynajmniej na większość :) Jeśli jest coś, co jeszcze chcielibyście wiedzieć- śmiało piszcie w komentarzach!
Buziaki!

niedziela, sierpnia 13

Luźna niedziela: Co u mnie, makijaże, See Bloggers, Instagram

 Luźna niedziela: Co u mnie, makijaże, See Bloggers, Instagram
Witajcie w niedzielę! Dawno mnie tu nie było, prawda? Niestety. Miałam sporą przerwę w pisaniu dla Was postów, momentami nawet zastanawiałam się, czy nie przerzucić się na sam Instagram. Na szczęście mój mózg znów przyjął prawidłowe myślenie i od teraz posty będą pojawiać się regularnie- bardzo regularnie. Podczas przerwy w mojej głowie zrodziło się tyle pomysłów, że szczerze mówiąc aż ciężko jest mi rozplanować, w jakiej kolejności zacząć pisać i planować.


W ciągu ostatnich dwóch miesięcy naprawdę sporo się u mnie działo. Bardzo dużo czasu poświęciłam na ćwiczenie technik makijażu i dopracowywanie najmniejszych szczegółów podczas malowania. Naprawdę bardzo mocno się za to wzięłam. Kiedy maluję, czuję się naprawdę dobrze, w końcu znalazłam coś, co sprawia mi najzwyczajniej w świecie czystą przyjemność. Wcześniej coś tam próbowałam, ale zawsze kończyło się na poddaniu się po najmniejszej porażce. Z czasem zrozumiałam, że to zwykły bezsens, a każda porażka zaczęła utwierdzać mnie w tym, że dam radę. Na dzień dzisiejszy jestem dumna z tego, co robię i z tego, w jaki sposób mi to wychodzi. Nie uważam się za żadnego Picassa makijażu, ale nie uważam również, że jestem słaba. Praktycznie codziennie tworzę coś nowego i staram się, aby każda kolejna wykonana przeze mnie praca była lepsza.


W sierpniu miałam naprawdę dużo czasu na malowanie- już w pierwszej połowie zdążyłam skręcić kostkę i przejść zapalenie ucha, co uziemiło mnie w domu na ładne dwa tygodnie. Ten miesiąc chyba ogólnie nie jest dla mnie łaskawy- wszystko leci mi z rąk, a na prostej drodze potykam się po kilku krokach- chyba czas trochę wyluzować.
Mamy już połowę drugiego miesiąca wakacji, a ja jeszcze nie opisywałam Wam mojego wyjazdu na tegoroczną edycję See Bloggers. W tym poście nie znajdziecie wszystkich zdjęć i opisu całego wydarzenia- planuję napisać na ten temat osobny, specjalny wpis. Tutaj natomiast chciałam podzielić się z Wami kilkoma ogólnymi słowami na temat festiwalu. W tym roku w Gdyni spędziłam 5 dni. Razem z K. postanowiliśmy wyjechać trochę wcześniej, żeby mieć trochę wolnego czasu, a na samo See Bloggers pójść spokojnie, a nie prosto z pociągu. Była to zdecydowanie jedna z lepszych decyzji- aż przykro mi było patrzeć na masę uczestników, którzy prosto z pociągu biegli do PPNT. Z samego wydarzenia jestem o wiele bardziej zadowolona, niż w zeszłym roku- tego lata udało mi się zapisać na sporo warsztatów, które wydawały mi się też o wiele ciekawsze niż w 2016 roku. Podczas tej edycji poznałam też o wiele więcej świetnych ludzi, z którymi mega miło spędziłam czas i wspaniałe bawiłam się na afterparty. Czy warto jeździć na tego typu spotkania blogerów? Wiem, że zdania są bardzo podzielone, jednak moim zdaniem- warto. Między innymi See Bloggers pomogło mi podjąć decyzję, żeby za nic w świecie nie przestawać pisać. Wróciłam stamtąd naładowana ogromną dawką motywacji i pozytywnej energii. Ale dokładnie o tym wszystkim już niedługo.


Ostatnie miesiące w dużej mierze poświęciłam rozwojowi mojego Instagrama. Była to zdecydowanie świetna decyzja. Nauczyłam się, że najlepsze, co możemy robić, to inwestować w siebie i własne możliwości. Realizować marzenia i każdego dnia stawiać czoła nowym wyzwaniom. Nawet nie wiem, w którym momencie tego, co tworzę w internecie, zebrało się ze mną tak ogromne grono osób, które naprawdę potrafią każdego dnia czekać na nowy post, zdjęcie, czy makijaż. W oczach kręcą mi się łzy, kiedy widzę, że dla tylu osób w jakiś sposób jestem inspiracją. Największą nagrodą za moją pracę jesteście dla mnie Wy. Czytacie co piszę, oglądacie to, co dodaję i polegacie w ciemno na tym, co Wam polecam- a w większości piszecie mi, że rzeczywiście miałam rację i nie zawiedliście się na tym, co mówię. Instagram w ostatnim czasie pokazał mi zarówno, jak wiele można osiągnąć i zdziałać, ale ujawnił przede mną też swoją mroczną stronę- tę, przez którą czasami nie mam ochoty odświeżyć powiadomień ani sprawdzić skrzynki odbiorczej. Na mojej drodze staje coraz więcej "anonimowych" osób, które w jakiś sposób nie mogą znieść tego, że mi się udaje. Ale szczerze? Mam to gdzieś. To całe zło i tak zawsze przebiją ludzie, którzy są ze mną.
Na chwilę obecną wiem, że odnalazłam w życiu to, co chcę robić.


Podsumowując- jest świetnie. Naprawdę. Dawno nie miałam w sobie tak ogromnej motywacji. I życzę takiego powera każdemu, kto choć na chwilę zwątpił w swoje możliwości i ma ochotę odpuścić :)
Ufff, nie wyobrażacie sobie nawet, jakie to przyjemne, znów siedzieć przy laptopie z otwartą kartą nowego wpisu. Do zobaczenia już niedługo! A tymczasem uciekam spisać wszystkie pomysły, bo dawno nie było ich aż tyle!
Buziaki!
Copyright © 2016 killukitty , Blogger